Nie poddawaj się ukochana ma! Legia dała pokaz charakteru

Autor wpisu: 7 grudnia 2016 22:48

To nie był zwykły mecz o awans do Ligi Europy. To była epicka bitwa, pełna emocji, walki. I co najważniejsze skończyła się wielkim zwycięstwem 1:0. Z tak grającego mistrza Polski możemy być tylko dumni. Ten zespół ma charakter. Brawo! Brawo! Brawo! Wielki dzień na Łazienkowskiej. Do ostatnich sekund meczu cały stadion śpiewał pieśń, która nie miała końca: Nie poddawaj się ukochana ma! Nie poddawaj się Legio Warszawa!

Zdaje się, że Jacek Magiera wie jak w stolicy zrobić show i jeszcze dobrze go sprzedać. – Wiem, że to mecz o stawkę, ale ze Sportingiem w ofensywie mamy grać radośnie – zapowiedział trener Legii i – jak to on – jak zwykle mówił prawdę.
Podoba mi się takie rozumienie futbolu: gramy odważnie i do przodu. Bo stać nas na to, bo umiemy. To także strasznie budujące dla samych legionistów i daje się to zauważyć. Złapali takiej pewności i takiego luzu, który pozwala grać w piłkę z fantazją. Właśnie tak jak mówił Magiera – radośnie!
Legia ma grać widowiskowo, bo w Warszawie nudziarstwo się nie sprzeda. Tu rynek jest wymagający, mnóstwo atrakcji i a światła stolicy mają wiele do zaoferowania. Konkurencja mówi: jesteś dobry – żyjesz, jesteś nudny – zdychaj. A Legia – jak pokazują ostatnie miesiące – bardzo chce żyć i cieszyć się tym życiem. Mają być gole, mają być emocje. Ma być z muzyką i przytupem. I to wszystko w meczu ze Sportingiem było.
Choć trzeba przyznać, że tuż przed meczem dreszcz przeszedł nam po plecach.
Tuż przed pierwszym gwizdkiem gruchnęła informacja, że Vadis Odjidja doznał kontuzji na rozgrzewce i sztab trenerski zastanawiał się, czy w ogóle wystawiać go do gry. Na szczęście zagrał. I to jak!
Kręcił rywali jak baranów, nic sobie nie robiąc z tego jak go atakują. Bawił się z nimi jak z juniorami: pyk i jest piłka! Pyk i nie ma piłki, już ją zabrałem. Ogląda się to fantastyczne. Jeśli ktoś marzył, żeby na Łazienkowską znów trafił piłkarz formatu Danijela Ljuboji, to właśnie ktoś taki się tu zameldował. Nazywa się Odjidja-Ofoe.
Jak się do niego dołoży Radovicia, Guilherne, Prijovicia – to rzeczywiście Legia ma na dziś „kapelę”, żeby grać radośnie.
Najwięcej obaw było o to, by Legia nie grała radośnie także w obronie. A to się jej zdarzało przez całą obecną edycję Ligi Mistrzów, a nawet w ostatnim, piątkowym meczu ligowym z Wisłą Płock.
Ze Sportingiem nie można było sobie pozwolić na taką strzelaninę jak w Dortmundzie. Tu trzeba było zagrać na zero z tyłu i na wbicie jednego gola rywalom.
I Legia tak grała. Gola zdobył Guilherme, ale ojcem tej bramki jest „Prijo”. Widać, że hłop odzyskał silę, wiarę i moc. Niesamowicie ważny zawodnik dla Legii.
Trzeba uczciwie przyznać, że zanim zespół Magiery złapał rytm, chwilę to potrwało.
Legia na początku zaczęła bardzo uważnie i ostrożnie. Żeby nie powiedzieć, że nieco bojaźliwie. Ale wtedy gospodarzy odblokowała akcja, która dała im gola ze spalonego. Bramka oczywiście nie została uznana, ale akcja, w której najpierw geniuszem błysnął Ofoe, a potem piłka jak po sznurku szła najpierw do Radovicia, a potem do Prijovicia pokazała, że Legia nauczyła się już grać z każdym rywalem i mecz o stawkę niczego tu już nie zmienia. Że z każdym można grać w piłkę. A skoro można, to trzeba próbować.
I Legia próbowała. Nie było wybijania piłki na oślep, ale rozsądne budowanie akcji kolejną wymianą podań.
Klasą dla siebie był Michał Pazdan. Aż wierzyć się nie chce, że można tak bardzo poprawić grę w piłkę, gdy jest się już nie jest – bądź co bądź – młodzieniaszkiem. Gdy zadebiutował u Nawałki trzy lata temu, został zapamiętamy jedynie z brutalnych wejść jak ze sportów walki. „Kung Fu Pazdan” – wołały tytuły w gazetach. Dziś to jest ten sam Pazdan, ale nie zupełnie inny zawodnik. Nie dość, że jeszcze poprawił odbiór piłki (najczęściej bez faulu!), to jeszcze znakomicie wprowadza ją do gry. Nie panikuje, szuka kolegów, uspokaja całą defensywę. Dla Legii Pazdan stał się bezcenny. Aż dreszcz po plecach przechodzi na myśl, że ten zawodnik może zimą pożegnać się z Łazienkowską. Taką ma dżentelmeńską umowę z prezesem Bogusławem Leśnodorskim.
Na Pazdana były oferty latem. On sam chciał zmienić klub, tak jak wielu kolegów z reprezentacji po udanym Euro 2016. Wtedy prezes Leśnodorski przekonał Michała podwyżką i obietnicą nie zatrzymywania go, przy kolejnej ofercie transferu. No ale teraz… Chyba że będzie kolejna podwyżka i propozycja kontraktu, jaki ma Odjidia, o którego poborach chodzą legendy. „Piłka nożna” napisała, że Vadis zarabia… 215 tysięcy złotych miesięcznie!. Są więc przy Łazienkowskiej możliwości żeby zatrzymać także Pazdana.
Ale zatrzymać trzeba nie tylko jego. Zatrzymać trzeba cały ten zespół. By pieśń mogła trwać także na wiosnę, w Lidze Europy: Nie poddawaj się ukochana ma! Nie poddawaj się Legio Warszawa!

Inne artykuły o: Legia Warszawa | Liga Mistrzów

  • ursynów

    Józef Piłsudski,powiedział ,że ,,Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo”. To pasuje w dniu dzisiejszym do Legii. Dostać dwukrotnie lanie od Borussii ,nie mniejsze cięgi od Realu w pierwszym meczu i się podnieść- to wielka sztuka.Jest to zasługa Magiery bez wątpienia, ale to piłkarze byli tymi, którzy mimo takich porażek,podnieśli się z kolan i pokazali,że w piłkę grać potrafią. Co powiedzą wielcy eksperci, którzy Legię po jej pierwszym meczu osądzali bardzo surowo,śmiali się,czy wręcz wyszydzali.W jednym ze swoich wpisów ,twierdziłem,że za wcześnie jest spisywanie Legii na straty.Legia jak na polskie warunki ma najwięcej dobrych i bardzo dobrych piłkarzy.Tu nie ma co porównywać gwiazdek z Podlasia,czy Poznania do takich graczy jak Pazdan,Radovic, Ofoe,czy Prijovic, a nawet Bereś.To na nich spoczywa ciężar gry, a reszta niewiele od nich odbiega.Cieszę się,to jest jeden z najfajniejszych momentów w mojej przeszło pięćdziesięcioletniej historii kibicowania temu klubowi. Jestem z chłopaków dumny.Gratuluję trenerowi Magierze,może to naprawdę magic.
    Ale na koniec chcę przytoczyć dalszy ciąg zacytowanych na początku słów Marszałka,,Zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska”. Myślę, ba jestem pewien ,że moja Legiunia nie pójdzie tą drogą.

    • Dariusz Tuzimek

      Zgadzam się z opinią, że Magiera zmienił ten zespół. Oglądałem mecz na żywo, na stadionie. Trudno było nie ulec emocjom. Serce rosło, że tak mądrze i konsekwentnie gra polska drużyna. Organizacja gry – perfekcyjna. I niesamowite jak Magiera tchnął w ten zespół nowe życie. Jak rozwinął się Bereszyński, jak wrócił do żywych Rzeźniczak, jak znów na poziomie gra Pazdan, jak odzyskał wiarę Prijović. Teraz Jacek Magiera musi popracować nad Nikoliciem i Kucharczykiem, który gra niestabilnie, raz lepiej, raz gorzej. Z obu można dużo więcej wycisnąć.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli