W Legii ma być jak w rodzinie, z szacunkiem i z zasadami

Autor wpisu: 13 sierpnia 2018 20:39

Nowy trener Legii Ricardo Sa Pinto przedstawił się na konferencji prasowej. Wypadł poprawnie. Ale przecież nie będziemy go oceniać po tym jak mówi po angielsku, prawda? Romeo Jozak mówił jeszcze lepiej, jeszcze płynniej i jeszcze bardziej przekonująco. Szkoda tylko, że żaden z występów jego drużyny nawet nie zbliżył się do poziomu krasomówczego trenera z Chorwacji. Portugalczyk Sa Pinto – czego się zresztą spodziewaliśmy – przyznał, że piłkarzy Legii jeszcze nie zna. Potrzebuje czasu. Na razie musi bazować na podpowiedziach sztabu, na czele z Aleksandarem Vukoviciem.

Zatrudnienie Sa Pinto ma być czynnikiem mobilizującym piłkarzy przez meczem rewanżowym z Dudelange. Wszyscy w klubie są przekonani, że porażka z mistrzem Luksemburga u siebie była tylko wypadkiem przy pracy i będzie szansa odrobić straty w Luksemburgu. Bo gra w fazie grupowej Ligi Europy jest dla Legii nadal ważna, choć… wcale nie kluczowa.
Właściciel Legii Dariusz Mioduski odniósł się bezpośrednio do doniesień o możliwym bankructwie Legii: – To co robi portal Weszło i Krzysztof Stanowski przekroczyło granice dziennikarstwa. Nie wiem jak to nazwać. Chyba działaniem na zlecenie. To jest niszczenie klubu. Teraz czas by zajęli się tym prawnicy. Dosyć! – mówił Dariusz Mioduski, czym nas trochę zaskoczył, bo zazwyczaj nakłada na swoje wypowiedzi sztywną PR-ową maskę. – A co do bankructwa to niech się o to teraz martwią pan Stanowski  i Weszło – mówił właściciel Legii.
Mioduski w ogóle miał swój dobry dzień, bo przyznał się wprost, że pozostawienie na stanowisku trenera Legii Deana Klafuricia, po zakończonym sezonie, było błędem.
– Próbowaliśmy zrobić wiele, by ktoś inny poprowadził Legię. Byliśmy praktycznie dogadani z pewnymi trenerami, Gulą, Brzęczkiem czy Cardoso. Powodem nie były jednak pieniądze, a kwestie, z którymi nie byliśmy w stanie nic zrobić. Zbliżało się jednak zgrupowanie i trzeba było podjąć decyzję. Słuchałem wtedy wielu osób, również z zewnątrz i na moja decyzję wpływało wiele rzeczy, „Klaf” miał duże poparcie, zdaniem ludzi zasługiwał na szansę. To był mój ewidentny błąd. Moim zdaniem zatrudnienie Ricardo Sa Pinto będzie naprawieniem tej pomyłki – tłumaczył Mioduski. I dodawał czemu zdecydował się na Portugalczyka: – Ma warsztat trenerski, ma doświadczenie, 8 lat przepracował w kilku klubach, w których jest presja na wygrywanie. Radził sobie dobrze, choć były pewne uwarunkowania, że odchodził z tych klubów wcześniej. W ostatnim roku pokazał, że potrafi wygrywać z największymi. Ma wiedzę i charakter, umie sobie radzić ze stresem – powoływał się prezes Legii na wiedzę, jaką zdobył o Portugalczyku.
A co mówił Sa Pinto? Mówił z sensem, aczkolwiek po historii z Jozakiem trzeba mieć dystans do samych deklaracji. Poczekajmy na czyny. Tak to już jest z zagranicznymi trenerami w Polsce, że zanim facet zorientuje się gdzie ma koło domu najbliższy spożywczy, mija miesiąc. Na poznanie drużyny potrzebuje jeszcze więcej czasu. A posada trenera na Ł3 to ostatnio gorący stołek.
Sa Pinto potwierdził, że widział mecz Legii z Dudelange i to dwa razy (to chyba najwyższy wymiar kary, jaką sobie wyznaczył trener) i ostatni mecz z Piastem Gliwice.
– Żeby wybrać system odpowiedni dla drużyny muszę najpierw poznać piłkarzy. Widziałem, że pomagali sobie w tym ostatnim meczu, dużo walczyli, biegali, podpowiadali sobie. To dobry prognostyk. Do końca wierzyli w zwycięstwo. Tego oczekuję od swoich piłkarzy. Takiego ducha walki w zespole chciałbym zachować. Wszyscy muszą pracować razem, jak w rodzinie, bo tylko grupa, która jest zjednoczona może sobie pomóc, może odnieść sukces – mówił Sa Pinto i dodawał jak to osiągnąć.
– Musimy poprawić wiele elementów w naszej grze. Droga jest jedna. W futbolu nie ma magików, nie można się opierać jedynie na szczęściu. Jest tylko ciężka praca i talent zawodników. Wierzę, że będę w stanie pociągnąć zespół we właściwym kierunku. Przedstawię zawodnikom swoje  wymagania. Jeśli mi uwierzą, pójdą za mną, będzie szansa na sukcesy – mówił Portugalczyk.
A kwestia mocnych charakterów? Problemy w szatni Legii?
– To co się mówi w szatni, zostaje w szatni. Każdy chce grać i ja to rozumiem, Ale kiedy podejmę decyzję co do składu, to wszyscy muszą ją przyjąć i zaakceptować. Na tym polega profesjonalizm. Piłkarze muszą być zawodowcami, także poza stadionem. Jestem wymagający, ale najpierw będę wymagał od siebie. Od zawodników wymagam szacunku. Jeśli w rodzinie jest szacunek, są przestrzegane zasady, to wszystko idzie łatwiej. Ja nigdy nie będę okłamywał swoich piłkarzy. Będę im mówił prawdę, także tę trudną. Zależy mi nie tylko na pierwszej jedenastce, ale na całym składzie. Tych, którzy nie złapią się do drużyny muszę zmotywować do cięższej pracy. Muszę umieć do nich trafić, taka jest moja rola. Każdy dostanie ode mnie szansę, ale jak ją już dostanie, o musi mi pokazać, że jest gotowy. Ja będę dla moich zawodników do dyspozycji 24 godziny na dobę, bo na tym polega moje zadanie –  mówi Portugalczyk Ricardo Sa Pinto.
Czwartkowy mecz z Dudelange jest o tyle istotny, że może wpłynąć na ruchy transferowe mistrzów Polski. Zapytany o ewentualną sprzedaż Sebastiana Szymańskiego do CSKA Moskwa, Dariusz Mioduski nie zaprzeczał: – Nie jesteśmy Realem Madryt, musimy patrzeć na budżet. Każdy piłkarz Legii może być sprzedamy, o Sebastiana Szymańskiego było wiele zapytań. Na pewno jednak jesteśmy w na tyle dobrej sytuacji, że możemy sobie pozwolić na to, żeby nie sprzedawać naszych piłkarzy poniżej ich wartości – powiedział właściciel Legii.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • zgubek

    Fałszywych proroków w Legii było bez liku. Dwa tysiące lat temu padły słowa do dziś aktualne,, Poznacie ich po owocach”. Ano właśnie,teraz kolejny prorok zawitał z Portugalii.Piękny kraj , znakomici piłkarze,ba wielcy trenerzy tacy jak Jose Mourinho, Fernando Santos. A pan Ricardo Sa Pinto – to niby dobry trener?( przez 6 lat w 8 klubach), ale chyba jeszcze lepszy rozrabiaka. No i umie się gość bić.To może się przydać ,stanie w obronie piłkarzy i żaden Staruch mu nie podskoczy.Pożyjemy zobaczymy.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli