Legia z Zagłębiem o chwilę spokoju. W szatni, bo u księgowych i tak go nie ma

Autor wpisu: 27 sierpnia 2017 11:48

Legia w niedzielne późne popołudnie gra z liderem Lotto Ekstraklasy – Zagłębiem Lubin. I potrzebuje wygranej jak już dawno jej nie potrzebowała. Jednocześnie już dawno tej wygranej w kluczowym ligowym meczu nie była tak bardzo niepewna.

Scenariusz, w którym Legia przegrywa z Zagłębiem Lubin na Łazienkowskiej w tak trudnym dla siebie momencie, jawi się scenariuszem tak czarnym, że aż trudnym do przeczytania. Gdyby po blamażu z Sheriffem Tyraspol miała dojść kolejna porażka ligowa oznaczająca powiększenie straty do lidera do 7 punktów, wszelkie resztki litości dla drużyny, jej problemów, a także Jacka Magiery i jego problemów odjechałyby z autokarem z Lubina w siną dal. Skandowanie trybun byłoby w tym czarnym scenariuszu karą najmniejszą ze wszystkich do wyobrażenia.

Jednocześnie Legia na własne życzenie znalazła się w takim momencie drogi, w której zaklęcia Jacka Magiery („pracujemy, pracujemy, musimy jeszcze więcej pracować”) przestały być skutecznymi. Gdy popatrzy się na to, co w tym sezonie w lidze prezentuje Zagłębie Lubin, a co prezentuje Legia – gwarancji sukcesu w niedzielne popołudnie na Łazienkowskiej nie ma żadnej. Co więcej, Legia zapędziła się w taki kozi róg, w którym pierwszy raz od niepamiętnych czasów… trudno o niej powiedzieć, by była faworytem meczu u siebie! To sytuacja przez lata wręcz niewyobrażalna.
Zagłębie Piotra Stokowca nie przegrało jeszcze meczu, ma cztery zwycięstwa – w tym bardzo efektowne z Wisłą Kraków i Pogonią Szczecin (plus Śląsk i Korona) i dwa remisy (z Lechem i Bruk-Betem), a na dokładkę wyeliminowanie Jagiellonii z PP.
Legia wygrała tylko z prezentującymi się beznadziejnie Piastem Gliwice i Wisłą Płock, no i z grającym w dziesiątkę beniaminkiem z Nowego Sącza. Zremisowała z Koroną. Przegrała z innym beniaminkiem – Górnikiem Zabrze i Bruk-Betem, dla którego była to jedyna wygrana w siedmiu kolejkach! Do tego nie potrafiła pokonać Arki w Superpucharze.

Dla Legii mecz z Zagłębiem tak naprawdę powinien być pierwszym, który buduje drużynę na następny sezon. Skoro teraz nie udało się wejść do fazy grupowej pucharów (pierwszy raz od 2012 roku), to już od dziś cała strategia klubu powinna być podporządkowana temu, co będzie latem za rok. Niedawno u nas Jacek Kazimierski mówił: – Legia miała w ostatnim czasie jednego piłkarza, który wyraźnie wyrastał ponad poziom przeciętności, na którego przyjemnie było patrzeć – Vadisa. To go sprzedała. Jak się cudem zdobyło taką perełkę, to trzeba było zrobić wszystko, by został. To powinien być priorytet. I pod niego dobrać dwóch porządnych kozaków-napastników i na tym budować następny sezon. Wtedy można byłoby mówić o jakiejś realnej sile. I o perspektywie rozwoju.
Chodzi personalnie o Vadisa i zarazem nie chodzi. Chodzi o pomysł. Rok temu, gdy Legia awansowała do Ligi Mistrzów, pierwszą myślą strategii, ale także realnego działania powinno być: „co zrobić, byśmy tu byli także za rok”. Ale nie była. W Legii z Sheriffem zabrakło aż ośmiu piłkarzy, którzy najpierw remisując z Realem, a potem wygrywając ze Sportingiem Lizbona wywalczyli awans do fazy pucharowej Ligi Europy: Bereszyńskiego, Rzeźniczaka, Guilherme, Kopczyńskiego, Vadisa, Radovicia, Prijovicia, Nikolicia. Oczywiście – Rado, Kopczyńskiego, Guilherme z powodu kontuzji, ale takie sytuacje w strategię też trzeba wkomponować i przewidzieć.

Legia strategii nie miała rok temu, wydaje się nie mieć i teraz – zamiast tego ma… dziurę budżetową. Ktoś się cieszył, że na sprzedaży Vadisa zarobiła? To teraz widać, ile straciła.
Dariusz Mioduski po porażce z Astaną publicznie przyznawał: – Brak awansu do fazy play off eliminacji Ligi Mistrzów jest dużym rozczarowaniem. Także finansowym. Straciliśmy potencjalne 3 miliony euro, a plan był taki, że play off to minimum. Robi więc się nam finansowa dziura. Mam nadzieję, że nie będzie powiększona brakiem awansu do Ligi Europy. Tej myśli do siebie nie dopuszczam.
Prezes mógł tej myśli do siebie nie dopuszczać, ale jak wiemy rzeczywistość pozostała głucha na to „niedopuszczanie”. Co zatem? – Muszę dołożyć ze swoich. Innych źródeł finansowania nie ma. Legia się nie zawali, ja gwarantuję stabilizację klubu. Ale nie wyobrażam sobie porażki z Sheriffem.

Wyobrażać sobie już nie trzeba. Ta porażka stała się rzeczywistością księgowych Legii. Bo z tych „potencjalnych” źródeł dofinansowania budżetu ubyło nie trzy, a już koło pięciu milionów euro (i to nie licząc tego, co klub mógłby dorobić w przypadku ewentualnych zwycięstw czy remisów, za które są osobne premie).
Czy teraz to prezes te pięć milionów dołoży z własnej kiesy? Czy może trzeba będzie poszukać kasy na transferach. Raczej już nie w tym okienku, bo to się właśnie zamyka, a zdaje się, że konkretnych ofert brak – nawet na Michała Pazdana („nawet”, bo o nim się mówiło ostatnimi czasy najwięcej), a pewnie w zimowym.
Tylko że taka sytuacja z jakąkolwiek strategią nie będzie mieć wiele wspólnego. No, chyba że mówimy o strategii „byle do wiosny”, a potem „byle do jesieni”.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli