Strzelanina jak w dobrym westernie. Legia drogo płaci za naukę

Autor wpisu: 22 listopada 2016 23:16

Hasłem Legii w Dortmundzie miała być odwaga. I była. Choć Jan Tomaszewski – zanim jeszcze spiłowano mu pazurki – powiedziałby, że komuś pomyliła się odwaga z odważnikiem. Bo mecz wyglądał jak dobry, stary western. Kowboje kopią w obrotowe drzwi, wpadają do saloonu i rozpoczyna się chaotyczna strzelanina. Trup ściele się gęsto, z obu zresztą stron. Widzowie się cieszą, trenerzy nie bardzo.

Niech się Bayern i Lewandowski od Legii uczą! Monachijczycy nie byli w stanie jednego gola Borussii strzelić, a zespół Jacka Magiery zapakował aż cztery. Ot, taki żarcik. Osiem goli straconych to jednak z drugiej strony słabo. Mecz ten pobił chyba z milion rekordów statystycznych Ligi Mistrzów, choć nie był to przecież Puchar Księgi Guinessa.
Taki mecz niedzielni kibice oglądają z przyjemnością, koneserom futbolu hokejowy wynik niekoniecznie musiał przypaść do gustu. Bo piłka nożna polega także na bronieniu. Legia ewidentnie nie jest drużyną, która się boi. Ale – jak pokazał mecz w Dortmundzie – sama odwaga to zbyt mało. W ostatnim czasie zespół Magiery podobał się nam także dlatego, że potrafił być konsekwentny. I skuteczny w obronie.
Tymczasem w Dortmundzie formacja defensywna (bo nie sama obrona) na mecz z Borussią została mocno przebudowana. Jednak zbyt mocno. Nie mógł zagrać na lewej obronie Adam Hlousek, to tam Magiera przesunął Kubę Rzeźniczaka. Co zaowocowało tym, że rozmontowana została para stoperów Pazdan – Rzeźniczak, która ostatnio wyglądała w Legii najsolidniej. Po meczu to każdy jest mądry, ale wydaje się, że jednak rozsądniej było na lewej obronie wystawić Łukasza Brozia, a stoperów zostawić w spokoju. W tym zestawieniu Rzeźniczak nie przekonał jako boczny obrońca, a Czerwiński wyglądał, jakby grał w innym filmie niż reszta zespołu.
O liczbie straconych przez Legię goli zdecydowało również to, że Magiera zaczął mecz tylko jednym defensywnym pomocnikiem – Michałem Kopczyńskim. Obok niego zagrał Guilherme. To było odważne posunięcie, ale przy kontrach „Kopie” nie pomagali ani Brazylijczyk, ani Belg Vadisa Odjidja-Ofoe. Z tak dobrą i szybką Borussią w ten sposób grać się nie da.
Na pewno nie bez wpływu na wynik pozostała roszada w bramce. Zdrowego Arkadiusza Malarza zastąpił Radosław Cierzniak. Dostał szansę zagrania w Dortmundzie, co ma być dla niego z jednej strony nagrodą za dobrą pracę, z drugiej motywacją do dalszego wysiłku na treningach. I dotyczy to nie tylko bramkarzy. To był sygnał dla wszystkich, że mają wylewać siódme poty na treningach, a dostaną szansę.
Cierzniak zagrał już w meczu z Cracovią i zagrał dobrze. Ale wyjazdu do Dortmundu miło wspominał nie będzie. Legii, szczególnie w takim meczu, potrzebny jest bramkarz, który wyborni wszystko i jeszcze trochę. Czyli dużo więcej niż należy do jego obowiązków. Tymczasem Cierzniak – który ma opinię bramkarza przeciętnego – potwierdził, że takim golkiperem właśnie jest. Praca na treningach pracą, postawa fair poza boiskiem też brawo, ale na końcu liczy się to, co jesteś w stanie pokazać na boisku. Cierzniak sam zawalił trzecią bramkę, a i przy dwóch innych golach umoczył paluszki. Poza tym to bramkarz, który nie miał szczęścia. A tu bez szczęścia się nie da. Ale następną szansę powinien dostać. Kiedy? Gdy w Polsce stopnieją już śniegi. Bo najpierw jeszcze muszą spaść. Miał mieć Cierzniak nagrodę, to dostał: worek goli. Teraz przydałby mu się do kompletu jeszcze talon na wizytę u psychologa.
Mecz przegrany 4:8, więc powodu do dumy nie ma. Jednak na pewno pochwalić trzeba Aleksandara Prijovicia, który pokazał, że warto na niego stawiać. A Magiera, że widzi, czyja forma rośnie. Jak sam powiedział przed meczem, przyda się Nikoliciowi trochę konkurencji. I to była najtrafniejsza decyzja personalna trenera Legii w tym meczu. O innych, niestety, nie da się tego powiedzieć.
Z dobrej strony znów pokazali się Odjidja i Miro Radović, ale też wyróżnić trzeba Michała Kucharczyka. Zagrał odważnie, bez kompleksów, zdobył gola i jako jedyny dorównywał rywalom szybkościowo.
W stylu pracy Jacka Magiery jedną z najważniejszych wartości jest sprawiedliwość. Dlatego postanowił dać szansę tym, którzy na co dzień pokazują w codziennych treningach, że nie brzydzą się ciężkiej pracy i nie strzelają fochów, że są pomijani w składzie.
Magiera zrobił te roszady z rozmysłem. Sezon jest długi, będzie tych chłopaków potrzebował. A i nie ryzykował zbyt wiele. Borussia i tak była chyba zbyt silna, a decydujący będzie ostatni mecz w grupie.
Magiera poparzył paluchy, ale przecież to młody trener i kiedyś też musi się uczyć. A mecze z takimi rywalami jak Borussia Dortmund to dla Legii najlepszy uniwersytet. To doświadczenie się przyda i zaprocentuje w przyszłości. Nie tylko trenerowi, ale także tym piłkarzom z Łazienkowskiej, którzy ostatnio byli zagłaskiwani. Taki Bartek Bereszyński – żeby po ostatnim meczu w kadrze nie odleciał – mógł się przekonać w Dortmundzie, że ani na chwilę nie można się zdrzemnąć. Szczególnie gdy rywal gra tak szybko jak Borussia. Brawa dla „Bersia” za ofensywę, ale w defensywie zbyt późno doskakiwał do rywali. A zatem pokora, cierpliwość i praca. Łukasz Piszczek młody już nie jest, ale na prawej obronie w reprezentacji zastąpić go może tylko ktoś, kto umie na jego poziomie nie tylko atakować, ale i bronić.
Trudno Legię po takim meczu chwalić. Ale też trudno z niej szydzić. Mimo wszystko jakieś lekkie poczucie zażenowania jest. Poważne 4:8 to to na pewno nie było.
Na szczęście najważniejszy mecz dopiero przed Legią. 7 grudnia spotkanie o wszystko ze Sportingiem na Łazienkowskiej.
– My tu do Ligi Mistrzów jeszcze wrócimy. Przegraliśmy wysoko i co z tego? Można zamurować bramkę i niczego się nie nauczyć. A my się chcemy uczyć. Takie mecze jak ten i jak spotkanie w Madrycie, to cenne doświadczenie – mówił po spotkaniu Magiera.
Zobaczymy w meczu ze Sportingiem, czy warto było za naukę tak drogo płacić.

Inne artykuły o: Legia Warszawa | Liga Mistrzów

  • ursynów

    Panowie Redaktorzy(mam na myśli i red.Wierzbickiego), ale pojechaliście po tej Legii. No przegrała, defensywa grała na poziomie czasów Hasiego, fakt Cierzniak to nie Fabiański, daleko mu nawet do Malarza,ale skoro grał tak jak widzieliśmy, to może na więcej go nie stać.Pisze Pan Redaktor,że Magierę zagłaskano, a kto go głaskał,trzeba się uderzyć we własne piersi.Ja jestem tylko wierny kibic Legii i wolę 4:8, niż 0:6.Wolę grę takiego jak wczoraj Beresia,czy nawet Kopczyńskiego,niż lansowane przez Canal+ gwiazdy Podlasia, Vasiliew, Cernych, czy Góralski.Czy ci panowie zagrali by z taką Borussią na 4 do przodu?Bo na więcej niż 8 do tyłu na pewno.Mierz siły na zamiary,widocznie na dzień dzisiejszy Legia ma takie siły.
    Cierzniak ,to przeciętny ligowy bramkarz, słaby był.Ale nie kopmy leżącego,chłop pokaże jeszcze,że umie łapać piłkę.
    Więcej zrozumienia, dajcie chłopakom i trenerowi trochę czasu.Skoro wpis Pana Redaktora był w konwencji westernowej, to chciałbym aby nie był Pan Kapitanem Monastario ze Znaku Zorro.No bo Don Diego de la Vegą,raczej Pan nie będzie, na to wyłączność ma red.Smokowski ,co za wąsy,pozazdrościć.No i ten komentarz po meczu w studio Canal+. Ale jak to mówią, jakie wąsy, taki komentarz.
    No to do zobaczenia na Łazienkowskiej ze Sportingiem.Myślę,że będzie lepiej.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli