W Legii miło już było. Teraz czas na twarde zasady

Autor wpisu: 21 września 2017 11:01

Kryzys sportowy wcześniej czy później zostanie w Legii opanowany. A co z kryzysem PR-owym? To jedno z największych wyzwań klubu z Warszawy.

W trwającej od wielu tygodni sadze pt. „Zamieszanie w Legii” była chwila ciszy. Zaledwie chwila. Po pierwszych treningach z nowym trenerem i skromnym zwycięstwie z Cracovią, wydawało się, że na Łazienkowskiej życie powoli będzie wracać do normy – ludzie związani z Legią złapią głębszy oddech, piłkarze ostro wezmą się do roboty. Wszystko po to, by znowu nastawić się na najważniejszy cel – walkę o mistrzostwo i Puchar Polski. Tymczasem spokoju w klubie nadal nie ma, bo ciągną się za nim niewyjaśnione sprawy, a w mediach pojawiają się szokujące kulisy wydarzeń z ostatnich tygodni. Po ujawnieniu przez sport.pl nazwisk piłkarzy, którzy mieli skarżyć się na trenera Jacka Magierę – klub, w imieniu wspomnianych zawodników wydał oświadczenie, w którym wszystkiemu zaprzecza i żąda sprostowania.
Jak się sprawa zakończy? Trudno komukolwiek będzie przedstawić twarde dowody co do swojej racji – słowo przeciwko słowu. Z drugiej strony śmiem wątpić, by dziennikarze ryzykowali na tyle, by bez solidnych podstaw zdecydowali się podać publicznie nazwiska akurat tych a nie innych zawodników (przypomnijmy: Nagy, Mączyński, Pazdan, Jędrzejczyk). Sygnały, że szatnia się rozchodzi były dużo wcześniej, tym razem podano szczegóły.
O tym, że piłkarze „nie chcieli umierać” za Magierę wspominał sam prezes Dariusz Mioduski. Były już dyrektor sportowy Michał Żewłakow mówił w studiu NC+, że w zespole jest może dwóch prawdziwych legionistów, reszta to najemnicy. Wówczas zabrzmiało to jako mocna krytyka.
Tymczasem dziś – w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” – czytamy już bardzo wyważone zdanie Żewłakowa. Czy to kwestia dystansu po kolejnych kilku dniach od zwolnienia, czy autoryzacji – pewnie jednego i drugiego. Inna sprawa, że rozmowa była przeprowadzona ZANIM wybuchła bomba z artykułem sport.pl i wskazaniem piłkarzy, którzy mieli przyczynić się do zwolnienia Magiery.
Piłkarze chcieli umierać za Jacka Magierę?
Chcieli. Każdy powinien rozliczyć się przed samym sobą i odpowiedzieć, czy zrobił wszystko, by ocalał. Nie wiem do końca, jak na niego reagowali, ale z moich obserwacji wynika, że mieli silną więź. […] Żal mi Jacka Magiery. Czuję, że nie pomogłem mu tak bardzo, jak mógłbym i swoimi decyzjami czasem komplikowałem sprawę. Ale przynajmniej zawsze byłem szczery.
I jeszcze jedna uwaga a propos szatni.
Ile razy schodził pan do szatni wstrząsnąć zespołem?
Najczęściej rok temu – przed meczami z Trencinem i Dundalk w eliminacjach Ligi Mistrzów. Moim problemem było to, że z niektórymi znałem się z poziomu piłkarza. Nie mogłem reagować tylko krzykiem, na zasadzie: „Wymagam od ciebie”. Na 30 procent byłem kolegą. Jeśli zdarzy mi się jeszcze raz pracować w roli dyrektora sportowego, muszę zmienić relacje. W Legii bywałem za dobry i zbyt miły. Czasem brakowało stanowczości. W tym sezonie rozmawiałem głównie z radą drużyny. Ale zespół się rozsypał: transfery z klubu, kontuzje i nieustannie zmiany składu. Ciężko było mówić nowemu chłopakowi wyłącznie o wymaganiach, bo dopiero poznawał zespół.

Ilu jest „prawdziwych” legionistów, kto rozwalał szatnię, kto nie był lojalny wobec Magiery, kto donosił, kto – jeśli w ogóle – umierał za trenera? Teraz można się tylko licytować. Każda kolejna wypowiedź osoby związanej z klubem to nieco inna wersja wydarzeń. Z tego całego chaosu wyłania się jeden wniosek, o którym wspomniał Żewłakow. Dość już relacji koleżeńskich. Skoro nie wypalił model, w którym trener i dyrektor sportowy mieli z wieloma piłkarzami relacje nie tylko zawodowe, ale także (z racji wcześniejszej znajomości) koleżeńskie – trzeba przejść na jasny układ szef – podwładny.
A że nie zawsze będzie miło?
Miło już było…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli