Legia wygrywa, ale cierpi na wiele chorób

Autor wpisu: 29 lipca 2017 21:11

Są takie egzaminy na studiach, o których studenci mówią, że trzeba zastosować zasadę „trzech zet”, czyli: zakuć, zdać i zapomnieć. Mecz Legii z Sandecją był wydarzeniem właśnie tego typu: zaliczyć 3 punkty i zapomnieć o tej kopaninie. W środę czeka Legię gra o wszystko z Astaną. Takie mecze jak ten sobotni z beniaminkiem z Nowego Sącza są przykrą koniecznością. I dla zawodników, i dla kibiców, niestety.

Oj, jak się ta Legia męczyła… Grała kawał meczu z przewagą jednego zawodnika, ale się za bardzo tego nie dało zauważyć. Oglądaliśmy typowe dla Legii z tego sezonu walenie głową w mur. Jeśli ktoś myślał, że tuż po wyrzuceniu z boiska Barana (faul naprawdę bandycki!) zespół z Łazienkowskiej dociśnie rywali, to bardzo się mylił. Niby drużyna Magiery miała przewagę w posiadaniu piłki i prowadzeniu gry, ale nic konkretnego z tego nie wynikało. Brakowało sytuacji do strzelenia gola, a „setek” nie było w ogóle.
Zastanawiające jest, jak wielu zawodników mistrza Polski jest pod formą. Niepokojące zjawisko i warte zbadania przez sztab.
Na przykład taki Hlousek ma momenty, w których wygląda wręcz humorystycznie. Zupełnie nie jak piłkarz zawodowy. W jednej z akcji wywalił się na piłce tak efektownie, że ludzie, z którymi oglądałem mecz w telewizji, gruchnęli śmiechem.
To jest coś niewytłumaczalnego, facetowi trzeba pomóc. Przecież on umie grać w piłkę, był – swego czasu – jednym z najlepszych, jak nie najlepszym, obrońcą Lotto Ekstraklasy. Grywa w – silnej bądź co bądź – reprezentacji Czech. Ale teraz nadaje się tylko do zdjęcia z boiska, co się właśnie w sobotę stało. Aż żal, że Legia nie ma sensownej, sprawdzonej i przetestowanej alternatywny na lewą obronę. A mówimy o najbogatszym klubie w Polsce.

Legię na Łazienkowskiej umęczyła drużyna taka jak – przy całym szacunku – Sandecja. W której grają piłkarze, którym w Legii „odpalono wrotki”, bo się nie nadawali, jak np. Brzyski czy Korzym… I to dawno temu.
A co z nowymi zakupami? Sadiku daje nadzieję. Ten facet – twierdzę to z całą odpowiedzialnością – coś potrafi. A nowy Włoch?
Pasquato ma już dobre momenty: potrafi uderzyć silnie z dystansu, potrafi dograć, rozrzucić piłkę, ale liderem – tak prowadzącym grę, jak to robił Vadis – na pewno nie jest. Na razie – bo czas pracuje na jego korzyść. Forma Włocha będzie szła w górę. No, ale lidera potrzeba na teraz. A tu pustki…
Co gorsza ludzie oceniają Pasquato przez pryzmat Vadisa. I to jest dla Włocha mało korzystne – póki co – porównanie. Widzą, że jest bardzo, bardzo słaby, choć aż TAK słaby nie jest. Po prostu nie jest Vadisem. I nie będzie. Lepiej się z tym od razu pogodzić. On gra inaczej i ma inne atuty.

Jeden z lepszych obrazków w transmisji był taki, jak siedzący na ławce rezerwowych – jeszcze w pierwszej połowie – Guilherme i Hämälainen nerwowo obgryzali paznokcie. Realizator transmisji znęcał się nad pomocnikami Legii, jakby chciał powiedzieć: Uwaga! Ci faceci nic nie pomogą!
Ale nie miał racji. Bo Fin – który przyzwyczaił kibiców, że strzela gole tylko „swoim” – czyli Finom albo Lechowi – tym razem ledwie wszedł na boisko, a od razu zapakował gola Sandecji. Ani chybi Aco Vuković, który przed wejściem Hämälainena na boisko strasznie motywował, tarmosząc go za głowę, wmówił mu, że Nowy Sącz leży w Finlandii albo w Wielkopolsce.
Fenomenem jest Kucharczyk. Ten facet jest najlepszym piłkarzem Legii w lipcu. To na pewno. A przecież dopiero wrócił po kontuzji. I to niestety pokazuje, w jakiej formie jest dziś Legia.

Kibice niby powinni się cieszyć, bo trzy punkty zostały w Warszawie. Pierwsze zwycięstwo w lidze w nowym sezonie też ma swoją wartość. Ale kto by na to patrzył na poważnie… Poważny to będzie mecz w środę o Ligę Mistrzów. Ale nawet kibice Legii są pełni obaw. Ten zespół, w jego obecnym stanie, w tej formie po prostu nie rokuje.
Wydaje się, że podniesienie drużyny fizycznie to jedno, ale podniesienie jej psychicznie jest wyzwaniem jeszcze większym. Jak przekonać tych zawodników, że umieją grać, że jeszcze niedawno byli wielcy, że grali w Lidze Mistrzów, w Lidze Europy, zdobyli mistrzostwo Polski? To przecież ci sami ludzie. Tylko mózgi inne. Jak ci na boisku nie idzie, to zaczynasz wątpić, zastanawiać się, czy na pewno jesteś tak dobry, jak wszyscy mówią. A bez wiary w siebie sukcesów nie ma.
Choć nie tylko o wiarę oczywiście chodzi. To byłoby zbyt duże uproszczenie. I nieprawda. Legia cierpi dziś na więcej chorób. Czy Jacek Magiera będzie skutecznym lekarzem? Czasu ma mało. Pacjentowi w każdej chwili grozi zejście.
Co można zrobić w takiej sytuacji? Już chyba tylko się modlić…

  • ursynów

    Panie redaktorze musimy się zdecydować,albo się modlimy, albo idziemy do lekarza.Zgoda Legia cierpi na dzień dzisiejszy na wiele chorób,ale wszystkie są wyleczalne.Tylko trzeba znaleźć na nie antidotum.A trener gubi się z każdym meczem w swych diagnozach i środkach jakie podejmuje by wyleczyć Legię.Te ciągłe mieszanie w składzie,nerwowe ruchy z nowymi zawodnikami,to nie wpływa na wyjście Legii z ostrego kryzysu.Od odejścia z Legii Leśnego,dzieje się w tym klubie źle.Nowi na razie są słabi albo bardzo słabi.Ci co wrócili do Legii albo nie grają, a ci co zagrali to padlina jest.
    Magiera się pogubił,trzeba człowiekowi pomóc,żeby to ogarnął.Myślę,że też źle przygotował drużynę do rozgrywek.Oni potrafią dobrze grać,tylko nie mogą sobie tego przypomnieć.Jestem sceptyczny co dalszych losów Legii zarówno w pucharach jak i w lidze.Ale mądrzejszy gość ode mnie powiedział,że sceptycyzm jest początkiem wiary.I tu redaktorze możemy wrócić do ostatniego Pana zdania.Jak trwoga to do Boga,ale czy ten na górze tego wysłucha ? Ja osobiście radzę,mniej nerwowych ruchów i zapier…..my Panowie Piłkarze.Wszystko jest w waszych nogach i głowach.

    • jz166

      „Od odejścia z Legii Leśnego,dzieje się w tym klubie źle.”
      No ba, za Leśnego to nawet z Celtikiem po dwóch wygranych z LM odpadli. Wtedy to było z Legią dobrze! Nie wiem, jak blade można mieć pojęcie o futbolu, żeby takie bzdury jak cytowana wypisywać, patrząc ilu zawodników ściągniętych do Legii za Leśnego kompletnie się nie sprawdziło. Palców obu rąk spokojnie brakuje do wyliczania. Do tej pory trzeba im sowicie płacić, a pożytku z nich Magiera nie ma żadnego!

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli