Wyszarpane, wydrapane i wybiegane. Ale czy Legia w ogóle musiała grać ten mecz?

Autor wpisu: 18 sierpnia 2019 20:08

Były fragmenty w spotkaniu z Zagłębiem Lubin, gdy Legia wyglądała naprawdę dobrze. Grała z polotem, szybko, odważnie. Ale był w tym meczu także niemrawy początek zespołu z Łazienkowskiej i była strasznie niepewna końcówka, gdy utrata gola wręcz wisiała w powietrzu. Gospodarze stracili wtedy wiele sił, naszarpali się ponad miarę. Ale czy potrzebnie? Bo przecież Legia gra o swoją przyszłość w najbliższy czwartek z Rangersami, a tu podstawowa jedenastka wypruwała żyły, żeby utrzymać skromne zwycięstwo. Czy nie przyjdzie za to zapłacić w najważniejszym momencie batalii o Ligę Europy? Ano zobaczymy.

Taki mecz jak ten niedzielny z Zagłębiem Lubin to był Legii potrzebny jak dziura w moście. Rywal wymagający, tradycyjnie – niezależnie czy był w kryzysie czy formie – sprawiający Legii zawsze dużo kłopotu i często pozbawiający ją punktów. Tym razem też wiadomo było, że może być ciężko, a Legia musi się przecież koncentrować na meczach z Rangersami o Ligę Europy i wydawało się, że na Zagłębie „galowej jedenastki” wystawić nie może.
Tak się tylko wydawało, bo trener Vuković uznał, że to dobry moment, żeby przed starciem ze Szkotami ten najsilniejszy skład się zgrywał i nabierał pewności siebie. Posunięcie odważne, można powiedzieć nawet – w kontekście pozytywnego wyniku – że słuszne. Pewnie też wynikające z troski o wygląd tabeli. Bo z punktami w lidze to w Legii – przed niedzielnym meczem – było ubożuchno. Europa Europą, ale nikt przecież nie chce, żeby znów na koniec sezonu trzeba było świętować… wicemistrzostwo.

Aleksandar Vuković mówi, że ma wystarczająco dużo ludzi do gry, żeby robić rotację i dawać grać większej liczbie zawodników, ale chyba i on wolałby się skupić na meczu ze Szkotami. Rzucił na Zagłębie wszystko co ma najlepszego, a w czwartek, gdy na Łazienkowską przyjadą Rangersi, zobaczymy jakie to będzie miało konsekwencje.
Zastanawiam się – zanim zadziobią mnie kibice innych drużyn – czy można było przenieść Legii także ten, kolejny mecz ligowy?
Dla naszych klubów – co widać z roku na rok – najtrudniejszy jest moment wejścia w sezon. Jak już organizmy piłkarzy dojdą do siebie po letnich przygotowaniach, to jakoś to idzie, ale na początku sezonu – w lipcu czy sierpniu – mowy nie ma. Polskie drużyny zazwyczaj grają wtedy piach: akcje się nie kleją, sił i szybkości brakuje, o stylu już nawet nie wspominając. Możemy się na to zżymać, możemy mówić że to niegodne profesjonalnego piłkarza, ale to tak, jakbyśmy się obrażali na rzeczywistość. Tak po prostu jest, że na początku lata polskie drużyny eksportowe grają słabo, szybko odpadają z europejskiej rywalizacji i trzeba poważnie pomyśleć co z tym zrobić, jak im pomóc.
Przekładać mecze? Już widzę te skrzywione miny. Ale właściwie czemu nie? Jeśli miałoby to pomóc naszym słabym ligowcom w Europie? Jeśli dzięki temu zatrzymalibyśmy tę windę nieustannie jadącą w dół, jaką jest Ekstraklasa w rankingu lig europejskich?
Sam się zdziwiłem, że przełożenie poprzedniego spotkania Legii z Wisłą Płock, (które wypadało w niedzielę, przed środowym rewanżem z Atromitosem) wywołało jakieś dziwaczne pomruki niezadowolenia.
Taki na przykład Zbigniew Boniek twierdzi, że od siedmiu lat naprawia polską piłkę. Z tym, że polska piłka nic o tym nie wie.
Boniek skrytykował publicznie Legię i Ekstraklasę, że mecz ligowy warszawskiej drużyny z Wisłą Płock został przełożony. Bo co?
Bo jemu się wydaje, że nie było powodu. „Bo każdy normalny piłkarz kocha grać: środa – niedziela – środa”. W wywiadzie dla „PS” Boniek popisał się takim wywodem: „Co by się stało, gdyby ci, co siedzieli w czwartek na ławce lub zagrali kilkanaście minut, wybiegli w weekend na boisko? Legia i tak byłaby mocna. Atak Niezgoda–Kante–Carlitos byłby zły? Z ateńczykami zagrał tylko ten ostatni. Sami sobie wmawiamy, że jesteśmy zmęczeni i trzeba wypoczywać. Burzymy standardy, które obowiązują na całym świecie” – opowiadał prezes swoje dyrdymały.
A jakie są te standardy? Z pomocą prezesowi PZPN przychodzą Holendrzy, którym trudno jest zarzucić, że są wieśniakami i nie wiedzą, jak się zachować na europejskich salonach.

Otóż AZ, Feyenoord i PSV wystąpiły o przełożenie swoich meczów w 4. i 5. kolejce Eredivisie i – zgodnie z umową zawartą między tamtejszymi klubami – holenderski związek piłkarski przystał na prośby klubów, które walczą w europejskich pucharach. A że wcześniej przełożono mecz Ajaksu Amsterdam, to w czwartej kolejce ligowej nie zagra żaden z czterech najsilniejszych w Holandii klubów.
I co? I nic! Komu to przeszkadza? Nikomu! Tam związek przekłada mecze, żeby zyskała cała liga, żeby holenderskie kluby mogły się pokazać w Europie. Żeby promować piłkarzy, żeby ich drożej sprzedawać, żeby kasy w krajowej lidze było więcej. Zyskają na tym wszyscy.
Jak trzeba było przełożyć cztery mecze to Holendrzy przełożyli. Oni mogą, a my nie? U nas byłoby gadanie, że się Legię faworyzuje itd. Albo, że jest bałagan.
No to super, będziemy mieli porządek w lidze, bez zaległych spotkań, ale może też bez polskich drużyn. Bo nie wiem czy Legia, która wypruwała żyły do końca meczu z Zagłębiem Lubin, nie zapłaci za to w czwartek w meczu z Rangersami. Może wskazana byłaby jakaś dyskusja na ten temat? Mógłby ją zainicjować PZPN albo Ekstraklasa… Marzenie… Na razie obowiązuje model: niech sobie Legia sama radzi, jak ma kłopot. Takie myślenie, w stylu: skuś baba na dziada.
Daleko nas to nie zaprowadzi.

Legię należy pochwalić za organizację gry w meczu z Lubinem i za gola Marko Vesovicia po rzucie rożnym, bo różnie to z tymi stałymi fragmentami ostatnio bywało. Dużo gorzej jest ze skutecznością. Bo z wielu okazji z gry, Legia nie zdobyła ani jednego gola.
I nie jest to wina jedynie Sandro Kulenovicia, do którego kibice mają najwięcej pretensji. Młody Chorwat uczciwie pracuje na boisku, wręcz haruje i wygląda na to, że posadził na dłużej na ławce Carlitosa. Hiszpan, biorąc pod uwagę jedynie indywidualne umiejętności, jest zawodnikiem lepszym, ale trener Vuković ma do niego pretensje, że gra w każdym spotkaniu własny mecz. Że nie realizuje założeń taktycznych, że nie pracuje w defensywie itd. Hiszpan dostaje więc lekcję pokory.
Wygląda na to, że na razie nic się z tym w Legii nie da zrobić. Prawdziwym testem dla obu napastników będą mecze z Rangersami. Tu się będzie liczyć tylko jakość piłkarska. To też szansa Carlitosa na powrót do składu.  Jeśli jej nie wykorzysta, będzie oglądał cały sezon z wysokości ławki rezerwowych.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • xymoxon

    Panie Tuzimek, ma pan do Bońka pretensje, że Legia nie wystąpiła o przełożenie dzisiejszego meczu z Zagłębiem, czy jak? Oczekuje Pan współpracy w kraju, w którym nikt z nikim nie współpracuje???

    • ursynów

      No to chyba w innych krajach żyjemy. Bo w tym pisowskim kraju, władza doskonale ze sobą współpracuje.Taki mamy klimat

      • xymoxon

        Widocznie w innych, natomiast władza nie współpracuje a karnie wykonuje polecenia jednego człowieka. To nie jest współpraca a wykonywanie rozkazów.

        • ursynów

          Trzeba czytać ze zrozumieniem. Czytać trzeba też co jest między wierszami. No ale nie każdy to potrafi, najlepiej jest przypieprzać po każdym tekście Tuzimkowi.

  • ursynów

    Co można po takim meczu powiedzieć? Są 3 punkty i to najważniejsze. Legia gra lepiej, ale nie na tyle dobrze, by przymykać oczy na liczne mankamenty w jej grze. Jej skuteczność to wdrażanie słynnej myśli Pana Kazimierza Górskiego,, w meczu chodzi o to ,żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika”. I to Legia w tym meczu i kilku innych realizuje. na razie z powodzeniem , tylko nie wiadomo, czy z Rangersami ten numer też im się uda.Jeżeli Vuković uważa,że wśród czwórki napastników, na dzień dzisiejszy Kulenović jest najlepszy, to jaką formę reprezentują pozostali?Nie jestem zwolennikiem myśli szkoleniowej Vuko,w przeciwieństwie do redaktora, nie odbieram mu szansy by wielkim trenerem był, ale nie rozumiem jego posunięć kadrowych. No cóż, jest w środku drużyny i pewnie wie co robi.Pisze redaktor,że Kulenović uczciwie pracuje na boisku, wręcz haruje, a kibice Legi nie dostrzegają i żegnają go gwizdami. Tak to już jest,że z tego harowania , cała para idzie w gwizdek, a efekty tej uczciwej pracy napastnika to w każdym meczu, nul, za nulem.Też bym gwizdał, a gdybym był jego pracodawcą, to nie trzymałbym takiego pracownika. I na koniec- nie zgadzam się na przekładanie meczy ligowych z powodu uczestnictwa w pucharach.Praca tych ludzi polega trenowaniu i graniu.Granie co trzy lub co cztery dni to za duży wysiłek jest ? Holendrzy przekładają, ich sprawa, a gdzie jeszcze tak jest?W lidze szkockiej przełożyli Rangersi mecz?Nie róbmy z tych ludzi mimozy, którzy są przemęczeni i potrzeba im więcej odpoczynku i świeżości bo zwiędną. Tu nie ogród botaniczny, piłka to taka męska gra. ,, Jeśli boisz się grać, nie graj” To słowa naszego najlepszego trenera K. Górskiego.Nie bójmy się grać

  • asdf

    Holendrzy przełożyli tylko JEDNĄ kolejkę – w czwartej zamiast 9 spotkań odbędzie się tylko 6. Zarówno przed, jak i po dwumeczu w pucharach wszystkie drużyny grają tak samo jak reszta.

    Przyrównajmy teraz taką sytuację do realiów polskich drużyn. Skoro te paralityki odpadają po pierwszym dwumeczu, to należałoby by przekładać wszystkie spotkania danej drużyny do momentu jej odpadnięcia. Załóżmy czysto teoretycznie, że autor znalazł cudowny lek na niemoc polskich drużyn w pucharach i cała czwórka melduje się w 4 rundzie eliminacji. Jesteśmy po 5 kolejce, w trakcie dwumeczu będzie 6. Nie trzeba być geniuszem z matematyki, żeby wyliczyć, że w ten sposób odpadło by 24 spotkanie – 3 pełne kolejki (przy założeniu, że w tych kolejkach te drużyny nie grają ze sobą). 24 spotkania vs 4 w Holandii (takie samo założenie, teraz wypadło, że w 4 kolejce jeden mecz jest rozgrywany między pucharowiczami).

    No tak, przecież to identyczna sytuacja, nieprawdaż? :D

    P.S Minimalna liczba spotkań przełożonych w PL to 18 – jakby cała czwórka wszystkie mecze między sobą miała mieć rozegrane w pierwszych 6 kolejkach. To i tak jest ponad 2 kolejki w plecy.

    • zgubek

      Ma pan rację, ale przytoczone wyliczenia to czysta teoria. Rzeczywistość w naszej piłce jest diametralnie inna. Świętem jest jak jakiś klub wygra mecz pucharowy, a cudem jak przejdzie na wyższy szczebel rozgrywek.Ale ja osobiście jestem przeciwny przekładania meczów.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli