Liga Mistrzów 2018/19? Już zapomnijcie. Liga Europy? To jak wyprawa na wojnę

Autor wpisu: 27 grudnia 2017 18:59

Święta, święta i po świętach… Kto marzy o grze w fazie grupowej Ligi Europy następnego sezonu, nie może stracić ani jednego dnia zimowych transferów i przygotowań. Czemu? Bo na letnie czasu może nie być. A co z Ligą Mistrzów? Zapomnijcie…

Dziś trudno przewidywać, kto będzie mistrzem Polski, kto będzie bił się w eliminacjach pucharów latem 2018 roku. Pewnie Legia, pewnie Lech, może Górnik albo Jaga, a może… Arka, Korona?
Jedno jest w miarę jasne – mistrz Polski w eliminacjach Ligi Mistrzów będzie miał przechlapane jak… Nie kończąc, bo to „niepoprawne politycznie”. Po prostu będzie miał przechlapane. Upaśliśmy się na sukcesie Legii sprzed półtora roku, ale lato 2017 przywróciło nam chłodne spojrzenie na miejsce w szeregu. W 2016 roku Legia w eliminacjach miała cholerne szczęście – tak było! Trenčin, Dundalk to byli rywale daleko, daleko klasyfikowani w Europie za mistrzami Polski, a i tak umęczyć się trzeba było co niemiara.

Latem 2018 na takie szczęście nie ma co liczyć. Podobne losowanie aż do szczęśliwego końca staje się po prostu niemożliwe. Bo eliminacje Ligi Mistrzów zmieniają się radykalnie. Ze szkodą dla maluczkich, czyli dla nas. UEFA tłumacząc nowe przepisy intensywnie podkreśla, że wciąż „każdy mistrz każdej federacji może zgrać w LM”, ale to takie mydlenie oczu, że aż oczy palą. Liga Mistrzów staje się jeszcze bardziej elitarną niż była dotychczas. Z korzyścią dla wielkich, a nie małych.
W skrócie – zmiana w systemie oznacza, że awans bezpośredni do fazy grupowej dostają teraz po cztery zespoły z czterech najwyżej klasyfikowanych lig (dotychczas tylko dwa, a dwa musiały grać w eliminacjach) plus 8 z lig sklasyfikowanych na miejscach 5. – 10. Plus zagwarantowany udział niezależnie od miejsc w krajowych ligach mają obrońca trofeum i zwycięzca Ligi Europy.
Z tak zwanej „ścieżki mistrzowskiej”, czyli tej po której musi iść mistrz Polski – ktokolwiek by nim nie był – awans do fazy grupowej wywalczą tylko cztery zespoły całej „reszty Europy”. A na dodatek mistrz Polski będzie musiał przejść aż cztery (a nie trzy jak dotychczas) rundy eliminacji. Trafiając prawdopodobnie w którymś momencie (bardzo możliwe, że już w trzeciej rundzie) na mistrzów takich lig jak chorwacka, grecka, holenderska, rumuńska, austriacka, szwajcarska czy czeska.
Czyli o wiele mocniejszych niż te zespoły, z którymi przychodziło rywalizować w ostatnich latach.
Czyli z lig, których mistrzowie ostatnimi czasy raczej regularnie grywali w fazie grupowej Ligi Mistrzów i których mistrzów stać na o wiele większe transfery i na o wiele większe kontrakty dla piłkarzy (Odjidja-Ofoe chyba nie z „miłości” poszedł do Olympiakosu).
Czyli na zespoły klasy Basel, Olympiakosu, Ajaksu czy PSV, FC Kopenhaga, Viktorii Pilzno (15 zwycięstw w 16 ligowych meczach jesieni, awans do fazy pucharowej LE). Na dodatek tylko Legia z polskich klubów może liczyć na rozstawienie w decydujących rundach. Inni byliby dolosowywani do rywali silniejszych.

I jeszcze jedno – kwalifikacje Ligi Mistrzów trzeba będzie zacząć już 10 lipca (eliminacje Ligi Europy 12 lipca). Nawet, jeśli przyjąć, że reprezentacja Polski nie zrobi furory w finałach MŚ, udział piłkarzy powołanych przez Adama Nawałkę w meczach klubowych będzie w tym czasie wykluczony. Polska ostatni mecz fazy grupowej gra 28 czerwca, ewentualnie mecz 1/8 finału 2 lub 3 lipca, nie mówiąc o następnych rundach (półfinały będą rozgrywane w terminach pierwszych rund eliminacji pucharów, finał – 15 lipca). Po mistrzostwach zaś piłkarze powołani do kadry będą potrzebowali minimum dwa tygodnie urlopów.
Oczywiście, największy z tym problem miałyby Legia lub Górnik. Michał Pazdan (jasne – jeśli w ogóle wciąż byłby w Legii), Artur Jędrzejczyk, Krzysztof Mączyński, może Damian Kądzior, może Rafał Kurzawa – ich udział w pierwszej (pierwszych?) rundach eliminacji pucharów byłby wykluczony.

Plusem – wystarczająco dużo czasu na wypoczynek dla „niekadrowiczów”, bo liga kończy się już 20 maja. Minusem – jeszcze większa niż dotychczas intensywność eliminacji. Od 10 lipca trzeba je będzie grać regularnie co tydzień (4 rundy eliminacji; kolejnych 8 terminów do 30 sierpnia).
Zarówno eliminacje Ligi Mistrzów, jak i eliminacje Ligi Europy. I tu znów – polskie kluby będą miały drogę maksymalnie wyboistą. Bo więcej przegranych klubów z eliminacji Ligi Mistrzów tu trafi. Będzie dużo, dużo trudniej, a nawet jak było łatwiej przecież ostatnio się nie udało.

Jeśli ostatnio mieliśmy wrażenie, że eliminacje pucharów dla polskich drużyn to droga przez mękę, latem 2018 będzie tylko gorzej. O wiele gorzej.
Jak nikt ma tego świadomość działający w europejskich strukturach Dariusz Mioduski, który już w momencie przejmowania klubu przyznał: – Od przyszłego roku dostanie się do Ligi Mistrzów będzie niezwykle trudne. Będziemy musieli być lepsi od drużyn z poziomu mistrzów Holandii czy Szwajcarii.
Zdaje się, że świadomość tego mają też Romeo Jozak i Nenad Bjelica – jasne, że Legia i Lech mają na dziś największe możliwości finansowe kształtowania kadry. Kończąc rok obaj zapowiedzieli mocne zmiany personalne. To nieuniknione. Kto prześpi zimę, może nie zdążyć naprawić błędów latem!

  • Staszek Anioł

    Mistrzowie „spadający” eliminacji Ligi Mistrzów będą grali o fazę grupową Ligi Europy wyłącznie między sobą, więc na inne drużyny z Ekstraklasy czy zdobywcę Pucharu Polski nie ma to żadnego wpływu. To znaczy ma o tyle, że dla tej całej reszty będzie… jeszcze mniej miejsc w Lidze Europy (o 13 miejsc zagra… 141 zespołów!).

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli