Triumf minimalizmu, na ognie bengalskie trzeba poczekać

Autor wpisu: 25 listopada 2018 18:49

Legia jest jak zwykle największym faworytem do zdobycia mistrzostwa Polski, ale styl jaki ostatnio prezentuje na pewno mistrzowski nie jest. Na trzy punkty zdobyte w Lubinie żaden kibic Legii się nie obrazi, ale prawda jest taka, że na grę Legii trudno patrzeć z zachwytem. Na jej tle taka Korona Kielce, to wygląda – jeśli chodzi o widowiskowość – jak drużyna z ligi hiszpańskiej: są gole, akcje, jest trochę finezji. To fanów Legii musi niepokoić, bo zespół z Kielc przyjeżdża za tydzień na Łazienkowską, a w jeszcze następnej kolejce drużyna z Warszawy jedzie do Gdańska na mecz z Lechią, która w tym sezonie będzie się liczyć do końca sezonu. A Legia nie wyglądała w Lubinie na zespół, który jest w optymalnej formie.

Pewnym usprawiedliwieniem jest to, że przez dwa tygodnie była przerwa na kadrę, a Ricardo Sa Pinto lubi w takich przerwach dać trochę zawodnikom w kość. Tyle tylko, że jest to jedynie częściowe wytłumaczenie. Bo w Legii na „podjechanych” wyglądali także ci, którzy byli na zgrupowaniach młodzieżówek: Sebastian Szymański, Mateusz Wieteska czy Sandro Kulenović.
I to z tym ostatnim wiąże się największa niespodzianka, jaką tym razem zrobił Sa Pinto. Portugalczyk wystawił młodego Chorwata w podstawowym składzie kosztem… Carlitosa, który w Lubinie pojawił się na boisku dopiero w 61. minucie  zastępując Sebastiana Szymańskiego (tym razem bezbarwny występ).
Portugalski trener Legii postawił na Kulenovicia także dlatego, że napastnik Legii kilka dni temu strzelił trzy bramki w chorwackiej młodzieżówce, w meczu z Białorusią. Sa Pinto od dawna „buduje” tego chłopaka, wzmacnia jego pozycję w drużynie. Ma to sens i to nie tylko dlatego, że wzmaga konkurencję w ataku Legii, ale także z tego powodu, że to nadzieja warszawskiego klubu na duży transfer. Kulenović nie skończył jeszcze 19-lat i nieźle się zapowiada. Chorwaci to wicemistrzowie świata, ale mają przed sobą wymianę starszej generacji piłkarskiej w reprezentacji, bo bohaterowie mundialu są już „w latach”. Kulenović to przyszłość, więc gdyby mu się udało zadebiutować w pierwszej drużynie Chorwacji jego cena poszybowałaby w górę.
No ale żeby tak się stało, Kulenović musi nie tylko dostawać od trenera szanse, ale także je wykorzystywać. Trudno tak określić to, co pokazał w Lubinie. Jeden strzał obok słupka to trochę mało. Dopóki nie pojawił się na boisku Carlitos Legia była bezzębna w ataku. No ale próbować trzeba…
Trudno Legię krytykować po wygrywanym meczu, także dlatego, że  jej piłkarze – poza golem – dwa razy trafiali w słupek, raz w poprzeczkę i mogli ten mecz efektowniej wygrać.
No ale prawda jest taka, że mogli też przegrać. Bo Legia strzeliła gola już w 9. minucie i od razu wyhamowała. Zaproponowała kibicom totalny minimalizm. Niby miała piłkę, ale nie dominowała. Nastawiła się na kontry i na czyhanie na błąd piłkarzy Zagłębia. A gospodarze nie zamierzali ryzykować, nie chcieli się odkryć. Przez długi czas wyglądało to tak, że Legia… drzemie i w każdej chwili może być skarcona za ten swój minimalizm. Szczególnie, że od początku drugiej połowy Zagłębie zaczęło grać odważniej. Tym razem udało się wywieźć skromne zwycięstwo, ale to także kwestia słabości Zagłębia.
A Legia już przed meczem w Lubinie znalazła się pod presją, bo to taki moment sezonu, że trzeba już odrabiać straty, nie można przegrywać. Tymczasem drużyną wciąż targają oznaki niestabilności. Raz jest lepiej, a za chwilę gorzej. Nawet w tym samym meczu. W Lubinie nie zostało to przez rywali wykorzystane, ale już poprzedniej kolejce Pogoń Szczecin pokazała co dobry zespół robi z tak rozchwianą Legią.
– Musimy zagrać inaczej niż w Szczecinie, bardziej agresywnie, być bliżej siebie i być bardziej uważni – mówił przed meczem Sa Pinto, ale jego podopieczni chyba najbardziej zapamiętali sobie to, że mają być uważni. Ta ostrożność była tak dalece posunięta, że drużyna grała jakoś drętwo, bez ożywienia, bez fantazji.  A przecież futbol to rozrywka, ma cieszyć.

Carlitos pojawił się na boisku na pół godziny. Jak zwykle ożywił poczynania Legii w ofensywie, ale tym razem był bardzo irytujący w nieudanych próbach wymuszenia rzutu karnego za faule, których nie było. Ktoś w Legii powinien go namówić by obejrzał powtórki, bo zobaczyłby, że w akcjach, w których nieudolnie udawał mógł ugrać dla zespołu więcej, gdyby się nie przewracał.
Po raz kolejny zagrał w bramce Legii Radosław Majecki. Zagrał bardzo poprawnie. Popełnił jeden błąd przy niepewnym wyjściu do wrzutki w pole karne, gdy po wolnym wykonanym przez Filipa Starzyńskiego nie zdołał nawet dotknąć piłki. Na szczęście dla Legii i Majeckiego – bez konsekwencji. Widać, że Sa Pinto chce stawiać na młodego golkipera. Choć sam trener tego wyraźnie nie potwierdza.
– Cały czas mam trzech dobrych bramkarzy, ale tylko dwóch może być w składzie, a jeden wychodzi na boisko. Radek senior (Cierzniak) trenuje by po kontuzji wrócić na ławkę. A Radek junior (Majecki) gra w pierwszym składzie – mówił Sa Pinto. Portugalczyk zapytany o Arkadiusza Malarza odpowiedział jakoś mało wiarygodnie: że nie zabrał go do Lubina, bo ma kontuzję, a w zasadzie to jest chory… Miejmy nadzieję, że to nie choroba dyplomatyczna, bo wcześniej Malarz nie chorował ze dwa lata…
Warto odnotować, że bardzo udanie wrócił do drużyny William Remy. Wrócił do składu w samą porę, bo akurat Legii wypadł na dłużej Artur Jędrzejczyk. A Remy nie tylko stabilizuje obronę, ale także jest groźny w polu karnym rywali przy stałych fragmentach gry. A nad tymi – co było widać w Lubinie – Legia ostatnio mocno popracowała. Ma kilku wysokich zawodników, teraz wrócił wysoki Remy i doskoczył także wysoki Kulenović. W Lubinie Legia pokazała kilka wariantów rozegrania rzutu rożnego, widać więc, że w przerwie na kadrę nie tylko wygrała 1:0 utajniony sparing z Odrą Opole, ale też wykonała konkretną pracę na treningach. Ale prawdziwy egzamin i czas na ewentualne pochwały przejdzie dopiero w spotkaniach z Koroną i z Lechią.

Słabiutki mecz w Lubinie grał Mateusz Wieteska. Dużo, zdecydowanie zbyt dużo jak na stopera, niecelnych podań i strat piłki. Rywale doskakiwali szybko do Remy’ego i zmuszali Legię do tego, by to Wieteska wprowadzał piłkę, bo szansa, że się pomyli była dosyć duża. Jak do tych kłopotów Wieteski z rozegraniem dołożymy jeszcze jego stałe kłopoty ze zwrotnością i szybkością (za faul na uciekającym mu Filipie Starzyńskim mógł dostać żółtą kartkę) to zupełnie zdumiewające staną się opinie, że to Wieteska może być rozwiązaniem kłopotów ze stoperami w reprezentacji Polski.
Tomasz Hajto mówił w Cafe Futbol w Polsacie, że warto Wietesce dać mu szansę i go sprawdzić, tylko legionista musi trochę poprawić ustawianie się na boisku. Tyle tylko, że to nie o ustawianie chodzi. Legia jest drużyną, która często musi grać w ataku pozycyjnym, czyli stoperzy muszą grać wysoko, w okolicach połowy boiska. Po nagłej stracie piłki, jeśli rywale rzucą ją za plecy obrońców i trzeba się ściągać z szybkim napastnikiem, Wieteska jest bez szans. W Ekstraklasie tę wadę da się na tyle ukryć by nie raziła w oczy, ale na wyższym poziomie – na przykład w reprezentacji – będzie to bardzo widoczne. A szybkości przecież nie poprawi. Oczywiście to stoper, który ma dobre warunki fizyczne, który świetnie gra głową, ale przecież nie ze strzelanych goli rozlicza się obrońcę w pierwszej kolejności.
W Legii – w końcówce meczu – pokazali się w drugiej połowie Kasper Hämäläinen i Chris Philipps, piłkarze-widma, bo grają tak rzadko, że mniej zorientowany kibic mógłby pomyśleć, że już ich na Łazienkowskiej nie ma. Są. I tylko tyle na razie o ich grze można napisać.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • zgubek

    Mecz obejrzałem dopiero dzisiaj.Może to i dobrze , znałem wynik. Ma redaktor rację , gra Legii przyprawia o ból zębów, jedyny pozytyw to 3 punkty.Fakt- Wieteska to taki czołg, ale z II wojny światowej, duży, ale niezwrotny.Może jak wróci Jędza, to gościu wypadnie.Brak Carlitosa odczuwalny,ponoć miał kontuzję. Cante nie załapał się do składu. Zresztą ten ciągły toto-lotek w ustalaniu składu przez Pinto, to dziwna taktyka. Na razie 6 nie trafił. Dwa najbliższe mecze pokażą, czy Legia na przerw zimową zejdzie z dużą stratą do Lechii, czy znacznie się do niej przybliży. Oby wiosna była nasza.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli