Pierwsza robota wykonana, można się brać za następną

Autor wpisu: 17 lipca 2018 23:22

Legia pokonała 3:0 Cork City i jest już w II rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów. Chciałoby się napisać, że wygrała pewnie i swobodnie, ale to by była nie do końca prawda. Zwycięstwo Legii i awans w pełni zasłużone, ale niebezpiecznych chwil dekoncentracji było dużo. Na pewno jest jeszcze co poprawiać.

Irlandczycy przyjechali do Warszawy z tym samym pomysłem na grę, co w pierwszym spotkaniu, czyli z próbą strzelenia gola ze stałego fragmentu gry. Nawet to nie dziwi, bo przecież nie mogli się w tydzień nauczyć grać w piłkę. Bo – przy całym szacunku dla rywali Legii – zespołu Cork City to futbol prosty do bólu. Piła do przodu i walka, a jak się uda dojść do pozycji strzałowej to walić z całej siły, a może wejdzie. Futbol – delikatnie to określając – bezpośredni. Bez budowania akcji, bez trzymania piłki, bez wyszukanego rozegrania. Na tle takiego przeciwnika Legia miała okazję poćwiczyć grę w nowym ustawieniu, co jest jej jak najbardziej potrzebne.
Bo Legia konsekwentnie znów trójką w obronie (Remy, Astiz, Wieteska) oraz Marko Vesoviciem i Michałem Kucharczykiem na wahadłach. W drugiej „Kuchego” zastąpił w bieganiu przy linii Adam Hlousek, bo wiadomo było, że mając dwie bramki przewagi, warto się bardziej skupić na defensywie, a i Kucharczyka trzeba oszczędzać na sobotni mecz z Zagłębiem Lubin.
Na boisku od początku meczu z Cork City pojawił się Dominik Nagy. Węgier został umieszczony bliżej środka boiska, by razem z Cafu konstruować ofensywne akcje Legii, a za powstrzymywać rywali był odpowiedzialny Krzysztof Mączyński. Nagy zaliczył występ… dyskretny, choć trzeba przyznać, że walczył i się starał, więc chyba zamierza zostać przy Łazienkowskiej na dłużej.
Odpoczywał za to Sebastian Szymański, co potwierdza, że mecz z Irlandczykami był traktowany w Legii jeszcze jako czas eksperymentów i niezbędnej rotacji w składzie, której przez najbliższe dwa miesiące będzie dużo. O ile oczywiście zespół z Łazienkowskiej będzie awansował dalej, do kolejnych rund eliminacji europejskich pucharów.
Ale żeby to się stało – już od następnej rundy, gdy rywal będzie bardziej wymagający – trzeba skończyć z chwilami dekoncentracji, jakie się we wtorek przydarzały legionistom zbyt często. Najczęściej niestety Williamowi Remy’emu. Niestety, bo to – co pamiętamy z poprzedniego sezonu – dobry piłkarz, ale we wtorek wieczorem był kompletnie rozkojarzony. A to zdecydował się na strzał niemal z połowy boiska, a to nieodpowiedzialnie zagrał piłkę na klatkę Arkowi Malarzowi, a to się „zdrzemnął” gdy zza pleców wyskoczył mu jeden z rywali i centymetrów zabrakło Irlandczykowi, żeby uderzyć piłkę głową pięć metrów od bramki Legii. Ani chybi skończyłoby się golem. Miała Legia i Remy w tej sytuacji szczęście.
Kapitalnych „setek” sam na sam z bramkarzem gości nie wykorzystali Kante i Vesović. Jak będą poważne zawody na Łazienkowskiej, a nie irlandzki folklor, za takie błędy trzeba będzie płacić. Legia nie może się aż tak otwierać, bo będzie kontrowana. Więcej spokoju i dojrzałości boiskowej, bo bez tego trudno pokazać swoją przewagę w jakości piłkarskiej.
Pierwszy gol dla Legii to zbiorowa zasługa trójki: Wieteska (dobre, długie, crossowe podanie) – Cafu (świetne zgranie piłki z woleja w pole karne w trudnej sytuacji) – Jose Kante (pierwszy gol dla Legii, także po uderzeniu z woleja). Ale i tak na nic by się zdał kunszt trzech legionistów gdyby nie gruby błąd bramkarza Cork City, który wybiegł z bramki „po fajki” i nie zdążył wrócić do bramki.
Legia ma w nowym sezonie trochę większe możliwości w rozegraniu stałych fragmentów gry. Trzech „nowych”: Wieteska, Kante i Carlitos dobrze grają głową, więc można już częściej wrzucać piłki górą w pole karne z rzutów wolnych i rożnych. Przeciwko Cork Legia pokazała też jeden „kombinacyjny” sposób na rozegranie wolnego. Dobre to było, choć nie udało się do końca. Dobrze jednak wiedzieć, że Legia nad tym latem pracowała.
Najlepszy na placu był w Legii Cafu. Widać, że dobrze się czuje od początku sezonu, zaaklimatyzował się w drużynie na dobre, a w piłkę to grać potrafi. Dał asystę, rozrzucał kapitalnie piłkę do kolegów na nos, uderzał z dystansu. Szkoda, że gola nie strzelił, bo na pewno na niego zasłużył.
Pochwały dla Radovicia za wywalczenie karnego, mistrzowskie wykonanie „jedenastki” i piękną asystę przy ostatnim golu dla Legii. Znów w tej drużynie wiele zależy od reżysera „Miro”.
Po raz kolejny na ławce mecz zaczął Carlitos, co jest ponoć nie tylko kwestią oszczędzania Hiszpana przed startem Ekstraklasy, ale także faktem, że nie jest jeszcze w swojej optymalnej dyspozycji. Wszedł na plac gry na pół godziny za Jose Kante i zameldował się golem. Nawet jeśli nie jest gotowy na 90 minut to ten chłopak ma swoje atuty: kiwkę, spokój, uderzenie i to pokazał przy golu na 3:0.
Gratulacje dla legionistów za awans, no ale szczerze mówiąc – przy tej klasie rywala – to był jednak ich obowiązek. Cork City to dobre przetarcie na łagodne wejście w sezon, ale na pewno nie żadna poważna weryfikacja tego, w jakiej formie są mistrzowie Polski i jak się sprawdza w praktyce nowy system taktyczny.
Większe o tym pojęcie będziemy mieli w sobotę wieczorem, gdy na Łazienkowską przyjedzie Zagłębie Lubin.

Inne artykuły o: Legia Warszawa | Liga Mistrzów

  • zgubek

    Co wiemy po wczorajszym meczu? A no to,że chyba nie będzie takiej wtopy jak w zeszłym roku i Legia nie da ciała w walce w pucharach. Wiemy także ,że forma zawodników jest strasznie chimeryczna.No bo Radovic w tym meczu,a w meczu o super puchar, to duża różnica, podobnie jak Remy, tylko,że w tym przypadku na odwrót.Nowe nabytki w ataku zapisały na swoje konto po bramce, mają duży potencjał. Zobaczymy jak się sprawdzą w meczu z bardziej wymagającym przeciwnikiem. Syn marnotrawny, Nagy wrócił i myślę, że przyda się Legii, tym bardziej ,że Szymański moim zdaniem nie jest typem zawodnika, który może kierować grą Legii. Podobał mi się Cafu, nie jest to Vadis,ale widać,że facet ma papiery na granie.Wieteska pewny w grze, tak jak w Górniku. Jest w czym wybierać , wróci Pazdan, Mączyński w końcu zacznie też grać i może być całkiem nieźle. Czego sobie, wiernemu kibicowi Legii życzę.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli