Noże, piły siekiery, tasaki. A co z grą w piłkę?

Autor wpisu: 13 września 2019 23:13

Ligowy hit w Białymstoku, był łudząco podobny do poprzednich spotkań „Jagi” z Legią. Noże, piły siekiery, tasaki – ale dobrego futbolu zbyt mało. Szczególnie w wykonaniu gospodarzy. – Odkąd Jagiellonia gra z przewagą jednego zawodnika gra słabiej – ze zdziwieniem stwierdził komentujący to spotkanie Kazek Węgrzyn. I miał rację. Drużyna z Białegostoku nie może narzekać czy mieć poczucia niedosytu, bo nie była od Legii lepsza. Jeśli ktoś mógł to wygrać, to raczej zespół z Łazienkowskiej. Ale przeszkodził mu Luis Rocha, który bardziej niż do piłki, nadaje się do wycinki drzew, bo wycinanie wychodzi mu najlepiej.

Tak się ostatnimi laty porobiło, że gdy do Białegostoku przyjeżdża Legia, to na Podlasiu wszyscy są „pod prądem”. Tam to mecz sezonu. Nawet jeśli oficjalnie się tego nie deklaruje. Spotkania z klubem z Łazienkowskiej stały się dla Jagiellonii nawet nie tyle wyzwaniem, co miernikiem własnej jakości i szukaniem odpowiedzi na pytanie: w którym miejscu jesteśmy?
W ostatniej dekadzie „Jaga” zrobiła duży progres, właściwie stała się najtrudniejszym rywalem Legii w lidze, bo – wbrew pozorom – nie jest takim rywalem wcale Lech Poznań, choć oczywiście prestiż i ciężar gatunkowy „derbów Polski” z „Kolejorzem” jest większy.
Ale nie ma co grzebać w historii, choć może przeszłość jest tylko o tyle istotna, że te mecze mają już swój charakter i własną tradycję: zawsze są dosyć ostre, piłkarze walczą twardo, sypią się kartki. Atmosferka jest – można powiedzieć – derbowa. Nie inaczej było w piątek. Najbardziej „kolorowym” piłkarzem Legii okazał się Luis Rocha. Portugalczyk szybko złapał dwie żółte kartki i na boisku nie dotrwał nawet do 36. minuty. Od dawna lewy obrońca Legii jest najsłabszym punktem tej drużyny i aż się chce westchnąć z żalu po głupiej stracie Czecha Tomasa Hlouska, który odszedł z Legii, a nie musiał. To nie był co prawda profesor techniki, ale piłkarz o klasę lepszy od Rochy. Portugalczyk narobił w Białymstoku biedy swojej drużynie i trenerowi, bo Legia była w pierwszej połowie zdecydowanie lepsza, kreowała sporo sytuacji, miała przewagę z gry i większą liczbę okazji do zdobycia gola. Wydawało się, że kwestią czasu jest strzelenie „Jadze” gola. Ale właśnie wtedy wyleciał z boiska Rocha i mecz się podrównał. Narobił chłop kolegom roboty… No i na placu gry zrobiło się remisowo. I tak zostało, choć emocje były. Szczególnie w końcówce.

Szkoda, że w tych meczach Jagielloni z Legią ta tradycyjna walka wręcz, odbywa się kosztem futbolu. A przecież obie drużyny mają wystarczająco dużo jakości żeby cieszyć kibica nie tylko zaangażowaniem, ale również grą w piłkę. Co zarówno Jaga, jak i Legia pokazały już w tym sezonie, a czego wymagają od swoich zawodników trenerzy.
Zresztą obaj szkoleniowcy przed meczem bardzo się komplementowali. Mamrot powiedział, że widać jak dobrą pracę w Warszawie wykonuje Vuković, a z kolei szkoleniowiec Legii podkreślił na konferencji, że po „Jadze” widać rękę Ireneusza Mamrota.
Ireneusz Mamrot miał być – według doniesień mediów – już kilka razy na krawędzi zwolnienia, ale w Białymstoku w porę się opamiętano, bo byłby to spektakularny „samobój”. Przecież ten facet może stać się w tym mieście „drugim Probierzem” (mam nadzieję, że żaden z panów nie obrazi się za to porównanie). Jeśli coś właścicielom Jagiellonii popłacało, to była to cierpliwość. Udało się w „Białym” zbudować silny klub, piękny stadion, to i drużynę się uda. Tylko trzeba dać Mamrotowi szansę kontynuacji  swojej pracy, no i nie wyprzedawać mu co chwila najlepszych zawodników.

– Musimy zagrać swoją najlepszą piłkę, żeby tu wygrać – zapowiadał Vuko. I Legia grała dobrze, ale „najlepsza piłka to nie była”.  Popsuł ją Rocha.
Legia na pewno pokazała charakter. Przez długie fragmenty gry nie było widać, że Jagiellonia ma o jednego zawodnika na boisku więcej. Nabiegali się piłkarze z Warszawy, a już w środę grają zaległy mecz z Wisłą Płock. 0:0 nigdy nie cieszy, ale w tej sytuacji to Legia musi szanować ten jeden punkt.
Spotkanie w Białymstoku reklamowano jako pojedynek snajperów – Imaza i Jarosława Niezgody, ale ci strzelcy w piątek walili tylko z kapiszonów.
Jesus Imaz miał być w formie: ostatnio trzy gole w lidze i dwa w sparingach, ale nic konkretnego nie pokazał. Za to w drużynie gości miał straszyć Jarosław Niezgoda, ale zaliczył w Białymstoku bezbarwny występ. Gdy schodził po godzinie gry, wydawał się totalnie wyjechany… Jednak nie doszedł jeszcze do pełni sił po kontuzji.
Pewnie grał – jak zwykle ostatnio – Igor Lewczuk. Stary weteran dał Legii tę jakość i pewność, której nie dawał wcześniej William Remy. Najlepszy w Legii był Cafu, ale dał się głupio sprowokować, wdał w przepychankę, za co dostał żółtą kartkę. Jakby zapomniał, że w poprzednim sezonie ten gigantyczny regres formy zawdzięcza podobnemu zachowaniu w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Wypadł wtedy za czerwoną kartkę i długo nie mógł wrócić do zespołu. Ktoś musi z nim pogadać, żeby nie ulegał prowokacjom.
Zastanawia mnie zjazd formy jaki pokazuje Dominik Nagy. Węgier wszedł i znów dał kiepską zmianę. Koło takiego Luquinhasa to nawet nie stał.
Czy są zatem pozytywy? Są.
– To jest szatnia, o jaką walczyłem, to jest szatnia, z którą można myśleć o tym, żeby osiągnąć nasze cele  – powiedział na koniec Vuković i to zabrzmiało dla kibiców Legii więcej niż obiecująco.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Dzień przed meczem z Jagiellonią postawił redaktor w tytule swojego artykułu pytanie-Czy istnieje życie bez Carlitosa? Dzisiejszy mecz pokazał,że marne te życie jest bez niego. Niezgoda,owszem strzelił 5 bramek- w tej chwili chyba najsłabszym drużynom w lidze- ŁKSowi I Rakowowi.Z Jagą sobie nie pograł, tak samo zresztą jak w Jagiellonii- Imaz (Jesus Maria chciałoby się zakrzyknąć patrząc na jego grę). W tym meczu bez wątpienia Carlitos by się przydał . Niezgoda nie ma w tej chwili konkurencji, wpuszczony na boisko Kante nic nie pokazał,widać,że do pełni formy droga daleka. Słusznie redaktor Tuzimek zauważył,że Rocha to drwal, a nie piłkarz.Nie czas płakać po Hlousku, tylko coś z tą lewą obroną zrobić- co dzieje się z Obradovicem.? Zaległy mecz z Wisłą Płock i później z Cracovią(oba na wyjeździe)- pokażą czy forma Legii idzie w górę.Zwłaszcza mecz w Krakowie,będzie dla Legii trudnym wezwaniem. Ale jak chce się odzyskać tytuł, to trzeba ograć Probierza,nie ma wyjścia. Vuko ma parę dni na to by poukładać klocki,jeden wypadł mam na dzieję na dłużej.A co do szatni, o którą walczył Vukovic- to w ,,Misiu” – za garderobę i rzeczy zostawione w szatni, szatniarz nie odpowiadał.I choć Vuko ma dużo z Barei- to jednak za szatnię odpowiada.

    • Paweł 1916

      Ale gdzie niby Rocha wypadł? To były jego 1 i 2 żółta kartka w tym sezonie. Niestety łysa pała nie popisała się – Romańczuk w 1 połowie 2 razy ścina legijną szybką nóżkę, a kartka tylko 1. W 2 połowie dokłada podcięcie Cafu i kartki drugiej nadal nie dostał. Bida pod koniec 1 połowy na skraju pola karnego taktycznie fauluje Stolarskiego i łysa pała kartki nie dała. Podsumowaniem „świetnego” meczu łysej pały było zdarzenie z końcówki meczu – zaraz po faulu na Cafu dał Runje żółtą kartkę, a po awanturze pokazał mu ją powtórnie…

      • ursynów

        Zgoda Marciniak był najsłabszym uczestnikiem tego meczu..Pewnie jak zwykle był,,zmęczony” . Widocznie Pawle 1916 , łysa pała nie wszystko widziała, albo nie chciała. A pisząc ,że Rocha wypadł- to nie kwestia kartek, ale jego kiepskiej gry.Nie sądzę ,by Vuko wystawił go na kolejne spotkania.
        Pozdrowienia od Ursynowa dla Czerczesowa.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli