Nie nadajemy się nawet do Ligi Mistrzów dla ubogich

Autor wpisu: 31 lipca 2018 22:55

Legia chciała do Ligi Mistrzów, ale przegrała z klubem, gdzie… maluje się trawę na boisku na zielono. Legia chciała do Ligi Mistrzów, ale miała trenera, który postanowił w meczu o wszystko nie wystawić najlepszego napastnika. Za co powinien sobie sam palnąć w łeb. W PRL-u powieszono by go za sabotaż gospodarczy. Legia chciała do Ligi Mistrzów, ale dwóm Bałkańcom głowy się zagotowały. Bez podawania im bromu, jedynym miejscem publicznym gdzie można ich pokazać jest wiejska remiza w czasie zabawy.

Eksperyment z próbą gry w poważnych rozgrywkach bez trenera się nie powiódł. Dean Klafurić może powiedzieć jak jego – podobno – następca Adam Nawałka, że wygrał 1:0 ostatni mecz. I to nawet nie stosował słynnego „niskiego” pressingu. Za to stosował różne inne głupoty. Moim zdaniem, nie ma już sensu przywozić Chorwata do Warszawy, ze Słowacji ma bliżej do domu.
Dopiero w Trnawie zobaczyliśmy jak cienką drużyną jest słowacki Spartak. Jak z taką wiejską kapelą Legia zdołała przegrać u siebie aż 0:2? Przecież na wyjeździe straszyła Słowaków „dziesiątkę”, a nawet w „dziewiątkę”. Przegrać z takim rywalem to frajerstwo.
Mówimy o rywalu, który dysponuje taką bazą, że wydawało się iż trawa mu się rozpuściła z gorąca farbując na zielono piłkę, stroje, a nawet dłonie i czoła zawodników. Po co Słowacy malowali trawę? Bo to była jedyna rzecz, jaką mogli legionistów zaskoczyć. Sportowo nie byli w stanie, taka nędza. A jednak lepsza od mistrza Polski.
Co za idiotyczna sytuacja – z tymi zielonymi twarzami piłkarze wyglądali jak UFO-ludki. Ot, Liga Mistrzów dla ubogich. A nawet do tego się nie nadajemy.
Legia pierwsze pół godziny grała dobrze. Zdominowała, stłamsiła i przestraszyła rywala. I wtedy Marko Vesović postanowił dać rywalom drugie życie, podał im tlen swoimi dwoma faulami, które skończyły się czerwoną kartką. Czarnogórzec już taką wpadkę w Legii zaliczył w poprzednim sezonie. I nie wyciągnął wniosków. Trzeba mu, jak nadmiernie pobudzonym żołnierzom w wojsku, podawać brom do grochówki. Ale zastosować metodę z opowieści o Szwejku – lewatywę. Mało to przyjemne, ale jakąś drogą do tego Vesovicia trzeba trafić.
Jego drogą poszedł kumpel – Domagoj Antolić. Też żółta i czerwona. No to też ta sama recepta: brom i lewatywa!
To co obaj zrobili to autodestrukcja.
Legia dobrze zaczęła. W końcu – chyba po raz pierwszy w tym sezonie w takim stopniu – widzieliśmy agresję w grze Legii. Nagle piłkarze warszawskiej drużyny zaczęli twardo wchodzić w rywali, podchodzić do nich blisko, nie dawać im miejsca. Niby nic wielkiego, a jednak tego najmocniej ostatnio Legii brakowało.
A naciśnięci Słowacy zaczęli robić błędy. Godal sam sobie prawie strzelił bramkę. Świetne dwie sytuacje do zdobycia gola miał Jose Kante. Uderzał z głowy i z lewej nogi, ale w tej drugiej akcji obnażył całkowicie swoją nędzę techniczną. Niemal „złamał” piłkę, uderzając z kilku metrów. Ma ten chłopak coś w sobie, ale spokoju za grosz. Czasem gra tak głupio, że niepokojąco zaczyna przywoływać pamięć o… Chinyamie. Nikt nie wiedział co Takesure zrobi na boisku. I on sam też nie wiedział.
Teraz trochę o zaskakujących pomysłach taktycznych Klafuricia.
Po pierwsze w Trnawie ostatecznie się okazało, że słynny już pomysł, z trójką stoperów w obronie, szybko wyrzucono do kosza. Czyli – jak się tym jeszcze niedawno chwalił trener Klafurić – coś na co poświęcono czas od początku przygotowań, w klubie (bo chyba jednak nie sztabie) uznano za kompletne nieporozumienie. I słusznie. Szkoda, że tak późno.
Po drugie zaskakujące, że w Trnawie na boisko nie wyszedł od początku Cafu, skoro był oszczędzany w ostatnim ligowym spotkaniu. Przecież to ostatnio jeden z najlepszych piłkarzy Legii. Pojawił się dopiero po przerwie. Niezrozumiałe.
Po trzecie, ale może powinno być wymienianie jako pierwsze, bo najważniejsze: czy jak trzeba strzelić w meczu minimum dwa gole, to się zostawia na ławce najlepszego napastnika – Carlitosa? To trochę tak, jakby Klafurić musiał kogoś zastrzelić i stwierdziłby: rewolwer to zostawię w samochodzie. Lepiej wezmę nóż, procę i tłuczek do ziemniaków, to bardziej przeciwnika zaskoczę.
Ja pier…. Nie ma tam nikogo w tej Legii przytomnego? Wszyscy akurat w taki upał palą sziszę?
Takich idiotyzmów jak Klafurić nie wymyśliłby nawet Adam Nawałka, gdy go dopadła na mundialu depresja paranoidalna i popełniał różne gafy. Nawet jednak on nie zdecydował się posadzić na ławce Roberta Lewandowskiego, bo przecież kimś takim dla Legii jest obecnie Carlitos. No ale jak się trenerowi Carlitos do koncepcji taktycznej nie mieści, to jak już nic więcej o tym trenerze nie potrzebuję wiedzieć. Wiem już wszystko.
Jak się kupuje za niemal pół „bańki” euro, króla strzelców i najlepszego piłkarza Ekstraklasy, to zasranym obowiązkiem trenera jest tak zbudować taktykę i tak ułożyć zespół, żeby taki „asior” walił dla nowego klubu gola za golem. A tu niespodzianka dla kibiców. Klafuriciowi się ten Carlitos w ogóle do tej perfekcyjnej koncepcji nie zmieścił. Aż do 52. minuty, gdy już „pożar” rozszalał się na dobre.
Szkoda, że „Klaf” nie powiedział prezesowi Mioduskiemu, że nie zamierza grać Carlitosem i żeby go w ogóle nie kupować, patałacha!
Legia strzeliła bramkę (Astiz!), wygrała mecz, ale ma zbyt wielu ludzi nieprzytomnych, żeby grać w na salonach Ligi Mistrzów. A remiza na wsi? A to zupełnie inna rozmowa.

Inne artykuły o: Legia Warszawa | Liga Mistrzów

  • ursynów

    Panie redaktorze spokojnie, nic się nie stało.taki mamy futbol, takich mamy trenerów, takich mamy prezesów.Ale to tak na marginesie.Uwielbiam Szwejka, bo to mądry w gruncie rzeczy gość był, ale niech pan się zlituje z tą lewatywą.Przecież po tym bałkańskie chłopaki obsrali by te zielone boisko. Nie przystoi. Ma pan rację,że ten słowacki zespół Legia mogła ograć w 9. Mogła , ale nie ograła.Pan Klafurić na każdy mecz wystawia inny skład.Wydawać by się mogło,że ten skład będzie coraz lepszy, ale to niemożliwe.Pan trener wystawia skład bez swoich 2 najlepszych zawodników: Cafu i Carlitosa- grają za to Radović i dwaj partyzanci z Bałkanów, którzy jak się okazało wysadzili Legię w powietrze.Pisałem,że Rado powinien dać sobie spokój z piłką, nie ma z taką formą prawa grać. Nie gra Szymański- czyżby ta gwiazda miała zaciemnienie, jak niedawno księżyc.Nie mogę tego wszystkiego pojąć. Co dalej z Legią? Przejęcie jej przez Nawałkę nie gwarantuje,że coś się zmieni. A jak zechce powielać swoje pomysły z Mundialu.Nie zazdroszczę Mioduskiemu- stracił kupę kasy,ale to jego wina,że od momentu pozbycia się wspólników,miota się jak ryba na haczyku, jak się z niego zerwie, to odpłynie , a z nim drużyna.Nie czuje gość bluesa, wtopa za wtopą.A my kibice musimy na to patrzeć.

  • zgubek

    Jestem dumny z moich zawodników, walczyli do końca- tak po meczu powiedział Klafurić. Tak to można byłoby powiedzieć dzisiaj(1 sierpnia) o powstańcach warszawskich, walczyli do końca.Myślę,że tymi durnymi wypowiedziami i swoimi poczynaniami w zakresie taktyki, ustalania składu, ten gość wyraźnie nie rozumie co dzieje się z drużyną. Teraz Mioduski jest w ciemnej dupie- kolejna zmiana trenera nie da gwarancji ,że będzie lepiej, pozostawienie Klafurića tej gwarancji pozbawia, zresztą zawodnicy mają go chyba dosyć.

  • Kicek

    Ostatnio coraz lepsze teksty D.Tuzimka. Ostro, konkretnie i do bólu. Trzeba w końcu obnażyć tą obłudę i punktować w cel. Tak trzymać. Wpadam tu coraz częściej i z zaciekawieniem czytam

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli