LEWCZUK: Strzykawka z adrenaliną była już przygotowana, ale na szczęście obyło się bez strzału w serce

Autor wpisu: 20 kwietnia 2016 23:50

Z Igorem Lewczukiem, piłkarzem Legii Warszawa, rozmawiamy o tajemniczym ataku alergii podczas zgrupowania reprezentacji, jego szansach wyjazdu na EURO i finiszu rozgrywek w Ekstraklasie

FUTBOLFEJS.PL: Igor, jak tam u ciebie ze zdrowiem? Już wszystko w porządku?
IGOR LEWCZUK: Tak, w porządku… A o co chodzi konkretnie?

No o to, że niedawno narobiłeś stracha – sobie, sztabowi szkoleniowemu reprezentacji i pewnie Legii. Mówię o ataku alergii, jaki ci się przytrafił na zgrupowaniu kadry przed meczem z Finlandią.
Trochę to wszystko zostało wyolbrzymione. Może wyglądałem jak siedem nieszczęść, bo objawy wystąpiły przede wszystkim na twarzy. Zresztą mam zdjęcie, więc dobrze wiem, jak wyglądałem. I pewnie stąd ten strach, ale zapewniam, że w moim odczuciu nie było to nic, co dawałoby jakiekolwiek podstawy, by zacząć panikować. Nic, co zagrażałoby jakoś poważnie mojemu zdrowiu. Nic mnie nie dusiło, nie traciłem oddechu, nie mdlałem… Tak więc obyło się bez takich – dużo poważniejszych niż mój wygląd – skutków.

Tutaj o całej sytuacji podczas zgrupowania reprezentacji

Dzień przed meczem z Finlandią spotkaliśmy lekarza reprezentacji, który przyznał, że w pewnym momencie zastanawiał się, czy nie trzeba będzie podać ci zastrzyku adrenaliny…
Zgadza się. Brał pod uwagę takie rozwiązanie, na szczęście obyło się bez strzału w serce, jak pisano w mediach. Uniknąłem sceny jak z filmu „Pulp Fiction”…

Opowiedz, jak w ogóle do tego doszło.
Szczerze mówiąc, do dziś nie wiem. Zjadłem normalne śniadanie, jak każdy kadrowicz.

A co było na to śniadanie? Bo trener Nawałka powiedział, że zaszkodził ci sok z marchewki.
Na śniadanie owsianka z owocami. Chociaż, czekaj… To było w Poznaniu, a my kilka dnia wcześniej wygraliśmy 2:0 z Lechem, więc kto wie, co tam mi podano… Oczywiście żartuję. A sok marchwiowy też był. Może nie piję go codziennie, ale na pewno raz na jakiś czas, i dotychczas mi nie szkodził.

No to co ci zaszkodziło?
Poczytałem później trochę o tym i mogło być tak, że ponieważ jestem trochę uczulony na typowo wziewne sprawy, typu brzoza i olcha – szczególnie kiedy kwitną, właśnie ich pyłki połączone z sokiem z marchwi dały taką mieszankę wybuchową. Absolutnie przypadek.

Do tej pory coś takiego ci się przytrafiało?
Nigdy. Czasami miałem drobne objawy alergiczne, typu zaczerwienione, lekko piekące oczy, czy po zjedzeniu orzechów – bo na nie też jestem uczulony – drobne swędzenie w gardle.

Testy alergiczne raz na jakiś czas sobie robisz?
Wszystko tu w klubie mamy zapewnione, jeśli o to chodzi, więc jestem pod ścisłą kontrolą. Tak więc mówię, zdarzył się po prostu przypadek. Nigdy nie miałem takiej alergii, która powodowałaby, że musiałbym z czegoś rezygnować.

Selekcjoner, jeszcze w piątek, dzień przed meczem z Finlandią, mówił, że nazajutrz będziesz do gry. Jednak zeszło się trochę dłużej, bo na boisko po raz pierwszy od tamtego zdarzenia wybiegłeś dopiero w spotkaniu z Lechem, 15 kwietnia. Ta przerwa spowodowana była tym, że musiałeś dojść do siebie?
Niezupełnie. Atak alergii przytrzymał mnie ze trzy-cztery dni. Trzeba było czekać zwłaszcza na to, by zeszła opuchlizna, ale po tym przyplątała mi się typowa infekcja. Gorączka, osłabienie organizmu. Pewnie złapałem jakiegoś wirusa. Opuściłem mecz z Lechią, potem jeszcze przypałętał się drobny uraz i nie mogłem zagrać z Pogonią, no a na spotkanie z Lechem już wróciłem.

Mocno jesteś wściekły na los? Wreszcie dostajesz powołanie do reprezentacji, jest szansa wywalczyć sobie miejsce w kadrze na EURO, trener chce cię wystawić w meczu, a tu taki niefart.
Pewnie, że pech, czy niefart. Ale z drugiej strony, tak widocznie musiało być. A może coś poważnego stałoby mi się podczas tego meczu z Finlandią i Opatrzność mi tego zaoszczędziła.

To wygląda trochę na takie pocieszanie kulawego, żeby był zadowolony, bo mógł być jeszcze ślepy, a tak jest tylko kulawy…
Oczywiście, że pojawiło się pytanie: „Dlaczego akurat teraz?”. Byłem zły, byłem zawiedziony, nie da się ukryć. Zresztą kto by nie był? Musiałem się z tym pogodzić. Jestem tego zdania, że rzeczy, na które nie ma się wpływu, nie powinny człowieka zdominować. Nie ma co drążyć. Było, minęło. Co się stało, to się nie odstanie.

Ale prawdą jest, że miałeś zagrać? Mówił ci to selekcjoner?
Nie wiem. Nic mi na ten temat nie mówił.

A dzwoni do ciebie trener Nawałka?
Dzwoni. Pyta o zdrowie i formę.

To chyba dobry sygnał. Bo jakby go Igor Lewczuk nie interesował w kontekście powołania na EURO, to pewnie by nie dzwonił. Czyli wygląda na to, że ta szansa może wcale nie została pogrzebana.
Nie rozmyślam o tym za dużo. W ogóle staram się teraz zająć głowę czym innym. Za chwilę mecz z Cracovią. Wciąż walczymy o mistrzostwo, a po drodze mamy jeszcze finał Pucharu Polski. A co będzie potem? Jak będę zdrowy i w formie, to będzie, co ma być.

Kilka miesięcy temu, gdy rozmawialiśmy, mówiłeś, że aby dostać powołanie do reprezentacji, muszą być spełnione dwa warunki: piłkarz musi być w formie i pasować selekcjonerowi do koncepcji. Ty będziesz pasował Adamowi Nawałce? Byłeś już na zgrupowaniu, wiesz, czego selekcjoner oczekuje od środkowych obrońców.
To nie takie proste. To wciąż typowa teoria. Wszystko sprowadza się do tego, jak piłkarz to, czego oczekuje od niego trener, pokaże w meczu. Ja nie miałem okazji, więc trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Zresztą chyba nie znam na nie odpowiedzi.

Przyglądając się innym środkowym obrońcom będącym na zgrupowaniu reprezentacji, Igor Lewczuk już wie, czy dałby sobie radę w tym towarzystwie? Czy pod względem umiejętności nie odbiega od potencjalnych konkurentów do gry w kadrze?
Forma i umiejętności czysto piłkarskie – ok. Tu się zgadza. Ale to jest tylko jedna kwestia. Druga jest taka, czy potrafisz to wszystko udźwignąć podczas meczu. Czy twoja głowa da radę. I dopóki człowiek nie sprawdzi się w meczu, nie będzie tego wiedział. Treningi treningami, ale wszystko tan naprawdę weryfikuje mecz. Kto może mówić, że gra w takim czy innym klubie w niczym nie różni się od gry w reprezentacji. Ale zapewniam – tak nie jest. To wciąż więc tylko czysta teoria. Natomiast jedno mogę powiedzieć, jeśli chodzi o kadrę: broni nadal nie składam. To na pewno. Na razie jednak mam wcześniejsze cele do osiągnięcia.

No właśnie, myślałem, że już pomału będzie ci można gratulować pierwszego w karierze tytułu mistrzowskiego, ale mam wrażenie, że Legia robi ostatnio wszystko, by walka o pierwsze miejsce w lidze trwała do samego końca sezonu. Nie chcecie rozstrzygnąć tego szybciej? Czy nie możecie?
Cztery punkty w dwóch meczach rundy finałowej… Chyba nie jest tak źle.

Ale już od pewnego czasu wygrywanie przychodzi wam z wielkim trudem, albo nie przychodzi wcale.
Pewnie, że byłoby idealnie, gdybyśmy we wtorek na Ruchu wygrali. Mieliśmy sytuacje, ale i Ruch miał swoje, więc nie narzekamy na remis. Pewnie, że plan był taki, by wygrać, ale skoro się nie udało, to trzeba szanować ten jeden punkt. Tym bardziej że w ostatecznym rachunku może nam przecież dać mistrzostwo. No i pamiętajmy, że wciąż losy mistrzostwa zależą tylko i wyłącznie od nas. Na nikogo nie musimy się oglądać, wciąż mamy przewagę.

To prawda, tyle że półtora miesiąca temu ograliście ten sam Ruch bezdyskusyjnie. Teraz mówisz, że trzeba się cieszyć z remisu. To znaczy, że coś się z tą Legią dzieje niepokojącego.
Mecz meczowi nie jest równy…

A ja mam wrażenie, że zaczyna was ostatnio w drugich połowach zatykać. W rundę weszliście z przytupem, ale czy aby teraz nie będziecie za to płacić?
Ja nie mam takiego wrażenia. Nie brakuje nam sił, co potwierdzają badania. Zapewniam, że z tym nie ma problemu.

To z czym jest? Prijović po meczu z Ruchem mówi, że największym kłopotem Legii jest teraz Legia…
Każdy tak może powiedzieć. I w Lechu, i w każdym innym klubie. Jasne, że zdajemy sobie sprawę, iż jesteśmy postrzegani jako faworyt w tym wyścigu. Najszersza kadra, największy budżet, najlepsze transfery, organizacyjnie wszystko poukładane na tip top – słyszymy to non stop. Tyle że każde zwycięstwo trzeba wybiegać. Nawet na najbrzydsze 1:0 trzeba zapracować. Tak się zdobywa mistrzostwo i my o tym doskonale wiemy.

A może chodzi o to, że bez Tomka Jodłowca ani rusz? Trudno oprzeć się wrażeniu, że to ostatnio wasz najważniejszy piłkarz. Ani Ondrej Duda, ani Guilherme nie ciągną zespołu tak, jak przed urazem robił to właśnie Jodłowiec.
Co by nie sądzić, to jego liczby mówią same za siebie. Faktycznie, Tomek ma bardzo dobrą rundę. Ciągnie naszą grę i w defensywie, i w ofensywie, więc na pewno na te ostatnie mecze bardzo by się nam przydał. Zresztą myślę, że każdy trener w Polsce chciałby mieć w drużynie takiego Jodłowca. Ale póki co, trzeba sobie radzić bez niego.

Niektórzy mówią, że ten finisz, czyli pięć ostatnich ligowych spotkań plus finał Pucharu Polski będzie dla was prawdziwym egzaminem dojrzałości. Też tak do tego podchodzicie?
Najważniejsze będzie podejście mentalne. To w tym aspekcie wszystko się rozstrzygnie. Tu już nikt nie ma wątpliwości, że jeśli uda się wytrzymać presję, to sezon zakończymy dwoma tytułami. Pod względem piłkarskim jesteśmy na to gotowi, teraz musimy udowodnić, że również pod względem mentalnym. Mówię o tej presji, bo przecież od początku sezonu wszyscy z wyprzedzeniem przypisali nam tytuł. Zgodzisz się?

Zgodzę.
No i teraz musimy to udźwignąć. A im bliżej będzie ostatniej kolejki, tym pewnie ta presja będzie rosła. Tak więc pod tym względem faktycznie będzie to dla nas w pewnym sensie egzamin dojrzałości. Trener Michniewicz mówił niedawno, że już przed ostatnim meczem Legia będzie miała złote medale. Ale to nie jest taka prosta sprawa. Każdy oczekuje, że skoro tę Legię już koronowali w mediach, to teraz będzie ona łoiła rywali po 3:0 albo 4:0. A to tak nie działa. Patrzyłem na piłkarzy Ruchu grających z nami i wiesz, co było najbardziej widać? Że oni grają na pełnym luzie. Bo swoje już osiągnęli, utrzymanie mają zapewnione, więc żadna presja nie pęta im nóg. I grali naprawdę świetnie. Ale jestem przekonany, że gdyby byli w dolnej ósemce, ta gra byłaby zupełnie inna. W weekend patrzyłem na spotkanie Termaliki z Podbeskidziem. Tam gra toczy się o życie, co było widać. Nikt nie chciał zaryzykować, wszyscy spięci, zestresowani. My o takim luzie, jaki ma teraz Ruch, musimy zapomnieć. Jest presja i będzie do końca sezonu. Trzeba ją po prostu wytrzymać i udowodnić, że i na mistrzostwo, i na Puchar Polski zasłużyliśmy. A potem dopiero można pomyśleć o EURO.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Jak przygotowuje się do EURO nasz eksportowy sędzia Szymon Marciniak:

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Hit | Legia Warszawa | Polecane

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli