Sadiku ma gola, a nawet dwa. A Chukwu? Dużo niedoróbek

Autor wpisu: 25 października 2017 23:16

Czy Drutex-Bytovia – 13. zespół 1. ligi – może być dla Legii wyzwaniem na podstawie którego będziemy w stanie powiedzieć, że zespół z Łazienkowskiej ma kryzys za sobą? Teoretycznie tak, bo drużyna z Bytowa wyeliminowała w poprzednich rundach Pucharu Polski Lechię Gdańsk i Pogoń Szczecin. W praktyce okazało się, że był to trudny rywal, ale tylko dlatego, że Legia – mając go już rozłożonego na łopatki – pozwoliła mu wrócić do życia. Co prawda Bytovia wbiła Legii gola po rzucie rożnym, ale to nikogo nie dziwi, bo obrona przy stałych fragmenty to pięta achillesowa mistrzów Polski. Czy tego naprawdę nie da się poprawić odpowiednią pracą na treningach?

Legia wygrała na wyjeździe 3:1, ale – dość niespodziewanie – po przerwie miała sporo kłopotów z niżej notowanym rywalem. Jak zwykle ostatnio, drugą połowę zespół Romeo Jozaka miał słabiutką.
W lidze – po traumie związanej z haniebną „nocą spadających liści” , do jakiej doszło po powrocie drużyny z Poznania – Legia wygrała skromnie dwa razy po 1:0. W obu meczach widać było nie tyle poprawę jakości gry, co zaangażowanie, walkę i wielką wolę zwycięstwa.
Jednak meczu w Bytowie nie można traktować jako kontynuacji tego, co dzieje się w Ekstraklasie. Puchar to szansa dla zmienników, dla tych, którzy w lidze przegrywają rywalizację o miejsce w składzie.
Trzeba przyznać, że Legia ma w tej edycji Pucharu Polski – dzięki łatwiej drabince – dużo komfortu do prowadzenia eksperymentów personalnych w tych rozgrywkach. W ćwierćfinale Drutex-Bytovia, wcześniej Wisła Puławy i Ruch Zdzieszowice – no to jest dla Legii wręcz autostrada do półfinału Pucharu Polski.

Jeśli u kibiców Legii pojawiał się przed wyjazdem drużyny na Kaszuby jakiś dreszczyk niepewności, to tylko dlatego, że Jozak zapowiedział rotację w składzie. Chorwat mógł sobie na to pozwolić, bo przecież w ćwierćfinale będzie jeszcze mecz rewanżowy w Warszawie, więc – w razie jakiejś wpadki – będzie można odrobić straty.
Dlatego odpoczywali Arkadiusz Malarz, Michał Pazdan czy Kasper Hämäläinen. Do Bytowa nie pojechał także Thibault Moulin, który walczy z urazem.
Kibice Legii byli ciekawi, co grają ci, których Jozak trzyma ostatnio na ławce rezerwowych, a mają duże nazwiska: Radosław Cierzniak, Maciej Dąbrowski czy Artur Jędrzejczyk. Czy młody Sebastian Szymański, który u Jozaka jeszcze zbyt dużo nie pograł. No i jak pokażą się w większym wymiarze czasowym ci, których kupiono do Legii na ważne mecze w pucharach, a oni na razie rozczarowują nawet w lidze: Armando Sadiku i Cristian Pasquato. No i jest jeszcze piłkarz, który wymyka się wszelkim kategoryzacjom: Daniel Chima Chukwu. Grzech ciężki i największy wyrzut sumienia – poprzedniego jeszcze – pionu sportowego Legii, który zakontraktował to indywiduum w klubie z Łazienkowskiej.
I co oni pokazali w Bytowie? Po kolei. Jędrzejczyk wrócił do gry po raz pierwszy od operacji palca u ręki. Wszedł po przerwie za Łukasza Brozia na prawą obronę. Po 20 minutach zajął miejsce Astiza na stoperze. Bez fajerwerków, ale i bez błędów.
Dąbrowski zagrał przyzwoicie. Pewny w obronie i świetna, kilkudziesięciometrowa asysta do Sadiku przy pierwszym golu. Wiemy, że „Dąbi” to potrafi, choć ostatnio takich długich podań nie pokazywał. Bo i grał mniej. Występ – oczywiście tylko na tle 1.ligowej Bytovii – bardzo obiecujący. Chłop gotowy do trudniejszych wyzwań.
Sadiku – jak mawiają trenerzy – ma gola. Czyli łatwość zdobywania bramek. W Bytowie wystarczyło mu jedno dotknięcie piłki, żeby znalazła ona drogę do siatki. Podobnie było przy golu na 3:1. Luz, spokój, precyzja. Albańczyk jak przychodził do Legii to przekonywał, że zdobędzie dla swojej nowej drużyny 20 bramek w sezonie. I jestem skłonny wierzyć w to, że może to mu się udać. Do tej pory nie pokazał całego potencjału. To typ napastnika, który żyje z podań pomocników, a z tym było ostatnio w Legii słabiutko. Albańczyk irytuje jednak samolubstwem. W ogóle nie dostrzega kolegów pod bramką. Gra na własną dobrą notę i przychylność trenera.
Pasquato zdobył gola, ale grał nierówno, miał niebezpieczne straty piłki w środku pola. Ma przebłyski, ale koszulka z numerem 8 po Vadisie Odjidji Ofoe, ciągle na Włocha zbyt duża. Ciekawe też czy ktokolwiek mu mówił, że pomocnik musi też pracować w defensywie. Zachowuje się na boisku jakby nigdy o tym nie słyszał.
Sebastian Szymański pokazał te walory, z których jest znany. Jak powiedział o nim – komentujący to spotkanie w Polsat Sport – trener Bogusław Kaczmarek „ma takie ekskluzywne odejście z piłką, co jest na jego pozycji bardzo ważne”. No i pięknie.

Dla Chukwu była to może ostatnia szansa na pokazanie, że warto go zostawić w Legii. Facet jest w klubie już 10 miesięcy, więc w końcu powinien być w formie. W tyle czasu to można chyba nawet słonia do futbolu przygotować. A Chukwu? No coś chciał, ale jeśli tylko tyle jest w stanie zaoferować mając nóż na gardle, to jednak powinien szukać innego kluby niż Legia. W drugiej połowie zdechł fizycznie. Recenzja Bobo Kaczmarka: „ma dużo niedoróbek. Strzał na bramkę wymaga jeszcze dużo pracy nad techniką uderzenia”. No ludzie złoci! Przecież to jest Legia, a nie szkółka niedzielna.
Szkoda, że na skutek kontuzji w Bytowie nie mógł zagrać Łukasz Moneta. Przed sezonem Legia ściągnęła go z Ruchu, jako aktualnego kadrowicza młodzieżówki, w której prezentował się naprawdę dobrze. Dzisiaj ten chłopak gania się po trzecioligowych boiskach w drużynie rezerw. Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś w czerwcu – nie do końca przemyślaną decyzją – zrobił temu zawodnikowi krzywdę. Bo jak się do Legii nie nadaje, to należało go zostawić w spokoju w Ruchu lub gdziekolwiek. A jeśli się nadaje, to musi dostawać jakieś szanse. Nie jedynie z amatorami z Finlandii wczesnym lipcem.

Piłkarze Bytovii, wspierani przez możnego sponsora Drutex, mają obiecane od 300 tysięcy do pół miliona za wyeliminowanie Legii. Wiadomo więc było, że motywacji im nie zabraknie. Tyle, że chcieć, nie zawsze znaczy móc. Kasa zostanie w sejfie sponsora. Bo po 1:3 u siebie, do Warszawy można jechać tylko na wycieczkę turystyczną.
Legia ten mecz zapamięta raczej z tego, że na 20 minut zgasły jupitery. Po niespodziewanej przerwie, gospodarze złapali drugi oddech i trochę postraszyli Legię. Błąd Wolskiego i gol Sadiku zamknął mecz i całą rywalizację. Legia praktycznie jest już w półfinale Pucharu Polski.
A jednak niepokojące jest, że podobnie jak w dwóch poprzednich meczach ligowych, z Lechią i Wisłą drużyna Jozaka gaśnie w drugiej połowie jak światło na bytowskim obiekcie. W lidze jeszcze dużo grania, a jak ma się siły na 45 minut, to nic dobrego nie wróży. Co gorsza, do zimowej przerwy nie za wiele da się z tym zrobić.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli