Puchar Polski nadal do zdobycia przez Legię. Ale co do cholery robi jeszcze w tej drużynie Chima Chukwu?

Autor wpisu: 21 września 2017 18:26

Legia Warszawa zagra w ćwierćfinale Pucharu Polski. I to jest dobra wiadomość dla przechodzącej poważne zawirowania drużyny mistrzów Polski. Gorsza jest taka, że zmierzy się z Druteksem-Bytovią. A pierwszoligowiec już odprawił z rogrywek Lechię i Pogoń Szczecin. Kolejna zła informacja jest taka, że wynik 4:0 w 1/8 finału z Ruchem Zdzieszowice mocno przekłamuje rzeczywistość. Piłkarzom Legii na razie się nie polepszyło.

Wygrana z 13. (!) zespołem III ligi może i okazała, ale zachowując szacunek dla przeciwników, umówmy się, że mistrzowie Polski mogli i powinni rozstrzygnąć ten mecz szybko i bez najmniejszych problemów nawet swoim trzecim składem. Tymczasem zagrał skład drugi, a w drugiej połowie Romeo Jozak musiał się posiłkować zawodnikami z pierwszej jedenastki (Kucharczyk, Sadiku), bo na grę legionistów długimi momentami nie dało się patrzeć.

Inna sprawa, że gospodarze – podejmujący Legię w Opolu – wyjątkowo się na ten mecz spięli. Nie co dzień gości się takiego przeciwnika, nawet jeśli nie przyjechał on w swoim najsilniejszym składzie. Piłkarze Zdzieszowic najprawdopodobniej będą wspominać to spotkanie jako jedno z najważniejszych w karierze i trzeba przyznać, że – szczególnie – w pierwszej połowie było widać ich determinację.
Dawid Rudnik z Ruchu mówił przed meczem w rozmowie ze sport.pl, że dla nich to prawdziwe święto, ale postarają się sprawić niespodziankę.
– Piłkarze Legii to zwykli ludzie, którzy grają w piłkę tak samo jak my. Wszystko jest możliwe. Kluczowa będzie stalowa defensywa i gra z kontry. Na to nastawiamy się najbardziej, ale przebieg meczu może zweryfikować przedmeczowe założenia.
Niespodzianki w czwartek nie było, ale trzecioligowcy napsuli trochę krwi mistrzom Polski – na przerwę obie drużyny powinny schodzić przy wyniku 0:0. Szczerze, nie dało się patrzeć na grę Legii. Trudno nawet wskazać, które elementy gry szwankowały najbardziej – było po prostu bardzo źle. Rzut karny, po którym Łukasz Broź zdobył bramkę dla Legii, został wymuszony. Nie to, żeby Jarosław Niezgoda wymuszał coś na arbitrze. Nie. Po prostu sędzia się pomylił. Sam faul był bardzo wątpliwy, a jeśli już – to przed polem karnym.
Co na boisku robił na przykład Chima Chukwu pozostanie zagadką. Niewidoczny, niezaangażowany w grę i niedokładny, został zmieniony po przerwie przez trenera Jozaka na Kucharczyka. Ciekawe, czy Jozak zna jego kontrakt i zarobki, i właśnie drapie się po głowie co zrobić z facetem. Bo to przypadek beznadziejny.
W drugiej połowie Legii szło lepiej, a przede wszystkim skuteczniej. Bramki Sadiku, Szymańskiego i Dąbrowskiego przesądziły o awansie drużyny z Warszawy. Ale jeśli mielibyśmy napisać jakieś optymistyczne wiadomości dla kibiców o grze mistrzów Polski, to jest na to stanowczo za wcześnie.
Poczekajmy na mecze z Jagiellonią czy Lechem.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • ursynów

    Oglądając mecz rozbolały mnie zęby.To co gra Legia to jedna wielka paranoja.Bez ładu,bez składu(dosłownie),jednym słowem do dupy.Padło pytanie,co robi jeszcze w tej drużynie Chukwu.No odpowiedź jest prosta,bierze szmal.Jeśli Legia ma bać się Druteksu- no to może niech nie wychodzi na boisko.Co jest naprawdę warta, pokaże mecz w Białymstoku.Czarno to widzę,ale może Romeo okaże się cudotwórcą?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli