Leśnodorski po Legii atakuje kolejny szczyt. Tym razem z Jędrkiem Bargielem

Autor wpisu: 7 czerwca 2017 18:01

Były prezes i właściciel mistrzów Polski Bogusław Leśnodorski został menedżerem i członkiem ekspedycji Andrzeja Bargiela. Słynny zakopiańczyk chce wejść, a następnie zjechać na nartach z drugiego najwyższego szczytu świata – K2. A Leśnodorski chce z nim… pojeździć na nartach w Himalajach.

Bogusław Leśnodorski, który w poniedziałek zerwał wszelkie formalne więzi z klubem z Łazienkowskiej (złożył rezygnację z bycia przewodniczącym Rady Nadzorczej), do wyprawy szykuje się od kilku miesięcy. W zasadzie już kilka dni po tym, gdy przestał być prezesem warszawskiego klubu, zabrał się za treningi. Niektórzy myśleli, że postanowił się zrelaksować i odpoczywa.
Ten „relaks” zaczyna się o szóstej rano i trwa 7-8 godzin dziennie – mówi. W Warszawie od tamtej pory bywa sporadycznie. Przylatywał głównie na mecze Legii.

Feta pobudziła metabolizm
Gdy kilka tygodni temu umawialiśmy się na spotkanie, mówił: – Złapmy się po fecie.
Za każdym razem, gdy do Warszawy wpadał, „przywoził do kraju kilka kilogramów obywatela mniej”.
Schudłem 14 kilo, muszę jeszcze 10. A w górach, na dużych wysokościach, to nie problem. Tam chudniesz nawet, jeśli nic nie robisz – mówi.
W niedzielny wieczór i noc na kilkanaście godzin przerwał reżim treningowy i po raz pierwszy od wielu miesięcy sięgnął… po procenty. Nic dziwnego, bo Legia zdobyła czwarty tytuł podczas jego kadencji. Czwarty, bo chociaż jako prezes i współwłaściciel rozstał się z Łazienkowską 3  pod koniec marca, to przez kolejne tygodnie do zakończenia sezonu, tak naprawdę był to w dużym stopniu wciąż jego projekt.
Na drugi dzień po fecie miałem straszne wyrzuty sumienia. Myślałem sobie:  człowiek zasuwa kilka miesięcy po 7-8 godzin dziennie i wszystko na marne. Na szczęście uspokoił mnie Maciek Tabiszewski (lekarz Legii – red.), który powiedział, że taki pojedynczy incydent mi nie zaszkodzi, a jedynie pobudzi metabolizm. Ulżyło mi po tej rozmowie.

Menadżer jednego zawodnika
Od marca, razem z Jędrkiem Bargielem, kursował głównie między Tatrami i Alpami. 20 czerwca rusza z kilkuosobową ekipą w Himalaje, skąd wróci pod koniec lipca lub na początku sierpnia. Został też menedżerem Bargiela. Co to oznacza? Jest człowiekiem, który zajmie się karierą młodego zakopiańczyka.

Z Jędrkiem zna się od dawna, w ostatnich miesiącach spędził z nim więcej czasu, niż z własną rodziną.
Gdy pytamy, czy pomysł na wyjazd to efekt poszukiwań wrażeń, żeby zabić uczucie pustki po odejściu z Legii, Leśnodorski wzrusza ramionami. – Nie, po prostu kocham to robić i całe życie to robiłem. Różne sporty pojawiały się czasami, ale narty i góry od zawsze były moim życiem. W ostatnich latach miałem przerwę ze względu na pracę w Legii, a teraz tylko do tego wracam – mówi. I dodaje: – Fajnie było zdobywać trofea z Legią, miałem na to jakiś wpływ, ale nie bezpośredni. Teraz chcę zrobić coś sam.

Trauma po Giewoncie
O swoich sportowych celach na K2 mówi: – Chciałbym sprawdzić jak wysoko mogę wejść i pojeździć tam na nartach. Być może będzie tak, że pojadę i okaże się na miejscu, że nie dam rady. Różnie bywa. Byłem kiedyś kozakiem, niczego się nie bałem, a rok temu poszedłem na Giewont w tenisówkach, poślizgnąłem się, upadłem i złapał mnie taki stres, że chwyciłem się krzyża i nie chciałem go puścić za nic. Tak mnie ściął strach, że schodziłem dosłownie na kolanach. Wtedy powiedziałem sobie: bez nart nigdzie więcej nie wchodzę.
Cel minimum w Himalajach to baza, która znajdzie się na wysokości 5300 metrów. – Do bazy to będzie taki turystyczny spacerek. No, taki trochę dłuższy. Przygoda lepsza niż siedzenie na plaży – śmieje się. Ten „spacerek” to między innymi 70-kilometrowa przeprawa przez Baltoro, najdłuższy lodowiec na Ziemi. Baza wypadowa jest zaś tylko 342 metry niżej niż największe dotychczasowe wspinaczkowe osiągnięcie Leśnodorskiego. – Byłem kiedyś na Elbrusie (5642), ale nie zjeżdżałem ze szczytu. A całe życie marzyłem, żeby zjechać z jakiejś wysokiej góry.
Do tej pory najwyższym szczytem, z którego zjeżdżał jest Mont Blanc (4808 m npm – red). – Zjechałem kilka razy, ale nie jest to jakiś wielki wyczyn. Z braku tlenu człowiek dostaje już małej głupawki, ale nie jest to jakieś nie wiadomo co. Można sobie zaplanować przyjemną trasę, nie trzeba zjeżdżać pionową ścianą. Ale ja lubię takie strome zjazdy. Nie musi to być jednak tak niebezpieczne, jak się ludziom wydaje. Teraz chciałbym zrobić coś trochę bardziej sportowego, bo uważam, że mam na to jeszcze tylko kilka lat. Później będzie za późno. Dużo czasu mi nie zostało. Za rok może uda się wejść na Mount Everest bez tlenu – mówi 42-letni Leśnodorski.

Szansa na kolejny wpis do historii
Oprócz tego, że były prezes Legii sam chce się zmierzyć z górą, w całej wyprawie postacią numer 1 jest Andrzej Bargiel – jeden z najszybszych skitourowców świata. 29-letni zakopiańczyk ma na koncie kilka spektakularnych osiągnięć.
Jest rekordzistą w podbiegu na Elbrus (5642 m. n.p.m) – zrobił to w 3 godziny i 21 minut, poprzedni rekord poprawił aż o 34 minuty! Trzy lata temu zjechał na nartach z ośmiotysięcznika Manaslu. W 2015 roku dokonał pierwszego w historii zjazdu z Broad Peaku (8051 metrów) – góry, która zabrała życie kilku polskich himalaistów (w styczniu 2014 roku z wyprawy nie wrócili Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka).
W 2016 roku ponownie przekroczył bariery. Ustanowił rekord zdobycia Śnieżnej Pantery (pięciu siedmiotysięczników byłego Związku Radzieckiego – Szczyt Lenina, Szczyt Korżeniewskiej, Szczyt Ismaila Samaniego, Chan Tengri i Szczyt Zwycięstwa). Bargiel dokonał tego w niespełna miesiąc bijąc pod rekord Denisa Urubki. Gdy opowiada o planach ataku na K2, mówi z takim spokojem, że odnosi się wrażenie, jakby chodziło o spacer na Nosal, a nie drugą najwyższą górę świata, z której nie wraca co czwarty śmiałek.
Tak to chcemy przedstawiać, bo w przeszłości w tych wyprawach dużo było wariactwa. Nie chcemy tego powielać. Nic nie zostawiamy przypadkowi, nie zamierzamy przekraczać pewnej granicy ryzyka, nie chcemy nic robić na spontanie. Wszystko ma być dopięte na ostatni guzik. Nie może być tak, że ktoś ginie, bo jest nieprzygotowany fizycznie, albo miał słabe raki – mówi menadżer Bargiela.

Dokonać niemożliwego
Andrzej planuje zdobycie K2 drogą wytyczoną przez Jerzego Kukuczkę i Tadeusza Piotrowskiego w lipcu 1986 roku. Trasa ta nazywa się „Polską Drogą” i nigdy nie została powtórzona.

Już wejście byłoby wielkim wyczynem. Zwłaszcza, że Bargiel wchodzi na szczyty sportowo, czyli bez użycia butli z tlenem. Gwoździem programu ma być jednak zjazd ze szczytu najniebezpieczniejszej góry świata (nazywanej Górą Gór) na nartach (z wierzchołka do podstawy). Dotąd nikomu to się nie udało, choć kilka prób już podejmowano. Od lat o zjeździe z K2 myśli Davo Karničar, pierwszy i jedyny jak dotąd człowiek, który zjechał z wierzchołka do podstawy z Mount Everestu. Bargiel ma szansę to zrobić pierwszy Liczy, że zjazd zajmie mu 4-5 godzin.
Wcześniejsze próby dowodzą, że zjazd ze szczytu do samej podstawy i leżącej na wysokości 5300 m n.p.m. bazy jest możliwy, wymaga tylko znakomitego przygotowania, sportowej wytrzymałości, doświadczenia narciarskiego na tak dużych wysokościach i odrobiny szczęścia do warunków pogodowych i śnieżnych – przekonuje Bargiel. – Wszystkie moje autorskie wyprawy w góry najwyższe kończyły się sukcesem – dodaje.

Motto wyprawy brzmi: „dokonać niemożliwego”. I Bargiel, i Leśnodorski pokazali już w życiu, że niemożliwe nie istnieje…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Enfant terrible polskiej piłki Bogusław,przypnie narty i szus z K-2.Powodzenia,udanych zjazdów.

  • Pojke Blixten

    Boguś, a weź ze sobą Wandzela!

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli