Ta Liga Europy naprawdę jest w zasięgu Legii

Autor wpisu: 22 sierpnia 2019 22:18

Szczerze mówiąc baliśmy się tych Rangersów z Glasgow. Nie to tylko ze względu na klasę Szkotów, ale także dlatego, że i dyspozycja Legii była nadal pewną niewiadomą. Szczególnie w starciu z tak silnym rywalem. Ale niespodzianka na Łazienkowskiej była bardzo miła. Legia grała mądrze i dojrzale, choć zabrakło przynajmniej jednego gola. Była silniejsza fizycznie i przewyższała rywali kulturą gry. Teraz, przed rewanżem już wiemy: Rangers FC to nie jest zespół, przed którym trzeba klękać. Nie ma co się Szkotów bać, ta Liga Europy naprawdę jest w zasięgu Legii!

Przed tym meczem kibic Legii wiedział, że żarty się skończyły. Że Glasgow Rangers to bardzo poważna drużyna, taka z klasą, historią i mocnymi nazwiskami w składzie. I wiadomo było, że spotkania ze Szkotami nie będą miały nic wspólnego z rywalizacją z zespołami z Gibraltaru, Finlandii czy Grecji. Że Rangersi to inna, wyższa półka. No i trener Steven Gerrard, Jermain Defoe i te rzeczy. No, że jest się czego bać.
Ale w rzeczywistości… nie było. Nie dlatego, że faceci w niebieskich koszulkach są słabi, ale dlatego, że Legia pokazała się jako dobra, klasowa drużyna. Brawo. Tego właśnie od tej drużyny oczekuje kibic z Warszawy.
Zaczęło się od niespotykanego – jak na polskie warunki tempa gry. Ale zespół gospodarzy umiał sprostać wyzwaniu, widać, że jest przygotowany.
Co ważne: Legia była bardzo skoncentrowana, znała stawkę spotkania. Widać było, że każdy z zawodników wie co ma robić w tej drużynie i to jest bardzo wymowny efekt pracy Aco Vukovicia. Ten zespół jest poukładany. Wystarczy spojrzeć choćby na to jak groźna jest Legia przy stałych fragmentach gry (uderzenia głową Igora Lewczuka). To samo nie przyszło.
Zauważył ten proces także właściciel klubu. – Jestem dobrej myśli, ale nawet jeśli nie awansujemy, to i tak widzę, w którą stronę zmierzamy, że ta drużyna robi progres – mówił jeszcze przed czwartkowym meczem Dariusz Mioduski. Widać, że prezes odrobił bolesną lekcję z nieodległej historii Legii i wie, że na nic się nie zda wytwarzanie jeszcze większej presji na zawodników. Taką wypowiedzią stonował nastroje kibiców i dał znać, że pozycja Aco Vukovicia jest niezagrożona. Że Serb ma pełne zaufanie, bo w końcu ułożył Legię, jego praca przynosi efekty.
I to było widać w czwartkowym meczu. Legia nie tylko nie ustępowała piłkarsko Szkotom, ale wręcz była od nich lepsza. I w organizacji gry i w stwarzaniu sytuacji podbramkowych.

W pierwszej połowie miała groźny strzał Luquinhasa, miała świetną okazję Kulenovicia, który w polu karnym źle przyjął piłkę i miała świetną, silną „bombę” Cafu spoza pola karnego. Rywal – tak realnie – to tylko raz w  pierwszej połowie postraszył Radosława Majeckiego, gdy wrzuconą w pole karne piłkę głową uderzał Joe Aribo. Ale niecelnie.
Ważne było także nastawienie psychiczne całej drużyny gospodarzy. Legia od początku drugiej połowy ostro ruszyła na rywali. Jakby pokazywała, że ma świadomość, iż wcale nie ustępuje rywalom. Że ma wystarczającą jakość piłkarską. Szkoda, że w tym okresie gry nie strzeliła gola, bo miała wówczas największą przewagę. Która zresztą do końca spotkania rosła.

Nie słabną emocje kibiców w kwestii tego, czemu w ataku Legii nie gra Carlitos. Rośnie na ten temat liczba plotek, niedomówień, przekłamań i nieziemskich teorii. Kibice nie chcą przyjąć wyjaśnień trenera Vukovicia i uwierzyć, że gra Sandro Kulenovicia przynosi drużynie więcej korzyści niż występy Hiszpana. Bo młody Chorwat goli nie strzela, a przecież Carlitos je zdobywał i jest piłkarzem lepszym od konkurenta.
Dlatego kibice chętniej kupują pogłoski o tym, że nieobecność Carlitosa w podstawowym składzie wynika z jego z krnąbrnego charakteru i że Vuković mu tylko ten charakter temperuje. Nic więcej. A to za to, że coś burknął na treningu, a to za to, zbyt wyraźnie wyraził niezadowolenie z decyzji personalnych szkoleniowca w jednym z meczów ligowych, a to za to, że Hiszpan nie najlepiej się prowadzi.
Dochodzą też sygnały, że Carlitos jest zniechęcony obecną sytuacją, że zamierza odejść z Legii. Jeszcze przed zamknięciem obecnego okienka transferowego. Tyle tylko, że muszą być za niego konkretne oferty. A nie było…
Kulenović znowu się nabiegał, znowu gola nie strzelił. Ale, obiektywnie patrząc, prostopadłym podaniem wyrobił bramkową okazję dla Luquinhasa, którą Brazylijczyk zmarnował.

Trener Vuković podkreśla, że Carlitos jest w drużynie na takich samych prawach jak inni. Musi walczyć i czekać na swoją szansę.
Na przykład Igor Lewczuk, gdy trafił do Legii był czwartym stoperem, ale piął się w tej hierarchii obrońców i dziś gra w pierwszym składzie. – To świadczy o tym, że w tej drużynie jest sprawiedliwość. Lewczuk jest dobry to gra – mówił komentujący mecz trener Robert Podoliński.
Niektórzy twierdzą, że Legii nie stać na rezygnowanie z Carlitosa.
A może prawda jest zupełnie inna: Legii nie stać, żeby jeden zawodnik był ponad dobrem drużyny.
Dziwne to jest, bo kibic najpierw żąda żeby trener miał mocną rękę i trzymał piłkarzy krótko. A jak Vuković robi w szatni porządek (żeby mieć porządek na boisku), to kibic się krzywi, że nie rozumie, dlaczego zawodnik X nie gra… Brak tu konsekwencji.

Jeszcze jedno. Świetny mecz zagrał Paweł Stolarski. Ten chłopak jeszcze późną wiosną tego roku tak zadołował, że nie został powołany na młodzieżowe mistrzostwa Europy, mimo że był etatowym członkiem tej drużyny. A teraz wygląda najlepiej w swojej – krótkiej jeszcze – karierze. Dobrze, że się ten Stolarski podniósł z kolan. Dobrze.
Ta Liga Europy jest w zasięgu ręki. Jak trzeba zagrać w rewanżu?
Dokładnie tak samo! Mądrze.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • ursynów

    Pożyjemy zobaczymy.Zobaczymy, czy Liga Europy jest w zasięgu Legii. Grając tak skutecznie jak dotychczas, to wątpię. Ja już pomijam sprawę Kulenović czy Carlitos. Jeśli to jedyny wybór to kaszana- jeden i drugi rażą nieskutecznością. Trudno się nie zgodzić,że Niezgoda znowu coś leczy, a Kante jest po prostu kantem i do gry się nie nadaje.Ma rację redaktor,że ta dzisiejsza Legia to zupełnie inna drużyna , niż ta sprzed miesiąca. Powoli się dociera.Kilku graczy błyszczy(lLewczuk, Cafu, Stolarski, Luquinhas), reszta też nie odstawia chodzonego, gra, walczy. No tylko co z tego- goli jak nie było, tak nie ma.Jeśli Carlitos to nie jest remedium na poprawę skuteczności Legii, to jesteśmy w ciemnej dupie niestety.Pozostała trójka napastników albo nie gra, gdy gra nie strzela. Kulenovic to nie jest zawodnik, który zrobił w Legii progres, moim zdaniem przeciwnie, z roku na rok jak mówił znany komentator z Canal+ – cofa się do tyłu w poziomie swojej gry. Mioduski postawił na Vukovica,może ma rację, ale na mój nos to nie jest trener na Legię.Obym się mylił. A wracając do meczu, no to fajnie się nawet oglądało. Tylko w piłce nożnej nie liczą się wrażenia artystyczne, styl, a skuteczność. Ale jest lepiej.Aha, ten remis to po części moja zasługa. Kiedy jestem na Łazienkowskiej- to Legia przegrywa.

  • smutas

    Duży optymista z Pana redaktora.Mnie trudno podzielać taki optymizm. Pięćdziesiąt lat temu, Górnik Zabrze pokonał w 1/8 finału w rozgrywkach PZP (Puchar Zdobywcy Pucharów) dwa razy Glasgow Rangers 3:1.Trzy bramki w tych meczach zdobył Lubański. A Włodek to ,,ciut” lepszy napastnik był niż Kulenovic. Górnik zresztą dotarł do finału tych rozgrywek , gdzie przegrał z Manchesterem City. W tym samym roku Legia odniosła największy swój sukces w rozgrywkach pucharowych. W półfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych przegrała w dwumeczu z Feyenoordem(0:0 i 0:2).Byłem na meczu na Łazienkowskiej. 0:0 , padający deszcz,pełen stadion. kibiców. Feyenoord wygrał wtedy te rozgrywki pokonując w finale w Mediolanie, odwiecznego rywala,,The Gers” – Celtic FC 2:1. No ale to już historia, a teraźniejszość jest inna. W Legi nie ma zawodników pokroju Deyny, Gadochy, Brychczego, Stachurskiego, Żmijewskiego. 50 lat temu żadnego obcokrajowca w składzie, takie były czasy.Teraz Legia ma Vesovica, Gliwię, Cafu. Polaków gra w pierwszym składzie 3, czasami 4. Taki mamy klimat. Jest jeden wspólny mianownik tych meczów sprzed 50 lat i obecnych. To trener. Obaj obcokrajowcy – Czech i Serb.Jednego i drugiego nazwisko zaczyna się na V. Jaroslaw Vejvoda i Aleksandar Vukowic- jeden trener z dorobkiem, drugi to zdobywający dopiero ostrogi trenerskie.Pierwszy doprowadził Legię na wyżyny piłkarskich rozgrywek, drugi może będzie ,, Aleksandrem Wielkim”? Oby. Ale jako urodzony pesymista nie za bardzo w to wierzę. Wiara w Legię i Vukovica redaktora Tuzimka, przypomniała mnie taką maksymę,, Kto nie wierzy w cuda, nie jest realistą”.I tego należy się trzymać przed rewanżem.

  • xymoxon

    Bajka Tuzimka o dobrym Vuko i złym Carlitosie, czyli „rzetelne” dziennikarstwo.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli