Czy Sa Pinto zostanie zapamiętany w Warszawie jako król, czy jedynie jako Ryszard Mściwy?

Autor wpisu: 12 stycznia 2019 20:05

Piłkarze Legii trenują ciężko na zgrupowaniu w portugalskiej Troi. Sporo biegania, interwałów i ćwiczeń, które mają dać siłę. Przed rokiem zgrupowanie w USA – jeszcze za czasów Romeo Jozaka –  skończyło się katastrofalną dyspozycją zespołu wiosną. Tym razem tzw. baza ma być dobrze zrobiona.  Legioniści trenują zatem w Portugalii, a w Polsce nie milknie dyskusja po decyzjach personalnych, jakie Sa Pinto podjął przed rozpoczęciem styczniowego okresu przygotowawczego. Najwięcej się oczywiście mówi o „odstrzeleniu” Arkadiusza Malarza. Ale nie tylko.

W tygodniu ukazał się w „PS” tekst autorstwa Izy Koprowiak, która przytaczając różne historie z życia Legii odsłoniła publicznie – bo po cichu od dawna się o tym w środowisku mówiło – bardziej mroczne oblicze Ricardo Sa Pinto. W artykule pada –  w odniesieniu do stosunków panujący w drużynie – określenie „toksyczna rodzina”. A ludzie w komentarzach nazywają trenera Ricardo… Ryszardem Mściwym.
Tekst Izy Koprowiak był mocny. Bardzo mocny. Chyba o żadnym trenerze w Polsce nikt w ostatnich miesiącach tak nie napisał. Co ciekawe materiał nie wzbudził tak wielkiej dyskusji, na jaką zasługiwał. Można się domyślać, że klub wyciszył temat nie odnosząc się do artykułu, a dziennikarze związani z Legią jakoś dziwnie nie podjęli tego wątku.
O czym więc napisała Iza Koprowiak? O władzy absolutnej Sa Pinto, którego rządy w klubie wykraczają mocno poza trenowanie drużyny. Że robi porządki było wiadomo, że bezwzględnie usuwa tych których nie chce, też było wiadomo. Także to, że nie znosi nieposłuszeństwa. Pamiętny tweet Arkadiusza Malarza, który całej Polsce oznajmił, że „nie da się zgnoić”, nie mógł zostać mu wybaczony. Nawet pomimo późniejszych przeprosin i bicia się w piersi przez bramkarza. Sa Pinto zapamiętał sobie wielokrotnego kapitana Legii jako człowieka krnąbrnego, mającego swoje zdanie. Ukarał go najpierw przesunięciem na ławkę, a później na trybuny. Teraz na początku stycznia – jak mówi młodzież – wytarł nim podłogę. Malarz był jedynym zawodnikiem, który dzień przed odlotem do Portugalii dowiedział się, że nie leci z drużyną na obóz.
Iza Koprowiak pisze: „Niesmak budzi sposób, w jaki decyzja została przekazana. Jeszcze w niedzielę Malarz stawił się na badaniach w klubie. Brali w nich udział wszyscy, którzy mieli lecieć na zgrupowanie do Portugalii. Bramkarz wiedział, że na grę u Sa Pinto nie ma szans, jednak na obóz miał jechać – znajdował się na liście jako jeden z czterech golkiperów. Był gotowy do wyjazdu, kiedy dowiedział się, że zostaje w Polsce. Nie usłyszał tego bezpośrednio od trenera – ten do Polski nie przyleciał po przerwie świątecznej, czekał na zawodników na miejscu w Portugalii. Malarzowi pozostało się rozpakować i dziś stawić na treningu rezerw”.
Przypomnijmy, że wcześniej Sa Pinto skończył w podobny sposób Krzysztofa Mączyńskiego, na którego miejsce ściągnął Portugalczyka Andre Martinsa. Także w sztabie szkoleniowym dzieją się ciekawe rzeczy:
„Łazienkowską po cichu opuścił też Krzysztof Dowhań – autorytet trenerski. Zdecydował się na operację, o której myślał od dawna, lecz zwlekał. Jesienią uznał, że to dobry moment, bo Sa Pinto ma swojego szkoleniowca bramkarzy, a rola Dowhania została bardzo mocno ograniczona. Zresztą dla Polaków w sztabie Legii to trudny czas: jesienią w trakcie odpraw byli wypraszani z pomieszczenia, w których się odbywały. Sa Pinto ma zaufanie tylko do współpracowników, którzy przyszli razem z nim. Odcina swoją drużynę od reszty zespołów, szkoleniowcy juniorów i rezerw mają zakaz przebywania na treningach „jedynki”. Zamiast uczyć się od Portugalczyka, są izolowani. Polaków zachowanie Sa Pinto oburza, za to jego portugalscy współpracownicy są do tego przyzwyczajeni. Asystent Rui Motta jest na jego każde skinienie. Bywało, że o godzinie 23 wracał na Łazienkowską, bo jego szef zostawił kosmetyczkę, musiał mu ją dostarczyć do mieszkania. Przywozi specjalne koktajle, parzy herbatę, dostarcza jedzenie – Sa Pinto przywykł, że ludzie dookoła są po to, by mu służyć. I tak też ich traktuje. Jedność, o której opowiada, jest pozorna, zbudowana przede wszystkim na strachu” – czytamy w artykule w „PS”.
Dla tych, którzy zastanawiali się czy całkowita rezygnacja z Jose Kante, zawodnika, który był sprowadzony do Legii raptem latem jest wyłącznie efektem formy sportowej, mamy odpowiedź. Sa Pinto wprowadził zasadę w drużynie, że zawodnicy – nawet w dni wolne – mają zakaz oddalania się od klubu na więcej niż 30 kilometrów. Jeszcze jeden cytat z „PS”:
„Portugalczyk wprowadził tę zasadę po tym, jak William Remy wolny weekend wykorzystał na pobyt w Paryżu. Ofiarą tego zapisu stał się Kante. Podczas listopadowej przerwy na mecze kadry napastnik chciał polecieć do syna w Hiszpanii. Legioniści ostatnie spotkanie przed przerwą rozgrywali w Szczecinie i Kante już wcześniej wykupił lot z Berlina, bo tam miał najbliżej. Po meczu z Pogonią wyjechał, wbrew regulaminowi. Sa Pinto mu tego nie wybaczył. Po starciu z Portowcami wpuścił tylko na kilka minut w spotkaniu z Lechią (0:0), teraz zawodnik usłyszał, że może szukać nowego pracodawcy.
Piłkarze płacą kary za najmniejszą niesubordynację. Jeśli nie odbiorą telefonu od sztabu, kosztuje ich to kilkaset euro. Bez zgody Sa Pinto nie mogą rozmawiać z dziennikarzami – Portugalczyk osobiście wybiera, kto z którym przedstawicielem mediów może się spotkać. Chce mieć kontrolę nad wszystkim – po klubie krążyła informacja, że kiedy zamieszkał w apartamencie przy ul. Złotej, zażądał, by klub dowiedział się, kim są jego sąsiedzi. Zabronił również podawania swojego numeru telefonu, który znają nieliczni”.
Rzeczywiście łatwego charakteru Portugalczyk nie ma. Stugębna plotka krążąca na Łazienkowskiej mówiła, że Sa Pinto wprawił w konsternację pracowników klubu, kiedy odmówił przyjęcia samochodu, który dostarczyła mu Legia, gdyż okazało się, że wielki SUV – Volvo XC 90, nie spełnia jego oczekiwań…

Tyle o charakterze, bo Portugalczyka bronią wyniki. Przynajmniej póki co. Ale i on sam wie, że brak dubletu na koniec rozgrywek będzie oznaczał dla Legii porażkę. Dziś zespół z Łazienkowskiej jest wiceliderem, tuż za plecami Lechii, której wyniki w tym sezonie są mocno ponad stan. Ale gdańszczanie łatwo się nie poddadzą. Należy się też liczyć z tym, że Lech Poznań Adama Nawałki to będzie wiosną silna drużyna i to może być główny konkurent Legii. O mistrzostwo klub z Warszawy będzie musiał ciężko walczyć. Warto jednak pamiętać, że Legia była budowana z myślą o Europie. Jej budżet jest dużo większy niż konkurencji, zawodnicy drożsi, zarabiający lepiej niż w jakimkolwiek innym klubie. Mistrzostwo Polski z takim potencjałem to jest dla Legii i jej trenera obowiązek, punkt wyjściowy do rozgrywek europejskich. Więc od Sa Pinto można wymagać. Z Legią – dużo słabszą niż ta obecna – dublet zdobył nawet trener drużyn kobiecych Dean Klafurić. Więc póki co osiągnięciami Sa Pinto nie ma się co zachwycać. Jego zespół nadal nie jest liderem, a styl jest daleki od porywającego. Legia nadal w tej słabej lidze nie dominuje rywali. A ma zadziwiająco sporo wpadek np. mecz z Wisłą u siebie 3:3 czy bezdyskusyjna porażka z – tylko solidną – Pogonią w Szczecinie.
Niezależnie od tego co napisała Iza Koprowiak, kibice jednak patrzą głównie na wynik. Dla fanów wywalczenie dubletu rozgrzeszy wszystkie metody i decyzje personalne Portugalczyka. Nawet te najbardziej kontrowersyjne. Zresztą u wielu kibiców pokutuje myślenie, że najlepszy jest ten trener, który „weźmie za mordę tych rozpasanych gwiazdorków”. Dlatego dziś podoba im się jak „sprząta” Sa Pinto, wcześniej chwalili ciężką rękę Stanisława Czerczesowa, a jeszcze dużo wcześniej patologiczne metody Janusza Wójcika.
Ja osobiście wierzę, że porządek i dyscyplina pomagają osiągnąć sukces, ale bez przegięć, bez zagrań pokazujących brak szacunku do ludzi, bez „chorych” metod wbijających ludzi w depresję.
W poprzednich klubach Sa Pinto, odchodził/był zwalniany z hukiem. Popadał w konflikty, budował atmosferę nie do wytrzymania, nie był skłonny do kompromisów. Żegnano go z ulgą, niezależnie od wyniku sportowego. Jak będzie w Warszawie? Czy on sam, klub i piłkarze są w stanie w takiej konstrukcji „władzy absolutnej” wytrzymać ze sobą trzy lata, bo taki podpisał kontrakt? Tego nie wiadomo. Wątpliwe, bo w żadnym klubie nie wytrzymał dłużej niż 10 miesięcy.
Wiadomo jedno, że w drużynie zostanie po Sa Pinto całkiem pokaźna kolonia jego rodaków. A coś do gabloty z klubowymi trofeami? No już po pierwszych meczach wiosną zobaczymy czy Portugalczyk trafił z przygotowaniami.
Czy zostanie zapamiętany jak król czy jedynie jako Ryszard Mściwy…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • zgubek

    Podobno wszystkie Ryśki to fajne chłopaki. Czytając ten tekst, a zwłaszcza przytaczane fragmenty z artykułu I. Koprowiak- to można mieć duże wątpliwości.I wtedy należałoby zmodyfikować ten bon mot(bez względu na wyniki Legii, bo w sporcie liczy się nie tylko wynik)- Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki,lecz ten akurat to… byle jaki.

  • Piotr Borkiewicz

    Pani Iza miała chyba osobisty motyw żeby źle napisać o trenerze z powodu incydentu na konferencji prasowej. Nie wiem czy dobrze zapamiętałem ale chyba Sa Pinto ograniczył możliwość robienia wywiadów z zawodnikami. No i zaczęła się akcja „toczenia beczki na Sa Pinto”
    Nie wiem co dziennikarze rozumieją pod określeniem „władza absolutna w klubie”? Czy trener wchodzi z buta do wszystkich biur w Legii i ustawia im robotę? Jeśli są takie fakty, to prosimy o konkrety.
    Jeśli chodzi o pierwszy zespół, to chyba oczywiste jest że trener jest „dowódcą” i on ustala warunki pracy. Jestem kibicem Legii chodzącym na mecze i widzę że twarda ręka trenera swoje robi. To prawda że Legia nie gra porywająco, ale po pierwsze do takiej gry potrzebni są porywająco grający zawodnicy a po drugie potrzebny jest czas na przebudowanie i zgranie zespołu.
    Sa Pinto ma trudne zadanie, bo przegrupowuje zespół w marszu, tzn odmładza i jednocześnie musi wygrywać. Trener potrzeuje zawodników którzy chcą trenować i grać a nie dyskutowac z nim o jego metodach.
    Malarz stał się pewnego rodzaju ofiarą ale ma już 39 lat a Legia musi promować młodych zawodników (czy nie tego się domagają wszyscy dziennikarze?) a Majecki jest uważany za jednego z najbardziej utalentowanych bramkarzy w Polsce. Trudno jest jednocześnie

    • xymoxon

      Polskie media sportowe od dłuższego czasu szorują po dnie.

      • Piotr Borkiewicz

        Trzeba się uderzyć i we własną, czytelniczą pierś. Być może najlepiej sprzedaje się drwina, sarkazm, krytykanctwo bo masa czytelnicza lubi to czytać? Ludzie uwielbiają jak się przeczołga kogoś bogatszego, z lepszą pozycją społeczną.

  • ursynów

    Czy zostanie zapamiętany jako Król Ryszard, czy jako Król Ryszard Mściwy? Oto jest pytanie.Zobaczymy. Po przeczytaniu tekstu redaktora i obszernego wpisu Piotra Borkiewicza-to jestem w punkcie wyjścia.No bo czy ten Pinto to dobrze robi,robiąc to co robi- a artykuł I. Koprowiak to akt swoistego odwetu. Teksty Pani Koprowiak nie za bardzo mnie porywają, do piłki wnoszą najwyżej trochę sensacji. Są mi obojętne.
    Zgadzam się z Panem Borkiewiczem,że trener jest dowódcą i on ustala warunki pracy związane z wykonywanym przez piłkarzy zawodem.Każdy trener ma swoją wizję i metody.Co do wizji zgadzam się z Panem Piotrem, co do metod nie do końca.Ile w enuncjacjach o metodach Sa Pinto jest prawdy?Trenera zawsze bronią wyniki, poczekajmy na koniec sezonu. Przeglądając CV pana Sa Pinto to w ciągu swojej 8 letniej kariery trenerskiej, trenował 9 klubów, w tym takie giganty jak Al- Fateh FC, PAE Atromitos(2 razy), OFi 1925. W zasadzie w żadnym klubie nie przepracował dłużej niż rok( w Legii jest już 6 miesięcy). Zwalniano go za brak wyników i trudny charakter. Taki bardziej Czarny Piotruś , niż Król Ryszard.Miał jeden na prawdę mocny akcent, zanim jeszcze został trenerem. W 1997 roku nie zgadzając się z ówczesnym trenerem reprezentacji Portugalii Arturem Jorge- po prostu go pobił.
    Oby nie zastosował tego w Legii w stosunku do jakiegoś piłkarza, czy do Prezesa Mioduskiego. I jeszcze jedno.Drużyna z Łazienkowskiej staje się przystanią dla Portugalczyków, redaktor Tuzimek pisze,że być może po Sa Pinto zostanie pokaźna kolonia jego rodaków.Coś w tym jest,to naród żeglarzy, odkrywców i kolonizatorów. Każdy zna z lekcji geografii lub historii Bartolomeo Diasa, Vasco da Gamę, Ferdynanda Magellana.
    Ale wśród tych,, explorerów” świata – był także Fernao Mendes Pinto(1509-1583), który podczas wyprawy do Chin splądrował cesarskie groby, za co mu obcięto kciuki i skazano na rok pracy przy rekonstrukcji Wielkiego Muru Chińskiego. Czyżby był to protoplasta naszego Pinto?I ta rekonstrukcja?

  • xymoxon

    Sa Pinto robi swoje i w głębokim poważaniu ma takie czy inne sympatie pismaków. Osobiście uważam, że bardzo słusznie ograniczył dostęp zawodników do mediów, bo dzisiejsze media nie mają nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem.

    • zgubek

      Brawo, pismaki na Madagaskar. Sa Pinto to jest dopiero autorytet.

      • xymoxon

        Rozumiem, że się nie podoba. Bo obcy, nie mówi po polsku, nieposłuszny, a w dodatku trzyma pismaków krótko. Ciężko na to zapracowali.

        • zgubek

          Xymoxonowi się podoba, lubi dowalić pismakom, no bo ci się nie znają na piłce,w przeciwieństwie do niego.No cóż każdy ma jakieś kompleksy.

          • xymoxon

            No nie wiem, kto komu dowala jak czytam, co wypisuje się pod adresem tego trenera. Chyba jednak nie od tego jest dziennikarstwo.

      • Piotr Borkiewicz

        zgubek
        Pismaki mają swój duży udział w psuciu polskiej piłki. Czytam prasą sportową od lat i wyraźnie widać spadek poziomu merytorycznego dziennikarzy. Teraz króluje statystyka o której mądrzy ludzie mówią że jest jak bikini. Dużo pokazuje, ale najważniejsze ukrywa.
        Dziennikarze bardzo często czołgają trenerów z powodu wyssanych z palca bzdur a kompletnie i przez lata nie dostrzegają (bo nie chcą) poważnych problemów. Schlebiają tłuszczy propagując w ten sposób głupotę.
        Jest tyle spraw do naprawienia w polskiej piłce, piszcie o tym. Sa Pinto przyszedł i odejdzie a problemy polskiej piłki pozostaną. Może się wysilcie i napiszcie jak się gospodaruje pieniędzmi w innych klubach i czy gangsterzy ich nie doją. Ale prościej pouczać Pinto kto ma grać a kto nie.

        • zgubek

          Nie ten adres, nie jestem dziennikarzem. Obarczanie winą dziennikarzy(mają swój duży w psuciu polskiej piłki) to duże nadużycie. To nie dziennikarz decyduje jak grają piłkarze i funkcjonują kluby. Myślałem,ze Pan ma trzeźwe spojrzenie na piłkę, bo czytam pana wpisy. No,ale widocznie byłem w błędzie.Tak więc podtrzymuję swój ironiczny wpis,,pismaki na Madagaskar”- teraz to czas nowych ekspertów, życzę powodzenia.,,Redaktorze Dariuszu Tuzimek nie idźcie tą drogą”- te wasze wszystkie artykuły to tylko woda na młyn dla gangsterów, którzy gospodarują pieniędzmi w klubach(innych) i ich doją. Dlaczego o tym pan nie pisze? Aha i do Piotra Borkiewicza jeszcze jedna uwaga,trzeba czytać uważnie co piszą dziennikarze, w tym red. Tuzimek. Krytyka w pana wykonaniu i xymoxona to czysty populizm, tak powszechny teraz za dobrej zmiany.

          • Piotr Borkiewicz

            Ale dyskutujemy o roli dziennikarzy w kształtowaniu klimatu w Polskiej piłce.
            Ja uważam że mają w tym spory udział poprzez kształtowanie opinii publicznej a ta ma wpływ na decyzje prezesów i samych trenerów.
            Być może nie jest to wpływ decydujący o słabej kondycji naszej piłki, ale na pewno jej nie pomaga.

      • Piotr Borkiewicz

        Nie jesteśmy osamotnieni w ocenie „pismaków”. Zacytuję opinię Jarosława Królewskiego: „Media zniekształcają rzeczywistość. Robią przedziwne karykatury z dobrych uczynków. Deprecjonują. „

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli