Miał być kosmiczny styl, ale z kosmosu jest tylko trener

Autor wpisu: 14 marca 2019 15:01

Sa Pinto pracuje w Legii od sierpnia. To wystarczająco dużo czasu, żeby móc od niego wymagać. Tym bardziej, że w klubie pozwolono mu na niemal wszystko. W pionie sportowym jest bogiem. Wyrzuca z drużyny kogo chce, sprowadza tych, których chce. Kazał zatrudnić na Łazienkowskiej portugalski sztab, a do Warszawy ściągnął czterech piłkarzy. Samych Portugalczyków. Bo to miała być gwarancja jakości. Dziś jedyną gwarancją jaką Sa Pinto daje Legii to jest gwarancja kuriozalnych wypowiedzi pomeczowych. Facet gada tak, jakby żył w jakieś mydlanej bańce, w której spadł z kosmosu.

Jeśli się z Legią zalicza aż trzy porażki w pięciu ostatnich meczach i odpada w ćwierćfinale Pucharu Polski z drużyną pierwszoligową (fakt, że wyróżniającą, ale jednak grającą o ligę niżej) to wypadałoby zacząć od przeprosin, posypania głowy popiołem, a nie od bredni. Takich, że Raków nie zasługiwał na to, aby zdobyć bramkę w dogrywce, albo, że „kilku młodych piłkarzy Rakowa ma potencjał żeby występować w Ekstraklasie, ale istnieje prawdopodobieństwo, że kilku z nich przepadnie, gdy spotkają się z presją”.
Naprawdę? To jest największy problem trenera Legii w kilka minut po tym, jak odpadł z rozgrywek o Puchar Polski?
Albo takie zdanko pana Sa Pinto z konferencji: „W mojej opinii piłkarze Rakowa nie zrobili wystarczająco dużo, aby dzisiaj wygrać z Legią”. I to jest – naprawdę! – wypowiedź już pomeczowa, gdy wynik 2:1 dla zespołu z Częstochowy poszedł już w świat!
Niewystarczająco dużo żeby wygrać, to zrobili piłkarze wybrani na to spotkanie przez Sa Pinto! Ci z Rakowa, to zrobili wystarczająco, bo wygrali! Czy trener Legii ma kłopoty z logicznym myśleniem? Może trzeba wołać lekarza?
Zresztą to nie pierwszy raz, gdy ma się wrażenie, że Sa Pinto omawia jakiś inny mecz, niż ten, który właśnie się odbył. Gdy dziennikarze po spotkaniu w Częstochowie powiedzieli Portugalczykowi, że Legia oddała mniej strzałów od rywali (także mniej strzałów celnych), to Sa Pinto wypalił niezrażony, że nie widział jeszcze statystyk, ale gdyby Legia wykorzystała swoje okazje to mecz wyglądałby inaczej…
No tak… Każdy mecz Legii wyglądałby inaczej, gdyby wykorzystywała swoje okazje. Prawdopodobnie zwyciężyłaby nie tylko z Rakowem, ale w ogóle wygrałaby Puchar Polski, a później zawojowałaby pół Europy w rozgrywkach pucharowych… Nie wiem czy takie wypowiedzi to zwykły cynizm trenera czy jaskrawy przejaw oderwania od rzeczywistości? W sumie to bez różnicy, bo niepokojące jest zarówno jedno, jak i drugie.

Ale tak naprawdę to jeszcze gorsze od tego co Sa Pinto mówi i jak układa sobie stosunki z otoczeniem, jest to, co zbudowany przez niego zespół gra.
Po ponad pół roku pracy przy Łazienkowskiej to co udało się Portugalczykowi stworzyć to chaos i nieprzewidywalność własnej drużyny. Nikt nie wie, łącznie z trenerem, jak ona zagra w najbliższym meczu. Zespół nie ma żadnego przewidywalnego stylu, praktycznie w każdym meczu ma kłopoty ze zdominowaniem rywali.
Nigdy nie wiadomo, czy najlepszy napastnik drużyny Carlitos zagra od początku czy nie zagra. A jeśli nie zagra, to dlaczego? Z powodu focha trenera, czy w wyniku jakiejś głębszej myśli taktycznej, której pozytywów – jeśli ona w ogóle istnieje – trudno się dopatrzeć.
Legia nie ma nie tylko stylu, ale nawet zwykłej powtarzalności na boisku, po której widać by było wytrenowane schematy. Jedyną konsekwencją jest… niekonsekwencja. Trener miesza w składzie jak kucharka w kotle, tylko ona to robi z sensem. Sa Pinto raz widzi podstawowego napastnika w Carlitosie, raz w Kulenoviciu, raz w Kucharczyku, którego cały okres przygotowawczy przyuczał do roli… prawego obrońcy. Konsekwencje tych rotacji są takie, że żaden z nich nie gra na miarę własnych możliwości.
Zresztą co tu dużo gadać. Sa Pinto zbudował w Legii bardzo drogi chaos. Odpadł z Rakowem, drużyną ambitną, ale złożoną z zawodników, na których na Łazienkowskiej nie chciano by nawet spojrzeć. Portugalczyk dziś nie ma żadnego usprawiedliwienia. Nie przeszkadza mu ten – jak sam go określił – „dzieciak” Mączyński, bramek nie puszcza mu Malarz, a na ławce albo na trybunach nie psuje mu dobrej roboty Radović. Podobnie jak ci, których już nie ma w drużynie bo byli za słabi na tę portugalską armadę: Pazdan, Jose Kante, Philipps, Pasquato… Ich wszystkich już nie ma, ale wyników też nie ma. Nie będzie też kolejnego Pucharu Polski. Sa Pinto może uratować jedynie mistrzostwo Polski, ale tu kibice Legii muszą chyba liczyć bardziej na słabość rywali, niż na siłę zespołu z Łazienkowskiej.
Legia, przy takiej przewadze budżetowej, powinna nie tylko wygrać tę Ekstraklasę w cuglach, ale jeszcze pokazać na boisku styl, który ściąga ludzi na trybuny. Bo w futbolu nie chodzi tylko o same punkty. Piłka nożna to rozrywka, ma cieszyć.
Legia ma piłkarski potencjał, żeby grać w ten sposób. Ale tak nie gra. Powinna zdominować ligę i przebijać się do Europy. Tymczasem nie ma podstaw żeby myśleć, że w ogóle zmierza w tym kierunku.
Bez stylu, bez dynamiki, bez świeżości, bez wyraźnego planu taktycznego. Bez stabilizacji w składzie. Futbol Legii polega jedynie na pojedynczych zrywach poszczególnych piłkarzy. Na razie Portugalczyk marnuje potencjał tej drużyny.
Nie oczekuję po nim wiele, ale może od czegoś by zaczął? Na początek wystarczy jak zacznie mówić z sensem.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • ursynów

    Miał być kosmiczny styl,ale okazało się,że nijaki Sa Pinto stworzył styl komiczny. Sam występuje tu w roli klauna, w dodatku mało śmiesznego. To taki bezczelny,chamski pseudo trener. Widać,że nie rozumie co dzieje się na boisku.Jego kuriozalne zachowania jako trenera i w kontaktach z dziennikarzami pokazują,że ten człowiek ma słaby kontakt z rzeczywistością. Dziwi postawa Mioduskiego,że trzyma coś takiego w klubie.Mecz z Rakowem to żenująca gra Legii, bez jakiejkolwiek myśli, bez pasji, ambicji.Nie wymagam by Legia grała tak jak drużyny które zakwalifikowały się do ćwierćfinałów ligi mistrzów,ale od mistrza Polski wymagać należy dużo więcej niż to co zaprezentował w środę i prezentuje w tym sezonie. W słabej lidze,Legia zamiast błyszczeć, staje się drużyną która może z każdym przegrać. Nie zdziwię się ,że przegra w najbliższym meczu ze Śląskiem, a tym co pogrąży tę drużynę będzie wyrzucony przez Sa Pinto.- Mączyński. Zaciąg portugalski to jeden z większych niewypałów w ostatnich latach. A człowiek, który ma więcej zwojów na głowie,niż w głowie, patrzy się na to i nie reaguje. Ale może o to chodzi, a wymagania redaktora by Pinto zaczął mówić z sensem, to tak jakby wymagać od gościa od Carycy Katarzyny ,żeby zaczął myśleć. Redaktorze Tuzimek- nie ma takiej możliwości.
    Jak mawiają Czesi w Legii jest porucha(awaria),tylko kto odstrani(usunie) porucha? To jest pytanie- na pewno nie Sa Pinto.

  • smutas

    ,,Trener jest jedną z najważniejszych osób w klubie, ale nie może być świętą krową.Nie może robić co mu się podoba. Mam wrażenie,że Sa Pinto może decydować w Legii o wszystkim i to jest złe”.Czyje to słowa?- To powiedział Zbigniew Boniek, człowiek, z którego wypowiedziami rzadko się zgadzam. Tu trafił w same sedno.To co powiedział Boniek to oczywista oczywistość.To co robi Sa Pinto w Legii jest złe, w Legii dzieje się źle, a może być jeszcze gorzej.Jest takie ludowe przysłowie,,widziały gały co brały”. Widocznie Mioduski to krótkowidz, albo ma zaćmę.Z tym pierwszym da się żyć,drugie trzeba leczyć operacyjnie. Sa Pinto to zaćma Mioduskiego. Czas na zabieg, bo może być za późno.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli