Legia zamiast zlać Koronę, to ją olała

Autor wpisu: 17 kwietnia 2017 18:12

Mistrzowie Polski mieli dziś okazję wyjść na pozycję lidera. Po remisie Jagiellonii z Cracovią wystarczyło tylko pokonać Koronę. Ale to goście w Warszawie byli bliżej wygranej. Legia nie wyszła na ten mecz z domu, większość piłkarzy mentalnie została przy świątecznym stole. To był jeden z najsłabszych występów za kadencji Jacka Magiery.

Pamiętacie ostatnie miesiące Danijela Ljuboi na Łazienkowskiej i jak wyglądała wtedy gra Legii? Lekko przerysowując, było tak: dajcie mi piłkę, ja zrobię resztę. Resztę, to znaczy ja dośrodkuję i sam strzelę po tym dośrodkowaniu. Ewentualnie pomoże mi Miroslav Radović. Oczywiście przesadzam, ale zależność ekipy prowadzonej wtedy przez Jana Urbana od serbskiego napastnika/rozgrywającego/skrzydłowego była bardzo duża, czasami wręcz irytująca. Koledzy z drużyny bali się tego spojrzenia, którym Serb częstował ich, gdy piłki nie dostał. W meczu z Koroną ofensywna gra mistrzów Polski momentami przypominała tamte czasy, tylko zamiast Ljuboi jest teraz Vadis Odjidja-Ofoe.

Belg to najlepszy piłkarz ekstraklasy – co do tego nie ma wątpliwości. Gdyby w każdym zespole był zawodnik tej klasy, bylibyśmy w Europie ligą klasy średniej. Czasem jednak jego gra przytłacza innych. Legia w meczu z Koroną nie miała lepszego pomysłu na atak niż podanie do Vadisa i liczenie na jego rajd. Nikt nie chciał go specjalnie odciążyć, Legia nie potrafiła cierpliwie rozegrać piłki w środku boiska, a Belg nie miał akurat dobrego dnia. Wyglądał na faceta, który wstał lewą nogą, albo zdenerwował się, że ktoś oderwał go od świątecznego stołu. Przez całe spotkanie dokuczał Bartoszowi Rymaniakowi, szukał zaczepki i prowokował, aż w końcu doigrał się żółtej kartki, która wyklucza go z występu za tydzień przeciwko Cracovii.

Odjidja-Ofoe nie miał dobrego dnia, od stołu najwyżej jedną nogą wstali też inni – Michał Kucharczyk był kompletnie niewidoczny, Kasper Hämäläinen, który wskoczył do pierwszej jedenastki, starał się, ale niewiele mu wychodziło, Thibault Moulin zaliczył tyle strat, ile jeszcze nie zaliczył odkąd przyszedł do Legii. Na stojąco w porywach do tempa spacerowego mecz chciał rozegrać Radović. Skrzydłami próbowali atakować boczni obrońcy, czyli Adam Hlousek i Artur Jędrzejczyk. Obu nie można odmówić ambicji, ale nie mieli z kim pograć.
Trener Jacek Magiera przyznał przed spotkaniem, że miał jeszcze jeden pomysł na zastąpienie pauzującego za kartki Guilherme niż wystawienie Fina i prawdopodobnie chodziło o Dominika Nagy’ego. Węgier wszedł 20 minut przed końcem spotkania i wyglądał o wiele lepiej od Hämäläinena i Kucharczyka razem wziętych. Wydaje się, że w Legii nadchodzi czas młodego Węgra. Pod koniec pojawił się też Daniel Chima-Chukwu, ale zapisał się tylko w protokole meczowym odbębnionymi kilkoma minutami. Słabo to wszystko wyglądało, Legia była bezsilna.

Remis z Koroną na własnym boisku, to dla niej porażka. Trener kielczan Maciej Bartoszek przed meczem taki wynik pewnie wziąłby w ciemno. Po ostatnim gwizdku skakał z radości, ale jutro, gdy obejrzy to spotkanie na spokojnie na wideo, pewnie uzna, że to Legii się upiekło. Korona zagrała z zębem, nie cofnęła się pod pole karne, jak większość zespołów w Warszawie, tylko pressingiem uprzykrzała rywalom życie od pierwszej do ostatniej minuty. Stwarzała groźne sytuacje, często po stałych fragmentach gry. Stworzyła ich więcej, niż gospodarze. Dwukrotnie Arkadiusza Malarza mógł pokonać Sergei Pylypchuk, groźne strzały oddawali Miguel Palanca i Nabil Aankour. Ekipa Magiery najbardziej zagroziła rywalom w pierwszej połowie, gdy z bliska uderzał Hämäläinen, ale huknął nad poprzeczką. I to właściwie wszystko, od biedy można dodać uderzenie piętą Radovicia po niecelnym strzale Odjidji.
Legia w wypadku wygranej mogła dziś wyjść na pozycję lidera, bo w piątek punkty zgubiła Jagiellonia (remis 0:0 z Cracovią). Jak się okazało, trener Michał Probierz wiedział co mówi, gdy przekonywał: – Takie spotkania się najczęściej przegrywa. My na szczęście mamy punkt i go szanujemy. Jest tak samo ważny, jak każdy inny.
Dało się słyszeć głosy, że Legia mogła się spalić psychicznie, piłkarze nie wytrzymali presji związanej z tym, że mogą wskoczyć na pierwszej miejsce w tabeli, ale my tego tłumaczenia nie przyjmujemy, nie pod takim ciężarem w tym sezonie mistrzowie Polski się nie uginali. Raczej bliżej nam do wersji, że Legia liczyła, że te trzy punkty wychodzi. Po prostu olała sobie rywala.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Korona Kielce | Legia Warszawa

  • ursynów

    Przykro było patrzeć.To nie ta Legia co walczyła z Lechią i Lechem. W Warszawie ogarnia ją jakaś niemoc.Dzisiaj poza Malarzem wszyscy grali do kitu.Szkoda 2 punktów straconych.Ale na zwycięstwo dzisiaj Legia nie zasłużyła.Do końca jeszcze osiem kolejek. Ostatni mecz tej fazy rozgrywek w Krakowie- nie można do niego podejść jak do tego z Koroną.Po raz pierwszy zgadzam się z Probierzem,ten punkt jest bardzo ważny- a Korona może będzie w pierwszej ósemce- to paradoks,drużyna z najgorszą obroną w lidze.Ale paradoksem jest to,że Legia strzelająca najwięcej w tej lidze bramek,tej najgorszej obronie tych bramek nie strzeliła.Nie potrafi się sprężyć na Korony,Termaliki,czy Ruchy.To może się zemścić.A dzisiaj śmigus dyngus i jaja do kwadratu.

  • Grzegorz Jakubik

    Bo im się widocznie wydaje, że w Warszawie i teoretycznie słabszy zespół, to się przed nimi położy.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli