Legia wygrywa w Płocku, czyli przeciętność facetów po przejściach. Plus gol Niezgody

Autor wpisu: 20 sierpnia 2017 18:43

Legia Warszawa wygrała w Płocku z Wisłą 1:0. Dzięki Jarkowi Niezgodzie, który błysnął akcją „w swoim stylu”, i dzięki Danielowi Stefańskiemu, który w ostatnich chwilach meczu nie odgwizdał (nie dostrzegł?) ręki Łukasza Brozia w polu karnym – przypadkowej, ale ewidentnej. Jerzy Brzęczek po meczu długo kręcił głową. Nie tylko na decyzję Stefańskiego…

– Co, ja mam przychodzić na Legię po to, by na ładnym stadionie zjeść sobie pierogi? Nie po to się chodzi na Legię. Na Legię się chodzi dla futbolu! – utyskiwał dopiero co na naszej stronie Jacek Kazimierski (TUTAJ). No właśnie – Legia pojechała do Płocka, gdzie do obejrzenia była jedna rzecz: bramkowa akcja Niezgody. Potem już spokojnie można było pójść na pierogi…
Zresztą to był jeszcze jeden prezent dla Legii w tym meczu. Tym razem od Wisły. Bo akcja Niezgody to nie był zbiorowy wysiłek, dopracowane w szczegółach rozegranie poparte litrami potu wylanego na treningach. To była totalna niefrasobliwość płockich piłkarzy. Piłka jak na tacy wyłożona Cristianowi Pasquato, ten do Niezgody, a Jarek zrobił to, co potrafi najlepiej – podciągnął kilkanaście metrów i huknął po długim rogu.

Legia zrobiła w Płocku to, co miała. Wygrała, ma trzy punkty więcej. Ale to był kolejny mecz do zapomnienia. A chyba, jak mówi Kazimierski, nie o to chodzi w przypadku Legii. Choć… – Graliśmy mądrze, wiedzieliśmy, że zrealizujemy to, co sobie założyliśmy. W radosnych nastrojach będziemy wracać do Warszawy – komentował Jacek Magiera. Dobrze, że humory dopisują, pewnie – to też ważne.
Aczkolwiek, gdyby chcieć szukać dziury w całym (a aż się prosi, by szukać tej dziury) można byłoby skontrować – mądrość Legii leżała w kompletnej niefrasobliwości płocczan. Straty samego Giorgi Merebaszwilego powinny przejść do kanonu „jak nie wolno tracić piłki w kluczowych momentach”. Legii wystarczyło postawić zapory, grać w miarę uważnie, by rywale sami się usłużnie wywracali na krecich norach. Nieznośnie przypominało to czerwcowy sparing w Warce – tyle że tam Legia wygrała wyżej i pewniej.
Piłkarze Jerzego Brzęczka nie zagrali przeciwko Legii ani z takim polotem jak Górnik Zabrze, ani z taką zaciętością jak Korona, Sandecja czy Bruk-Bet. Zagrali równie bezbarwnie jak Piast Gliwice w pierwszej połowie na Łazienkowskiej. A i tak byli o włos od remisu – pomijając decyzję Stefańskiego Wisła miała dwie bardzo dobre okazje jeszcze w ostatnich chwilach meczu.

Tym razem Jacek Magiera sklecił skład z facetów po przejściach. Radosław Cierzniak w bramce, Łukasz Broź, wracający po latach Inaki Astiz, przeżywający słabsze i niepewne chwile Maciej Dąbrowski, Artur Jędrzejczyk (powędrował na lewą stronę) czy Thibault Moulin, wracający po długiej kuracji i trzech miesiącach bez gry Tomasz Jodłowiec, wciąż nieprzekonujący Chima Chukwu, niezgrany Pasquato, odbudowujący się fizycznie Berto i Niezgoda. Legia w takim składzie zagrała po raz pierwszy i pewnie ostatni. Czy ktoś z tych „po przejściach” przekonał? Naprawdę można cokolwiek wyrokować po grze na tle tak bezbarwnego rywala jak Wisła Płock? Nie!
Można na siłę się ucieszyć, że twardy jak skała był znów Jodłowiec. Tylko, by przekonać się o twardości tej skały, najpierw ktoś powinien walnąć w nią młotem. W Płocku nikt z młotem akurat nie przechodził. Można na siłę dopatrywać się defensywnego wysiłku Moulina – tylko czy on przy Pasquato już w ogóle do przodu nie będzie grał? Można ucieszyć się, że do gry jest gotowy Astiz. Tylko co będzie jak trafi na gości biegającymi pół kroku szybciej?
Nie na siłę można się tylko ucieszyć z rajdu Niezgody – tak trochę może nawet bardziej a la Niko. Bo to był ten element, którego Legii bardzo brakowało. Być może tym meczem i tą akcją Niezgoda wygrał sobie pierwszy skład na dłużej. I to by był ten sympatyczny akcent wyprawy do Płocka. Wyprawy do doliczenia i zapomnienia.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Wisła Płock

  • ursynów

    Tylko punkty nic poza tym.Jeśli Magiera uważa,że jego drużyna grała mądrze,to ja nie rozumiem co miał Magic na myśli.Z mądrością gra Legii nie miała nic wspólnego.Jej gra w dalszym ciągu jest bezradna,jedyny promyk nadziei to Niezgoda,Kunta Kinte Chukwu tragedia,Moulin coraz gorzej a Berto i Pasquato- to jeszcze wiele pracy by stwarzać pozory,że są o krok od tego co prezentowali Vadis ,czy Nikolic.Zobaczymy jak ta Legia zagra w Mołdawii-czarno to widzę.Ale nie takie cuda się w piłce zdarzały.Tylko tam nie będzie sędziował Stefański.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli