Legia z remisu może się cieszyć i musi się wstydzić

Autor wpisu: 29 listopada 2015 19:07

Legia cudem zremisowała w Bielsku z Podbeskidziem 2:2 i z tego wyniku musi się cieszyć i wstydzić zarazem. Przez ponad pół meczu zespół z Warszawy grał z przewagą jednego zawodnika, ale nie potrafił tego wykorzystać. Błędy popełniali w Legii niemal wszyscy, łącznie z trenerem Stanisławem Czerczesowem.

Rosyjski trener – jeszcze przy wyniku 1:1 – chodził przy linii bocznej i ciskał najcięższe rosyjskie bluzgi, bo sposób w jaki Legia grała w defensywie rzeczywiście na takie „recenzje” zasługiwał. Przede wszystkim nie funkcjonowało to, co trener Adam Nawałka nazywa „odbudową”. Jeszcze w czasach, gdy selekcjoner prowadził Górnika Zabrze, gdy tylko jego zespół tracił piłkę padło z ławki hasło: „Odbudowa”, czyli odbudowa ustawienia obronnego i natychmiastowe przejście całego zespołu do defensywnej fazy gry. Po stracie piłki reakcja całego zespołu musi być natychmiastowa.
Legii w Bielsku kompletnie to nie wychodziło. I to pomimo faktu, że miała w polu przewagę liczebną. Akcja, w której Adam Mójta wywalczył gola dla Podbeskidzia na 2:1 – tylko wywalczył, bo ostatecznie zapisano go jako samobója Igorowi Lewczukowi – była tego najlepszym przykładem. Ondrej Duda stracił głupio piłkę w środku pola – to się zawsze może zdarzyć piłkarzowi prowadzącemu grę – a potem i on i koledzy przymierzali się do jej odbioru jak śnięte ryby. Bez agresji, bez dynamiki, bez determinacji. Po golu kamery pokazały Czerczesowa, który chodził przy ławce rezerwowych i kręcił głową jak koń. Chyba nie dowierzał w to, co widział.

Legia od początku meczu wyglądała w obronie bardzo niepewnie. Na skutek kontuzji Michała Pazdana, Jakuba Rzeźniczaka i Rafała Makowskiego na środku obrony – obok Igora Lewczuka – znów musiał zagrać Tomasz Jodłowiec. Niby reprezentant Polski gra w tym miejscu nie po raz pierwszy, niby jego partner Lewczuk rozgrywa sezon życia, ale razem i do kupy, wyglądali jakoś tak strasznie nieprzekonująco i niezgrabnie. W statystykach samobój został zapisany Lewczukowi, ale najpierw samobója walnął sobie… Czerczesow. Nie wiem jak rosyjski trener analizuje grę, ale moment gdy zdjął z boiska Guilherme był klasycznym strzałem we własną stopę.
Wiadomo, że w Legii jak się ma coś pozytywnego zdarzyć to zazwyczaj musi się zacząć od Guilherme.
Wiadomo było, że do końca spotkania gospodarze będą parkowali w polu karnym „autobus” i tylko niebanalnym zagraniem będzie można oszukać zagęszczoną obronę Podbeskidzia. Od niebanalnych zagrań jest w Legii właśnie „Gui”, który zrobił kilka świetnych akcji kombinacyjnych z Dudą. Wypracował też „setkę” Arkadiuszowi Piechowi (część kibiców Legii mogła być zdziwiona, że ten zawodnik ciągle jest w Legii).
Ale wtedy jakiś zły podszept kazał Czerczesowowi zdjąć z boiska Brazylijczyka. A po jego zejściu „osierocony” Duda z każdą minutą wyglądał gorzej i też się nadawał do zmiany.
W ostatniej – dosłownie! – sekundzie meczu gola wyrównującego strzelił Stojan Vranjes, ale i tak piłkarze musieli wysłuchać z trybun „kociej muzyki” pod swoim adresem od kibiców z Warszawy.
Pochwały dla Podbeskidzia za walkę i charakter. W zespole gospodarzy szczególnie mógł się podobać Jakub Kowalski, który – już w czasach gdy zaczynał karierę w Żyrardowiance – nazywany był „motorkiem” i widać, że „gaz” który miał od dziecka, nadal mu pozostał. Szarpał na prawym skrzydle, wyprzedzał legionistów i brał grę na siebie. To od jego genialnego zagrania zaczęła się akcja Podbeskidzia, która dała „Góralom” prowadzenie. Kilka podań bez przyjęcia w kwartecie: Kowalski – Możdzeń – Szczepaniak – Demjan i piłka znalazła się w bramce Legii mimo rozpaczliwej próby obrony Arkadiusza Malarza. Ośmielone Podbeskidzie zaatakowało odważniej.
Ten „gong” wcale nie obudził Legii, a Malarz krzyczał co chwilę do kolegów: „Za łatwo!”. I miał rację, bo legioniści łatwo dopuszczali rywali do sytuacji strzeleckich.
Podbeskidzie było na dobrej drodze żeby ten mecz wygrać, ale tuż przed przerwą Kristian Kolczak udowodnił, że nadmiar ambicji może być szkodliwy. Słowakowi – jak mawia Jan Tomaszewski – pomyliła się odwaga z odważnikiem. Wjechał w Guliherme taką nakładką, że sędzia Frankowski już w biegu pokazywał czerwoną kartkę.
– No jesteśmy kolegami, mieszkamy nawet na jednym osiedlu, ale też był mu za to dał czerwoną – skomentował szczerze faul Kolczaka Gracjan Horoszkiewicz, obrońca Podbeskidzia.
Legia w Bielsku rozczarowała. Już w dwóch ostatnich meczach było widać, że zespół jest w lekkim kryzysie. Ale że Legia wygrała na Łazienkowskiej dwa razy po 1:0 (ze Śląskiem i Midtjylland) to nikt z tego sprawy nie robił. Teraz warto się pozastanawiać, zrobić analizy, przemyśleć pewne wybory personalne. Czasu mało, bo w środę Legia gra u siebie z Górnikiem Łęczna.
Czerczesow jest w Warszawie krótko i nie może pamiętać, że w taki właśnie sposób i takich okolicznościach Legia traciła szanse na mistrzostwo gubiąc głupio punkty tam, gdzie ich gubić nie musiała.
Legia ma 10 punktów straty do Piasta Gliwice, który przyjeżdża na Łazienkowską za dwa tygodnie i w obecnej sytuacji mecz ten urasta do rangi – jakkolwiek by to nie brzmiało – wydarzenia sezonu. Przynajmniej jego części zasadniczej.

Szukanie winnych już się rozpoczęło. Tak prezes Legii Bogusław Leśnodorski skomentował mecz:

Nie wszyscy zgadzają się z takim podejściem do sprawy:

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli