Legii taniec na linie. Dziś wiadomo, że zagra w europejskich pucharach

Autor wpisu: 28 maja 2017 20:49

Wszystkie cztery czołowe drużyny – Legia, Lech, Jagiellonia i Lechia – wygrały mecze w przedostatniej kolejce ekstraklasy. Zwycięstwo Legii z Koroną oznacza, że mistrzowie Polski losy tytułu mają w swoich rękach i jako jedyni już mogą być pewni gry w europejskich pucharach. Wiadomo jednak, że start w kwalifikacjach do Ligi Europy byłby dla Legii porażką.

Większość ekspertów podkreśla, że atutem Legii w końcówce sezonu jest doświadczenie, umiejętność walki z nożem na gardle. Mistrzowie Polski umiejętność tę nabyli w Lidze Mistrzów, ale także w poprzednich sezonach. Choćby rok temu, kiedy tytuł zagwarantowali sobie w ostatnim spotkaniu dzięki wygranej z Pogonią.
W Kielcach Legia w mecz weszła niepewnym, chwiejnym krokiem. Niewiele brakowało, żeby runęła na ziemię. Widać było, że ciśnienie jest ogromne, każdy z piłkarzy zdaje sobie sprawę, jak kosztowny może być jeden błąd. To tak jak w tym doświadczeniu psychologicznym, w którym ktoś kładzie na ziemi szeroką na pół metra deskę i każe nam przespacerować się po niej kilka metrów. W takich okolicznościach – żaden problem. Ale kiedy po takiej desce mamy przejść na pokaźnej wysokości, nogi zaczynają robić się miękkie.

I chociaż mistrzowie Polski w Kielcach wygrali, to większość piłkarzy, schodząc z boiska, czuła przede wszystkim wielką ulgę. Schodzili z tętnem, które kardiolog określiłby przedzawałowym. Legii zależało na trzech punktach, bo każda strata – remis, czy porażka – oznaczałaby, że w ostatniej kolejce, nawet wygrywając z Lechią, musiałaby liczyć na korzystne rozstrzygnięcie w spotkaniu Lech – Jagiellonia. Teraz, jeśli legioniści pokonają ekipę Piotra Nowaka, mogą od razu wchodzić do autobusu z napisem „Mistrz Polski 2016/17”, który zabierze ich na Stare Miasto.

Ciśnienie najlepiej z legionistów wytrzymali Vadis Odjdija-Ofoe oraz bramkarz Arkadiusz Malarz. Tydzień temu Belg po dwóch żółtych kartkach wyleciał z boiska, bo nie wytrzymał troskliwej, momentami nadgorliwej i brutalnej opieki Jacka Góralskiego. Tym razem po faulach nie reagował. Wstawał, otrzepywał się i wznawiał grę. Wiedział, że kolejna kartka wykluczy go z ostatniego spotkania sezonu. Wnioski wyciągnięte. Inna sprawa, że piłkarze Korony nie byli aż tak skrupulatni w kryciu jak pomocnik Jagiellonii. A gdy Vadis dostaje na boisku trochę miejsca, to zazwyczaj wykorzystuje je optymalnie. To po jego akcji i podaniu zwycięskiego gola strzelił Dominik Nagy. Reprezentant Węgier wiosną z każdym tygodniem stawał się ważniejszym zawodnikiem. Przede wszystkim dlatego, że na boisku znalazł wspólny język z Vadisem. W Kielcach po podaniach Belga dwukrotnie znajdował się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Za pierwszym razem Milan Borjan przeczytał jego intencje jak otwartą książkę. Za drugim dał się oszukać. Po koniec Nagy jeszcze trafił w słupek.

Nowy trener Korony z półamatorskiej ligi…

Wygrana Legii mogła być bardziej okazała, bo oprócz trzech okazji Nagy’a, swoje szanse mieli Thibault Moulin, Vadis,  Guilherme (strzelił w słupek), Miroslav Radović (spudłował w sytuacji sam na sam), Łukasz Broź, Kasper Hämäläinen. Ale brakowało precyzji i podopieczni Jacka Magiery musieli drżeć o wynik dosłownie do ostatniej akcji, w której musiał ich ratować Arkadiusz Malarz (tak jak po strzale Jacka Kiełba), który obok Vadisa był kluczowym zawodnikiem.

Nie obyło się bez kontrowersji. W pierwszej połowie Malarz wyciągał piłkę z siatki po strzale Macieja Górskiego. Legia miała szczęście, bo sędzia Jarosław Przybył  odgwizdał dla nich rzut wolny. O co poszło? No właśnie do końca nie wiadomo. To znaczy arbiter uznał, że Bartosz Kwiecień faulował Brozia. Obejrzenie nawet kilku powtórek nie przekonuje, że miał rację.
W ostatniej kolejce Legia gra u siebie z Lechią. Jeśli wygra, to obroni tytuł.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Korona Kielce | Legia Warszawa

  • ursynów

    Prawda jest taka,że niestety Legia gra na resztkach paliwa.Tymi, którzy dają tej drużynie napęd,to blok defensywny i Vadis.U reszty układ napędowy szwankuje,część tego pojazdu jakim jest Legia , jedzie na wstecznym(Kopczyński, Moulin, Radovic).Całe szczęście, że do celu została tylko jedna kolejka.Mam nadzieję,że Magiera tak ustawi zespół na Lechię,że w niedzielę stadion,będzie tak samo radosny jak rok temu.Wierzę,że obudzi się Rado,Guli zagra wreszcie tak jak potrafi, a Arek zachowa czyste konto.Patrząc na to co czołowa czwórka dzisiaj pokazała,mecz w Białymstoku zakończy się remisem.Lechia jest groźna, ale tylko u siebie.Legia nie wypuści tej szansy i wygra.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli