Legia wjechała na autostradę do mistrzostwa Polski

Autor wpisu: 28 lutego 2016 21:01

Legia już na czele ligowej tabeli. Choć oczywiście za wcześnie, by dzielić skórę na niedźwiedziu, to wydaje się, że na piłkarzy Stanisława Czerczesowa, póki co, nie ma w tej lidze mocnych.

Ruch przegrał przy Łazienkowskiej 0:2 i – szczerze mówiąc – przez cały mecz wyglądał na drużynę, która nie wierzy, że w Warszawie może coś zdziałać. A może to nawet nie kwestia wiary, tylko możliwości.

Co o meczu mówili LEWCZUK, JĘDRZEJCZYK i STĘPIŃSKI zobacz TUTAJ (WIDEO)

Duda w gwiazdorskiej dyspozycji
Długo, w zasadzie do 90. minuty, Legia grała w dziesiątkę. Gdzie był Michał Masłowski, wie tylko on sam. Na pewno nie na boisku. Trener Stanisław Czerczesow trzymał go na boisku tak długo chyba tylko dlatego, żeby Masłowski łapał minuty i na nowo budował pewność siebie. Widać jednak, że trochę to jeszcze potrwa. Ale dyspozycję Masłowskiego i tak mało kto to zauważył, bo wreszcie przebudził się Ondrej Duda. Kilka jego zagrań było tym, na co wszyscy czekali. Palce lizać. Pieczętował niemal każdą akcję gospodarzy i robił to znakomicie. Do tego kilka razy zdarzyło mu się nawet zawalczyć w defensywie jak lew. Przyjemnie było na tego chłopaka patrzeć. Duda znów jest gwiazdą ekstraklasy. Z takim piłkarzem Legia może grać nawet w dziesiątkę. I tak wygra.
Wygląda na to, że Stanisław Czerczesow najwyraźniej dotarł do głowy Słowaka. Być może wszedł mu na ambicję, być może postraszył… głodnym niedźwiedziem (Czerczesow o głodnym niedźwiedziu TUTAJ). Nieistotne. Duda znów ciągnie Legię w kierunku mistrzostwa. A skoro Duda jest dobrze przygotowany fizycznie (a jest!), to znaczy, że robota Czerczesowa i jego sztabu jest najwyższej próby.

Stępiński w cieniu Lewczuka
Tylko pierwsze minuty wskazywały na to, że Ruch przy Łazienkowskiej nie pęknie. Piłkarze Waldemara Fornalika pomni tego, co dwa tygodnie wcześniej na tym samym stadionie Legia zrobiła z Jagiellonią, ruszyli odważnie, jakby chcieli powiedzieć rywalom, że z nimi nie pójdzie im tak łatwo. Problem w tym, że takiej pary i prężenia muskułów starczyło Niebieskim na kilka chwil. Po nich inicjatywę przejęli gospodarze i nie oddali jej już do końca spotkania. Jeszcze w pierwszej połowie Ruch próbował co jakiś czas się odgryzać, ale przypominało to komara, który zamierza ukąsić słonia. Wystarczyło, że gruboskórny zwierz tylko machnie ogonem, by z komara zostało wspomnienie.
Mariusz Stępiński mógł przekonać się, co znaczy walczyć z Igorem Lewczukiem i Michałem Pazdanem. Nie zrobił sztycha, a przecież to całkiem przyzwoity napastnik. Najlepszy, jakiego mają na Śląsku. Tym razem wzięty w legijne imadło po kilku ostrzejszych starciach pewnie modlił się, by już było po wszystkim. Coś tam próbował wskórać Patryk Lipski. Kilka jego zagrań pokazało, że z tego młodego chłopaka może być kawał grajka, ale godnych siebie partnerów w Ruchu nie ma.
Starć Lewczuka ze Stępińskim było w tym meczu mnóstwo. Patrzyliśmy na nie z uwagą, bo napastnik Ruchu ma wielką szansę, by pojechać z kadrą na EURO do Francji. Może nie dlatego, że już dziś jest takim gigantem futbolu, ale raczej dlatego, że poza Lewandowskim i Milikiem, trener Nawałka musi zabrać na turniej jeszcze dwóch napastników. Konkurencja nie jest jakaś wybitna. Właściwie ogranicza się do Łukasza Teodorczyka z Dynama Kijów i Artura Sobiecha z Hannoveru 96. Szału nie ma. Ale takim występem, jak ten przeciwko Legii, Stępiński nie przybliża się do reprezentacji. Tylko raz Lewczuk musiał ratować się faulem, za co zobaczył żółtą kartkę. Co ciekawe, akurat Lewczuk od Nawałki powołania nie dostał, a przy tym, że Thiago Cionek i Łukasz Szukała są praktycznie bez gry, legionista absolutnie zasługuje, by go sprawdzić choćby w marcowych sparingach reprezentacji z Serbią i Finlandią.

Obowiązek – zwyciężać
Legia znów pokazała moc. I niech nikogo nie zmyli, że pierwszej bramki sędzia nie powinien uznać (Nemanja Nikolić był na spalonym, a asystent Pawła Gila się zdrzemnął). Nic to w obrazie meczu nie zmienia. Może ta moc nie była aż taka, jak w spotkaniu z Jagiellonią, ale na dziś wydaje się, że w tej lidze na Legię nie będzie mocnych. Brakuje skrzydłowych (Michał Kucharczyk i Guilherme pauzują za kartki)? To gramy bez skrzydłowych. Żaden problem. Nie strzela Nikolić? To strzeli kto inny. Nawet rywal (Paweł Oleksy) albo Adam Hloušek. Zresztą Czech wtopił się już w tę legijną drużynę, co zajęło mu niewiele czasu. Nikt nie ma już chyba wątpliwości, że był to bardzo dobry strzał transferowy. Aczkolwiek uderzenie łokciem w twarz Kamila Mazka we własnym polu karnym było dużą nieodpowiedzialnością. Następnym razem może nie ujść na sucho.
Legia, jak na polską ligę, pod względem piłkarskim jest cholernie bogata. Czerczesow ma w kim wybierać i w zasadzie na kogo by nie postawił, ten ma obowiązek zagwarantować zwycięstwo. Tego wszyscy od Legii będą oczekiwać.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Hit | Legia Warszawa | Ruch Chorzów

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli