Legia z Łęczną. Dwa mecze w jednym

Autor wpisu: 2 grudnia 2015 21:58

Legia z Górnikiem Łęczna najpierw na luzie zapewniła sobie zwycięstwo w pół godziny. Potem przysypiała, a z nią kibice. A w ostatnich sześciu minutach się bała. I to bardzo.

Zdawało się, że sensacje w przypadku Legii skończą się na lekturze składów zespołów. Może sensacje to dużo powiedziane, ale o ile powrót ozdrowiałego Michała Pazdana był oczywistością, o tyle wystawienie do bramki Dušana Kuciaka wywołało dyskusję. Kuciak to numer jeden, ale zastępujący go w ostatnich pięciu meczach Arkadiusz Malarz spisywał się bardzo dobrze. I zdaje się, że sam był rozczarowany decyzją trenera Stanisława Czerczesowa.
O mały włos, a rozczarowany byłby i sam Czerczesow, bo Kuciak zaliczył wtopę nie lada. W drugiej połowie, usiłując wykopnąć piłkę, posłał ją z całej siły w tył głowy wybiegającego z pola karnego Łukasza Brozia. Futbolówka odbiwszy się, pofrunęła w kierunku bramki, ale szczęśliwie dla Słowaka minęła ją o jakieś pół metra.

Mecz bardzo szybko rozstrzygnęła para, wokół której nie brakowało ostatnio rozmaitych wątpliwości: Ondrej Duda – Nemanja Nikolić. Ten pierwszy, mając przeciwko sobie raczej nie wyróżniających się w lidze piłkarzy Łęcznej, dwa razy kapitalnie dograł, ten drugi, mając naprzeciw siebie tych samych piłkarzy, dwa razy wykorzystał te dogrania. I Legia prowadziła 2:0, na czym skończyła strzelecki popis. W zasadzie skończyła jakikolwiek popis. Minimalizm w poczynaniach legionistów tak krzyczał, że o mały włos nie zakrzyczał niespecjalnie zapełnionych trybun (8125 widzów). W drugiej połowie gospodarze nie oddali ani jednego celnego strzału, bodaj tylko jeden w ogóle. Szyku grze bardziej zadawała Łęczna, ale długo zdawało się to mało niebezpieczne dla wyjątkowo spokojnej Legii. Trybuny ożywiło w zasadzie tylko wejście Michała Żyry, który został wygwizdany. Czyżby to wpisanie się fanów w politykę klubową?
Tak – w środowy wieczór Łazienkowska była świadkiem w zasadzie dwóch meczów. Jednego, który skończył się w 85. minucie. I drugiego, który zaczął się w 86. Wtedy to sprint sezonu po linii bocznej zaprezentował Leandro. Jak wicher minął Brozia, zacentrował w zasadzie już z narożnika pola karnego, z niesamowitą dokładnością. A wykorzystał to Grzegorz Bonin. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Leandro taką akcję, wymagającą od niego w zasadzie tylko jak najszybszego gonienia za piłką, robił w każdym meczu, Łęczna pewnie miałaby już z 10 goli więcej.
Ale to nie Łęczna była problemem w tym momencie. Była nim Legia. W tym drugim, sześciominutowym meczu, warszawianie stali się kupką bezradnej dziatwy, która z rosnącym przerażeniem przygląda się, jak grupa wyrostków wygania ją z piaskownicy. Jakim cudem piłka ponownie nie wpadła do legijnej bramki, zatrzymując się na Pazdanie, Kuciaku (ale przypadkowo), gęstwinie nóg i ponownie gęstwinie nóg, tak naprawdę nie wiedzą ani Czerczesow, ani Szatałow, ani pewnie nawet prezes Bogusław Leśnodorski, który tak skomentował ostatnie chwile:


– Słaba końcówka nie może zatrzeć wrażenia z całego meczu – podsumował zaś Czerczesow, który przed meczem reporterowi nc+ Żelisławowi Żyżyńskiemu wyznał, że nie otwiera komputera, więc nie czyta tweetów swego pryncypała.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli