Vuković i Saganowski muszą posprzątać bałagan po Sa Pinto

Autor wpisu: 2 kwietnia 2019 16:02

W poniedziałek, po kompromitującej porażce 0:4 Legii z Wisłą Kraków, trener Ricardo Sa Pinto został zwolniony. Dariusz Mioduski podjął jedyną słuszną decyzję. Tymczasowo, do końca bieżącego sezonu, drużynę poprowadzi Aleksandar Vuković, a jego asystentem będzie Marek Saganowski, który do tej pory prowadził zespół Legii w Centralnej Lidze Juniorów. „Vuko” ma wnieść do drużyny – przed środowym meczem z Jagiellonią – dużo entuzjazmu i odbudować morale zawodników. Na Łazienkowskiej wciąż są przekonani, że ten sezon uda się jeszcze uratować. Do Lechii Legia traciła – przed tą kolejką spotkań – 5 punktów i ma 10 meczów, żeby drużynę z Gdańska przegonić w tabeli.

Teoretycznie i praktycznie nie jest to niemożliwe, ale warunek jest jeden: trzeba natychmiast zacząć wygrywać. Także w środę, z Jagiellonią, która na Łazienkowską też przyjeżdża pogrążona w kryzysie.
Zwolnienie Ricardo Sa Pinto było koniecznością. Dziwne tylko, że nie odbyło się za jednym zamachem. Jak ujawnił prezes Dariusz Mioduski w programie na żywo w serwisie sport.pl, jego poniedziałkowa rozmowa z Sa Pinto była krótka i nie została dokończona. Dlaczego? Czyżby – znany z wybuchowego charakteru – trener opuścił wzburzony gabinet prezesa? Dariusz Mioduski powiedział jednak, że rozmowa była spokojna i profesjonalna.
Choć serwis legia.net podał, że: „46-letni trener wściekły opuszczał poniedziałek stadion przy ul. Łazienkowskiej, a jego asystenci mają teraz zająć się pakowaniem wszystkich pozostałych rzeczy”.
Mam nadzieję, że spakują też Salvadora Agrę, Luisa Rochę i Iuri Medeirosa – chłopaki się tu raczej nie przydadzą.
Sa Pinto to psuj wielkiego kalibru. Rozregulował cały klub na dobre, nie tylko pierwszą drużynę. Jego toksyczny charakter truł wszystko dookoła zostawiając spaloną ziemię. Pozbycie się tego szaleńca to była konieczność. Pomijam fakt, że to – jak dla mnie – żaden trener. Ważniejsze jaki to człowiek. Wymówił wojny wszystkim dookoła, rozklekotał drużynę, posprowadzał na Łazienkowską piłkarską „mizerię”. Nie miał szacunku do nikogo. Arogancja na najwyższym światowym poziomie. Wygnał z drużyny Mączyńskiego, Pazdana, Malarza, Radovicia, Jose Kante, Philippsa i kilku innych. Nawet legenda klubu – trener bramkarzy Krzysztof Dowhań uciekł w operację kolana, żeby tylko być dalej od tego epicentrum toksyny.
Gdy zobaczyłem Sa Pinto, jak po swoim pierwszym w Legii meczu, tym z Dudelange, biegnie na pełnym gazie na środek boiska, wiedziałem, że Legia jest w ciemnej… otchłani. Że tak się nie zachowuje poważny trener, tak się nie zachowuje nikt, komu do wykonywania obowiązków jest potrzebny autorytet.
Ale to był dopiero początek szlaku konfliktów, incydentów i awantur Sa Pinto, szlaku naznaczonego ludzkim szaleństwem, którego nikt i nic nie był w stanie powstrzymać.
Aż do poniedziałku, 1 kwietnia. Legia dostała ciężkie baty od Wisły Kraków i wiadro pomyj wylało się na głowę Dariusza Mioduskiego. Prezes i właściciel Legii już nie wytrzymał. I całe szczęście, bo to pierwsza od dawna dobra decyzja pana Dariusza, który – jak na biznesmena z sukcesami – podejmuje decyzje w Legii bardzo emocjonalnie. Pod ciśnieniem, gdy sam czuje presję, gdy lud się domaga ofiar. A emocje to zły doradca. Głos ludu, to rzadko jest głos rozsądku. Dlatego wybór trenera nie może być robiony w gorączce, na ostatnią chwilę. Nie może być dziełem przypadku i intuicji. Musi być poparty wiedzą i rozeznaniem, gdzie w ogóle trenera szukać. Niekoniecznie zagranicą.
Gdy Legia rozstała się ze Stanisławem Czerczesowem i zatrudniała Besnika Hasiego napisałem tekst pod tytułem: „Droga Legio, psie Sabo! Nie idźcie tą drogą!”, w którym namawiałem, żeby nie wyciągać kolejnych zagranicznych trenerów jak królików z kapelusza, bo z reguły zbyt mało się o nich wie.
„Bo kto zna warsztat, charakter, osobowość, odporność na stres i sto innych ważnych parametrów np. Albańczyka wylanego z Anderlechtu? Toż to loteria i gra w ciemno! Zanim się facet zorientuje, o co w polskim klubie chodzi, może być zbyt późno. Czego brakuje takiemu Piotrowi Stokowcowi, żeby dostał szansę na Łazienkowskiej?” – pisałem niemal trzy lata temu.
Ale Stokowiec, choć na stałe mieszka w Warszawie, nigdy z Łazienkowskiej propozycji nie dostał. Co? Był za słaby dla Legii? I może jeszcze zbyt normalny? Nie jest długowłosym szaleńcem jak Sa Pinto, nie strzela fochów jak Besnik Hasi, nie ma kłopotów w komunikacji z otoczeniem jak Henning Berg. Ot polski normals… I uczciwy człowiek. Tak jak Jan Urban (zwolniony, gdy Legia zdobyła dublet, była na pierwszym miejscu w tabeli i miała 5 punktów przewagi nad wiceliderem!) czy Jacek Magiera, który powinien prowadzić Legię nie rok, ale całą dekadę. Też zbyt uczciwy, zbyt prostolinijny. Też normals, bez jakichś ekstrawagancji. Urban, Magiera, Stokowiec nie wycierają sobie gęby słowem „szacunek”. Oni szacunek i jasne zasady mają w DNA.
I prezes Legii też musi sięgnąć do klubowego DNA. Do ponad stuletniej historii, do tradycji, do szacunku. Dariusz Mioduski musiał w Krakowie oglądać cztery gole wbite jego Legii. Po każdej bramce z ławki rezerwowych wyskakiwali członkowie sztabu Wisły, którzy dawniej tworzyli legendę i historię tego klubu: Kazimierz Kmiecik, Maciej Stolarczyk, Radosław Sobolewski, Mariusz Jop.
Gdy w tym sezonie gole strzelała Legia, to w objęcia padała sobie wyłącznie… objazdowa trupa portugalskich trenerów. Dowhań był schowany, Vuković odsunięty, reszta nieobecna albo przestraszona.
Lata spędzone na Łazienkowskiej nie miały żadnego znaczenia. To był skandal i kryminał. Na to nikomu nie wolno pozwolić. Kimkolwiek by nie był, z jakimkolwiek nazwiskiem by nie przychodził do klubu. Największym sukcesem prezesa Legii w tym sezonie jest to, że miał odwagę zwolnić Sa Pinto. Choć niepojęte jest jak w ogóle miał odwagę go zatrudnić. Temu facetowi ego wylewało się uszami, trudno było tego nie zauważyć.
Legia, po roku, wróciła w to samo miejsce. Wtedy ratował ją Vuković z Klafuriciem, teraz Vuković z Saganowskim. Na Łazienkowskiej dużo by dali, żeby skończyło się to też takim samym rezultatem jak w 2018 roku.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • zgubek

    Tak jak w 2018 roku się nie skończy, bo z pucharu nici, Legia poległa z Rakowem.Nie obroni też mistrza,bo ta drużyna jest rozbita, gracze nie czują gry i Vuković,nic już z niej nie wyciśnie(chciałbym się mylić).Ale cuda się zdarzają.Szkoda pisać już o Sa Pinto, bo to już historia. Smród który po sobie zostawił,długo jeszcze będzie unosił się nad Łazienkowską.Szkoda tego sezonu, zawodników,zwłaszcza polskich poniewieranych przez szarlatana z Portugalii.Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy- pisał wieszcz Słowacki.Tu trzeba zakasać rękawy i ratować co się da.10 kolejek do końca i trzeba je dograć . A w przyszłym sezonie?Myślę,że do Legii musi przyjść trener, który odbuduje te zgliszcza, transfery będą miały ręce i nogi, a nie zagraniczny paszport.Czy zdolny jest do przeprowadzenia sensownych zmian Prezes Mioduski. Mam duże wątpliwości- bo nie ogarnia tego wszystkiego.W tym klubie ma redaktor rację powinni pracować ludzie, którzy czują Legię, tak jak teraz ci, którzy kierują Wisła. A trener- myślę,że w powiedzeniu do 3 razy sztuka jest duża prawda.Niech wróci Urban

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli