Legii wciąż brakuje nowego Vadisa. A może… Remy?!

Autor wpisu: 22 stycznia 2018 09:48

Niezależnie od wyników podczas Florida Cup faktem jest, że jakość piłkarska kadry Legii po ostatnich transferach rośnie – to jasne. Tyle, że wciąż z przekonaniem nie można powiedzieć, że trener Romeo Jozak znalazł już tego, za którym tęskni Łazienkowska, czyli „nowego Vadisa”. Nie jest nim bezbarwny Cristian Pasquato, na Florydzie nie błysnął też Domagoj Antolić.

„Nowego Vadisa”, czyli piłkarza dającego jakość, widowisko, napędzającego atak, nie wahającego się wziąć na siebie ciężaru gry, nawet, gdy gra kolegów kuleje. I wyraźnie przerastającego ligę. Mówimy o mniej lub bardziej typowej „dziesiątce” vel ofensywnym pomocniku. A jednocześnie piłkarzu bardzo uniwersalnym, bo przecież Odjidja-Ofoe zdarzało się grywać na różnych pozycjach i w różnych konfiguracjach personalnych.
Legia tej swojej „10” nie ma. Vadis odszedł, podobne cechy ma Miro Radović, no ale jest kontuzjowany i nim wróci do pełni formy jeszcze chwila minie.

Teoretycznie na tę pozycję ściągany był Cristian Pasquato, ale gdzie tam Włochowi do Vadisa. Ani on najlepszy w lidze, ani nawet w Legii. Jeden gol i trzy asysty w Lotto Ekstraklasie jesienią – to dorobek słabiutki. Podczas Florida Cup trener Jozak dał mu szansę pokazania się w pierwszej połowie meczu z Barcelona SC i w drugiej z Atletico Nacional. I trudno znaleźć drugiego piłkarza, który w tych dwóch meczach był równie bezbarwny. Właśnie – nie tyle słaby, nie tyle psujący, co po prostu bezbarwny. Z Barceloną można na siłę się dopatrzyć udziału w akcji bramkowej, ale ten udział ograniczał się do oddania piłki obok stojącemu Michałowi Kopczyńskiemu. I to właśnie „Kopa”, a potem Sebastian Szymański odwalili całą robotę z przeprowadzeniem akcji zakończonej strzałem Jarosława Niezgody.
Z Atletico w pierwszym składzie na tej pozycji wyszedł Chorwat z zimowego zaciągu – Domagoj Antolić, mający w dorobku 6 meczów w reprezentacji (aczkolwiek tylko w jej towarzysko-rezerwowej wersji). Grał zresztą też z Barceloną w drugiej połowie. I w zasadzie był pod każdym względem odpowiednikiem Pasquato – jeśli chodzi o ofensywę zrobił tak niewiele, że aż trudno o nim cokolwiek powiedzieć. Zdawało się za to, że więcej od Włocha starał się biegać i przeszkadzać, gdy to rywale mieli piłkę.
Oczywiście, on w przeciwieństwie do Włocha ma jeszcze czas, by błysnąć – w końcu na razie to tylko w sumie 90 minut w dwóch niezbyt udanych sparingach. Ale na razie błysku nie było.

Lekarstwo na „10”? Jeszcze jeden transfer albo system 4-4-2, w którym brak takiego „Vadisa” łatwiej ukryć. Gdy Eduardo będzie już zdrowy i zakładając, że spełni oczekiwania Jozaka, to z Niezgodą może stworzyć fajną parę uzupełniających się napastników. A wtedy łatwiej w środku pola kombinować mając takich piłkarzy jak Krzysztof Mączyński, Thibault Moulin, Kasper Hamalainen, oczywiście – Rado, ewentualnie Michał Kopczyński czy… William Remy.

Właśnie Remy – o Francuzie już było (TUTAJ), ale po meczu z Atletico Nacional trzeba jeszcze raz podkreślić: Remy podczas Florida Cup jest zaprzeczeniem teorii, że nie dało się tam zwrócić na siebie uwagi. Remy zwrócił. Jeśli w głowie zostały jakieś pozytywne postacie to Radosław Majecki (czytaj TUTAJ), Sebastian Szymański (ale z powodu kontuzji on pokazał się tylko przez 25 minut), może Mączyński, no i Remy właśnie. A w zasadzie przede wszystkim Remy.

Nie wszystko, co zrobił Francuz było oczywiście idealne. Choćby dołożył cegiełkę do drugiego gola dla Atletico. I to właśnie ciekawe – piłkarz ściągany na pozycję stopera o wiele lepiej pokazał się wtedy, gdy mógł przesłużyć się ofensywie.
Czytanie gry, łatwość poruszania się z piłką przy nodze, instynkt przesuwania akcji zespołu do przodu – te elementy można było chwalić po meczu z Barceloną. A dodajmy jeszcze gola. Z Atletico Remy tylko te obserwacje potwierdził. Defensywny pomocnik, który wciąż szuka prostopadłego podania w kierunku bramki przeciwnika, albo możliwości rozrzucenia piłki na wolne pole na skrzydła – to skarb. Zwłaszcza jeśli potrafi podać z centymetrową dokładnością, a Remy potrafi.
Stąd nieznośna, a być może i zuchwała myśl – czy to właśnie Remy ze swoją kulturą gry nie ma dziś najbliżej do stylu Vadisa. I czy właśnie to jego umiejętności, szczególnie w warunkach polskiej ekstraklasy, nie dałoby się tak wykorzystać.
Oczywiście – kluczowe, co sobie myśli Romeo Jozak, choć widać, że przecież od razu wiedział, jakie możliwości daje mu Remy. Jeśli z Dariuszem Mioduskim za priorytet postawili sobie ściąganie piłkarzy uniwersalnych, to już widać, że z Remym trafili w… „10”.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • Piotr Borkiewicz

    Bardzo trudno jest kupić „10” która swoimi umiejętnościami przerasta ligę za 500 tys EUR albo sprowadzić za darmo. Tacy piłkarze zwykle kosztują od 2-3 mln EUR w górę i zarabiać chcą nie 400-500 tys EUR a z 1,5 mln EUR minimum.
    Jeśli redaktor widzi kandydata za umiejętnościami i za cenę adekwatną do możliwości Legii to prosimy o info.

  • ursynów

    Nie wpadajmy w paranoje.Vadisa nie ma, nie chciał w Legii grać, jego sprawa.Ale nie róbmy z niego geniusza,który sam wygrywał mecze.Był jak na nasze warunki super grajkiem, ale to tylko była nasza liga. W tej lidze błyszczą gracze, którzy po wyjeździe z Polski, grzeją przeważnie ławę. W Legii jest kupę graczy,którzy wyżej nie podskoczą i nic do jej gry twórczego nie wniosą. A nowy zaciąg?, poczekajmy, po 2 sparingach trudno ich ocenić.Remy ma potencjał w przeciwieństwie do Pasquato. Na wiosnę się okaże,czy Jozak ma pomysł na jedenastkę i czy jego koncepcja pozwoli drużynie z Łazienkowskiej zdobyć tytuł.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli