Wygrać, awansować i zapomnieć. O tym meczu nie ma co gadać

Autor wpisu: 10 lipca 2018 22:59

Świat się zmienia, ale Legia się nie zmienia. Jak zwykle o tej porze roku gra mecz o europejskie puchary, jak zwykle nie zachwyca i też jak zwykle ratuje ją Michał Kucharczyk, który strzałem z dystansu daje mistrzom Polski gola i skromną wygraną 1:0. Niby rywale z Cork City coś tam potrafią, są groźni po stałych fragmentach gry, ale… Szanujmy się, to poziom może 2.ligi polskiej, więc rewanż powinien być formalnością. Wystarczy zagrać z wymaganą u zawodowców koncentracją. Tylko tyle.

Pierwsza runda eliminacji do Ligi Mistrzów dla takiego zespołu jak Legia to jest taki poziom rozgrywek, że trzeba go przejść z marszu, zapomnieć i zabrać się za poważniejsze tematy. Ale do Irlandii na mecz z Cork City zespół z Łazienkowskiej udawał się z lekką niepewnością, bo to jednak pierwszy mecz w sezonie i to na początku lipca, gdy forma mistrzów Polski nie ma prawa być – jak mawia Adam Nawałka – optymalna.
Skład też optymalny nie był. Zabrakło m.in. Miro Radovicia, który walczy z kontuzją pleców. No i w drużynie sporo jest zawodników, którzy wrócili do klubu, ale nikt nie wie na jak długo. Zostaną tu, czy za chwilę Legia pchnie ich gdzieś dalej na wypożyczenia lub na sprzedaż. Jak choćby powracający z Górnika Zabrze Mateusz Wieteska czy rezerwowi w tym meczu: Konrad Michalak (powrót z Wisły Płock) czy Mateusz Żyro (ostatnio ogrywał się w Wigrach Suwałki) czy Sandro Kulenović, który w minionym sezonie nabierał piłkarskiej ogłady w Primaverze Juventusu, czyli młodzieżowej drużynie do lat 19. Chorwat pojawił się na boisku za Hämäläinena w 83. minucie gry, ale nic istotnego zdziałać nie zdołał.
No i w końcu wrócił też do Legii syn marnotrawny Dominik Nagy, którego pamiętamy w Warszawie, że ma papiery na granie, ale ostatnio jak tu był to do futbolu nie miał głowy. Zwiedzanie nocą ulicy Mazowieckiej, trudno było uznać za chęć poznawania stolicy. A przynajmniej zaczął nie o tych atrakcji, od których trzeba. Teraz jesteśmy ciekawi czy zmądrzał i czy nie spuścił z tonu pod względem piłkarskim na półrocznym wypożyczeniu do Ferencvarosu. W chaotycznym meczu w Irlandii zagrał raptem 12 minut, więc z ocenami się jeszcze wstrzymamy.
Na razie zbyt daleko idących wniosków nie da się wyciągać ani co do składu, ani co do taktyki czy formy Legii. Raz, bo to dopiero pierwszy, wakacyjny jeszcze mecz, a dwa, że największą zaletą transmisji na Facebooku Legii było to, że w ogóle była. Brawa dla klubu za starania. Ale że tam dużo było widać, to byśmy nie powiedzieli. Dla koneserów i tych, których jak gra Legia, to nie ma mundialu, nie ma wakacji, nic nie ma. Tylko mecz.
Jeden z komentujących kibiców zażartował, że miał lepszą jakość obrazu, gdy nagrywał komunię córki tosterem… I choć nie byliśmy na tej uroczystości, to jesteśmy gotowi w to uwierzyć.
Z tego, że nic nie widać, to jednak trochę było widać. Choćby to, że Legia próbowała grać ustawieniem z trzema stoperami (Astiz, Remy, Wieteska) i dwoma wahadłami: Vesoviciem z prawej i Kucharczykiem z lewej.
Po manewrach Adama Nawałki na mundialu mamy lekki uraz do tego ustawienia, ale dajmy mu też szansę w Legii, może do reprezentacji Polski akurat nie pasował.
W ataku po raz pierwszy zagrał w oficjalnym meczu Legii Jose Kante, a pod nim – tak nam się przynajmniej wydaje – jako ofensywny pomocnik Kasper Hämäläinen. W środku mobilna trójka pomocników: Mączyński, Szymański i Cafu, a jedenastkę dopełniał Arkadiusz Malarz.
Legia od początku miała przewagę w jakości piłkarskiej. Niby przeważała, ale tak jakoś bez konkretów. Gospodarze uważni w defensywie, z „autobusem” ustawionym we własnym polu karnym, a mistrzowie Polski bijący głowami w tę irlandzką ścianę. Na dodatek ścianę, która kontratakuje.
W 15. minucie doszło do jakiejś chaotycznej szamotaniny pod bramką Legii i jeden z rywali znalazł się sam na sam z Arkiem Malarzem. Na szczęście bez konsekwencji.
Z dobrej strony – choć tylko w miarę – pokazał się Sebastian Szymański, bo przynajmniej próbował. Uderzał i z akcji i  dwa razy z wolnego (raz tuż nad poprzeczką, raz w mur), ale bez koniecznej precyzji. Jose Kante wykazywał wiele ochoty do gry, no ale na ochocie się skończyło. Zszedł z boiska w 78. minucie bez konkretów.
Na drugą połowę Legia wyszła bez zmian, ale i bez niezbędnej koncentracji. 11 minut po przerwie tylko – niezawodnemu jak zwykle – Arkowi Malarzowi mistrzowie Polski zawdzięczają, że nie stracili gola. Bramkarz Legii odbił nogą groźne uderzenie Cumminsa.
To było już drugie poważne ostrzeżenie dla zespołu Deana Klafuricia. Sami legioniści takich konkretów pod Cork City nie mieli. Irlandczykom brakowało piłkarskiej jakości, ale ze stałych fragmentów gry są groźni.
Trudno się taki mecz ogląda, bo widać w transmisji internetowej było mało, a jednak jesteśmy rozpieszczeni mundialem i przestawienie się na polski futbol klubowy chwilę potrwa i na początku oczy muszą boleć.
W grze Legii trudno odnaleźć jakieś pozytywy. Dużo było niedokładności, brak przygotowania akcji, chaos. Widać – jakby powiedział Adam Nawałka – automatyzmy jeszcze nie działają. Na razie Legia pokazała nam swoje brzydsze oblicze. I ładny strzał z dystansu Kucharczyka.
Pozostaje mieć nadzieję, że w rewanżu przy Łazienkowskiej (17 lipca o 21.00) zobaczymy trochę więcej ułożonego futbolu. Malkontentom przypominamy, że ta drużyna z Radoviciem i Carlitosem w składzie musi grać lepiej, a na pewno przyjemniej. Transmisję przeprowadzi TVP.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • xymoxon

    A redaktor ciągle wierzy w prawie 35-letniego Radovica, który nawet okresu przygotowawczego bez uszczerbku przejść nie może.

  • ursynów

    Z tego co było widać,to widać że piłka w wykonaniu Legii przyprawia o ból głowy. Ja nie wymagam,żeby to był poziom lig zachodnioeuropejskich, ale żeby to był jakiś poziom a nie pion.Niby nieźle jak na nasze warunki zawodnicy,ale gra podła.Tu nie ma co liczyć na Rado,tak jak zbawieniem nie będzie Carlitos. O sile Legii w dalszym ciągu decydować będzie Malarz,Kuchy i Pazdan.Młodzi jak Szymański, Wieteska czy Michalak to melodia przyszłości. Ale może ta melodia będzie przyjemna dla ucha.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli