Zwycięstwo jest, ale gra taka, że bolą oczy…

Autor wpisu: 26 lipca 2019 00:07

Legia wygrała mecz z Kuopionem Pallosseura 1:0, ale kibice z Łazienkowskiej miny mieli skwaszone, bo oglądanie obecnej Legii do przyjemności na pewno nie należy. Byłoby głupio odpaść z rozgrywek pucharowych z takimi „kiepściakami” jak Finowie. Ale obecnej Legii wszystko przydarzyć się może. Szczególnie, że rewanż będzie rozegrany na sztucznej trawie, która przecież w mecz z FC Europa na Gibraltarze, sporo trudności legionistom już narobiła.

Ktoś zapyta: Co? Bać się murawy? No, niestety w tym przypadku należy bać się już wszystkiego. Są poważne powody do niepokoju i trener Legii przed rewanżem spać spokojnie nie może. Kibic zresztą też. Legia ma najmniejszą możliwą zaliczkę. Strzeliła jednego gola, choć dobrych sytuacji miała aż pięć. Sam Carlitos miał trzy znakomite okazje, ale bramki nie zdobył. Brak skuteczności w zespole „Aco” Vukovicia jest zatrważający. Gorzej, że problemów to Legia ma dużo więcej. Przede wszystkim ten, że zawodnicy nie grają na miarę swoich możliwości. Nawet się do tego poziomu nie zbliżają. A przecież potencjał mają dużo wyższy niż zespół, który w lidze fińskiej zajął trzecie miejsce. Ale na boisku widać tego w ogóle nie było.
Na Legię spadnie krytyka (trudno powiedzieć, że niezasłużona), żegnały ją gwizdy. A – bądźmy szczerzy – przecież mogło być jeszcze gorzej, bo po jednym ze stałych fragmentów gry – wykonywanych przez gości – Sandro Kulenović szczęśliwie wybił piłkę z bramki legionistów.
Powiedzmy sobie szczerze: Kuopion Pallosseura to nie jest drużyna z poważnego futbolu. Zawodnicy dosyć drewniani, piłkarsko ubodzy. Bramkarz „elektryczny”, mylący się przy wyjściach w pole. Cała siła fińskiej ekipy to ambicja. Nawet trudno powiedzieć, że rywale Legii byli groźni przy stałych fragmentach gry albo przy kontrach, co jest zazwyczaj bronią słabszych ekip. Ale nawet w tych elementach Kuopion groźny nie był. Ot przeciętność i nic więcej. Trochę walczą, trochę kopią i faulują. W obronie zorganizowani, w ataku chaotyczni.
Takich rywali – gdy się marzy o fazie grupowej Ligi Europy – trzeba wciągać nosem i o nich jak najszybciej zapominać. Traktować jak epizod, jak bardziej wymagającą jednostkę treningową. Z takimi rywalami powinno iść Legii łatwo i przyjemnie. Tyle teoria. Bo praktyka jest zupełnie inna. Obecnej Legii nic nie przychodzi łatwo i na razie łatwo przychodzić nie będzie.

Jakoś specjalnie głośno się tego nie akcentuje, ale trzeba mieć świadomość, że zespół z Łazienkowskiej, przeszedł po poprzednim sezonie prawdziwą rewolucję personalną. To jest jednak młody trener i nowa drużyna. Zanim się zgra, zanim złapie wspólny język, zanim wzajemnie poczuje,  minie sporo czasu. Tu nie ma drogi na skróty. I tupanie albo gwizdy niczego nie zmienią. Trzeba czekać.
Choćby na takiego Arvydasa Novikovasa, żeby dawał Legii choćby połowę tego, co dawał Jagiellonii. Bo na razie to ciężko faceta poznać. Nie przypomina siebie. Nie czaruje dryblingami, nie zachwyca szybkością, podejmuje złe decyzje, nie bierze na siebie ciężaru gry. A żółtą kartkę dostał tak głupio, że ktoś z nim powinien o tym porozmawiać.
Trzeba też czekać aż taki Luquinhas zacznie jakość indywidualną przekładać na zysk całej drużyny.
Trzeba czekać aż koledzy będą robili lepszy użytek z wypieszczonych podań Waleriana Gwilii, bo Gruzin świetnie rozdziela piłki. Czemu go zdjął z boiska Vuković w ogóle nie rozumiem.
Dobrze, że przynajmniej nie trzeba czekać na pierwszego gola Mateusza Wieteski dla Legii. Strzelił go w czwartek. Oczywiście głową. Potrzebował do tego aż 45 meczów, co jest o tyle dziwne, że przecież w Górniku gole „z główki” była jego specjalność.

Legia ma – poza wszystkimi innymi – także kłopoty mentalne. Zespół już wcześniej nie miał zbyt dużej wiary w siebie, a porażka z Pogonią jeszcze ten problem uwypukliła.
Gdy pod koniec meczu Artur Jędrzejczyk – w zupełnie niegroźnej sytuacji – wykopał w panice piłkę w krzaki, to stało się jasne, że Legia jest na dzisiaj zespołem, który przy pierwszych kłopotach jest totalnie rozdygotany. I to też szybko nie minie. Bo poprawić „psychę” mogłaby jedynie seria zwycięstw. A akurat jakoś się nie zanosi.

Jeden facet po czwartkowym meczu powiedział mi: „Żałuję, że poświęciłem na taką „rozrywkę” dwie godziny. Bardziej zajmujące jest obserwowanie jak drzewa rosną.”
Trudno mi było się z nim nie zgodzić. Nie tylko z wrodzonej grzeczności.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • ursynów

    Trzeba czekać pisze pan redaktor.Na co, na kogo,po co , dlaczego? To takie przysłowiowe czekanie na Godota, na coś co nigdy nie nastąpi.Może to przesada w tym stwierdzeniu, ale patrząc na Legię od dłuższego czasu, widać,że tak może się stać.Pan redaktor napisał, że przeciwnik Legii był z niepoważnego futbolu.Święta racja,poprzedni był jeszcze z mniej poważnego.Łączy ich sztuczna trawa. Ale skoro Legia się strasznie męczy z drużynami z niepoważnego futbolu, to na dzień dzisiejszy nie można traktować ją poważnie.Widać to w naszej lidze. Nie chcę się znęcać nad poszczególnymi zawodnikami.Zresztą tam nie gra w zasadzie nikt na jako takim poziomie, a przebłyski Gwili, bezproduktywne kiwki Luquinhasa,to nie są argumenty do grania.w futbol. Vuko się miota i nie jest usprawiedliwieniem jego młody wiek. Guardiola,oficjalnie został trenerem w w wieku 37 lat, po roku czasu,wygrał Ligę Mistrzów.No tak, ale to Barcelona,no ale Legia to taka polska Barcelona była. Vuko za miesiąc kończy czterdzieści lat,grał jak na polskie warunki super, ale papierów na prowadzenie Legii nie ma.No CHYBA,że stanie się cud i ci na których najbardziej liczono : zaczną: z pożytkiem dryblować, strzelać bramki, nie dopuszczać do pozycji strzeleckich przeciwnika.Ale jak mawiał mój dawny znajomy z dawnej Żylety,, chyba to się łódka na rzece”.Smutno to się oglądało,pewnie jeszcze gorzej będzie w Kielcach. Ale jak czasami pisze na tym portalu,,wybitny” znawca piłki ,zwłaszcza Legii,mający redaktorów za debili(pana też)- nijaki xymoxon ,wszystko to wina zwolnienia Sa Pinto.Powoli zaczynam wierzyć jak w PIS.

  • smutas

    Niby Legia ma potencjał.Ale to wszystko co ma .Nie ma grających piłkarzy, normalnie prowadzącego trenera, zachowującego spokój Prezesa. Żeby nie było niczego jak to mówił kandydat na Prezydenta Białegostoku nijaki Kononowicz- to przykre,ale redaktor jest pełen wiary i nadziei,że jak poczekamy, to się doczekamy.No to czekamy.I wtedy te powody do niepokoju miną?Całkowicie zgadzam się z facetem, dla którego bardziej zajmującym zajęciem jest obserwowanie jak rosną drzewa.Spokój przynajmniej jest.

  • xymoxon

    Prawda jest taka, że dziennikarzom nie wsmak teraz jechać po Vukovicu po tym jazgocie, jaki urządzili poprzednikowi. A druga prawda jest taka, że Vukovic jest sto razy gorszym trenerem od Sa Pinto. Tak wygląda właśnie „profesjonalne dziennikarstwo sportowe” w Polsce. Jarajcie się Vukovicem dalej!

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli