Legia odbiła się od dna. Przynajmniej na chwilę

Autor wpisu: 28 lipca 2018 23:11

Jeśli istnieje coś takiego jak odbicie się od dna, to w sobotni wieczór tej sztuki dokonali piłkarze Legii. A nic tego nie zapowiadało, nawet pierwsza połowa meczu w Kielcach, którą Korona wygrała zasłużenie. Konia z rzędem temu, kto w przerwie meczu przewidział, że zespół z Warszawy w drugiej części gry zdoła odwrócić losy meczu i strzelić dwa gole. Dean Klafurić miał już głowę w pętli zwisającej z szubienicy i bujał się stojąc na palcach na chybotliwym stołku. I się nie przewrócił. Brawo! Bo wydawało się, że nawet do rewanżu ze Słowakami z Trnawy nie doczeka.

To, że Legia przegrywając zdoła się wykaraskać z kłopotów było niespodzianką. Nawet dla komentatorów.
– Z Legią już przed meczem z Koroną było już źle, a jest jeszcze gorzej – krzyczał do mikrofonu, po golu dla kielczan, jak zwykle podekscytowany Kazimierz Węgrzyn. Trochę z tą opinią – jak się potem okazało  – nie trafił (zresztą tego dnia nie po raz ostatni), ale za to ciekawie kontynuował ten wątek: – Skąd przed rewanżem ze Spartakiem Trnava czerpać nadzieję, skąd brać optymizm? Doszukujemy się jakichś pozytywów na siłę, że druga dziś gra bardziej agresywnie niż we wtorek, ale to jest takie doszukiwanie się plusów na siłę – dodawał sympatyczny Kazimierz.
Tym, którzy usunęli już z pamięci euro-katastrofę ze Słowakami ze Spartaka Trnava, trzeba przypomnieć, że we wtorek to w ogóle agresywności w doskoczeniu do rywala nie było. Więc jak się coś poprawiło to minimalnie, a i tak widać było różnicę.
Z tym, że – szczerze mówić – z tym doskakiwaniem do rywala to nadal jest w Legii bryndza. Jak się poprawiło w pomocy (o ile się w ogóle poprawiło) to nadal kiepsko z tym w obronie.
Bramka jaką zdobył dla Korony Ivan Jukić, była właśnie konsekwencją tego, że legioniści dają rywalom zbyt dużo miejsca. Do Chorwata nie doskoczył tym razem Mateusz Żyro. Piłka odbiła mu się od korpusu i wpadła obok zmylonego rykoszetem Arka Malarza. Legionistom znów stanęły przed oczami ich najczarniejsze lęki z nocnych koszmarów. Że leją ich wszyscy, z wyjątkiem irlandzkich amatorów. Jukić strzelił gola w 33. minucie meczu, a legioniści aż do przerwy zachowywali się jakby dostali obuchem w łeb. Zaczęli się odkręcać dopiero w drugiej połowie.
I tu znów musimy wspomnieć sympatycznego Kazimierza Węgrzyna. Jeszcze przed przerwą nieudaną próbę uderzenia z dystansu Krzysztofa Mączyńskiego skwitował: – Po co on się w ogóle decyduje na takie uderzenia?! Kiedy Mączyński zdobył bramkę z trzydziestu pięciu metrów? – irytował się komentator. A wszyscy kibice Legii przed telewizorami pokiwali głową, zgadzając się, że to kompletnie kretyński pomysł „Mąki”. A jednak pomocnik Legii w drugiej połowie sieknął z dystansu tak, że ludziom szczęki opadły. A najmocniej oczywiście Kazikowi.
Mączyński pokazał, że należy go brać poważnie pod uwagę w kontekście powrotu do reprezentacji. Na mundial z Nawałką nie pojechał, ale być może za moment razem z nim odbuduje formę i wróci do kadry już innego selekcjonera – Jerzego Brzęczka. Wcale niewykluczone, ale o tym za chwilę.
Bo najpierw jeszcze raz musimy zalinkować do Kazia Węgrzyna, który, gdy na boisko w drugiej połowie wyszedł Jose Kante zawyrokował: – To nie jest ten Kante z końcówki ubiegłego sezonu, gdy grał w Wiśle Płock. Choćby z tego ostatniego meczu z Jagiellonią, gdy był liderem swojej drużyny – narzekał Kazik i znów musiał połykać swoje słowa, gdy Hiszpan strzelił gola dla Legii na 2:1. Nic do Kazika nie mamy, taki miał dzień. Trudna ta robota komentatora.
Dean Klafurić się obronił. Może na chwilę, ale jednak. A miał już grube ciężary. Szybko wpadł w pułapkę swoich poprzedników i stanął przed dylematem, przed jakim stawali zarówno Jacek Magiera, jak i Besnik Hasi: albo oszczędzać najlepszych piłkarzy w lidze i ratować szansę na Ligę Mistrzów, albo ratować własną d… i dawać wszystko co się ma najlepsze na ten moment. Na ligę.
Klafurić miał już przed wyjazdem do Kielc już taką pozycję, że na oszczędzanie kogokolwiek nie było go stać. Zresztą sytuacja personalna mu nie pomagała. Zespół, bez chorych i kontuzjowanych Williama Remy’ego, Jarosława Niezgody, Michała Kucharczyka to jednak nie ta sama ekipa, która sięgała w ubiegłym sezonie po mistrzostwo Polski. A przypomnijmy, że zespół w takim składzie personalnym też miał stały rollecoaster z formą: raz w górę, raz w dół.
Mimo wszystko próbował Klafurić robić jakiegoś łamańca: w jednych grać, innych oszczędzać (Kante, Cafu, Szymański mecz rozpoczęli na ławce, w kadrze w ogóle nie było Marko Vesovicia). Bo czy oszczędzanie Radovicia albo Astiza to na pewno oszczędzanie ich sił, czy może już oszczędzanie nerwów kibiców?
A kibice chcieli w końcu zobaczyć w akcji Konrada Michalaka, który tuła się po wypożyczeniach – ostatnio w Wiśle Płock, wcześniej w Zagłębiu Sosnowiec – a u trenera Brzęczka wydawał się chłopakiem z potencjałem. Niestety. Tu znów cytat z Kazia, tym razem jak najbardziej trafny: – Forma Michalakowi gdzieś uleciała.
Legia odbiła się od dna, choć szału z dobrą grą na pewno nie było. I tak dziś największe emocje związane z tą drużyną to nie są emocje sportowe, ale personalne. Czyli spekulacje czy przyjdzie ten Nawałka czy nie przyjdzie. Na razie drzwi się lekko przymknęły. Żeby się zatrzasnęły, Klafurić musiałby przywieźć z Trnawy awans do III rundy kwalifikacjach Ligi Mistrzów.
Ciężko do takiego happy endu przekonać własny mózg, bo od cudów to był facet co po wodzie chodził. I nie miał na imię Dean.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • zgubek

    Słaby mecz.Na tle słabej Korony, Legia wypadła odrobinę lepiej i wygrała zasłużenie.Tej drużynie od początku sezonu wszystkiego brakuje: pomysłu na grę ( bo gra trójką obrońców wypada na 1 w skali uczniowskich ocen), szybkości, kreatywności,kogoś kto potrafił by tym wojskiem pokierować.Mączyński nie jest Napoleonem, który by dał sygnał i ruszył do przodu. To zawodnik, który zabezpiecza tyły i od czasu odpali, tak jak dzisiaj. Radović powoli powinien dawać sobie spokój z grą, nie te lata, nie to zdrowie. Na kilkanaście minut,można go wpuścić. Astiz to też zamknięty rozdział i dziwię się ,że go się wpuszcza na murawę. Sądzę,że Pazdan za kilka dni dojdzie do formy i to już będzie znaczące wzmocnienie. Pisze pan,że Michalakowi uleciała forma. Nie osądzajmy go po jednym meczu. To jest w zasadzie jego debiut, ma chłopak papiery na granie i trzeba dać mu kolejną szansę.Co do Klafurica- to widać,że gość się męczy i miota.Nie przygotował drużyny na początek sezonu, myślę,że i zawodnicy za nim w ogień nie pójdą.A co do Kazia Węgrzyna. To swój chłop jest, nie jest mistrzem w komentowaniu. Co do jego dzisiejszych mało trafnych ocen, to trudno się dziwić, wszak w jednym z wywiadów powiedział,że prawdziwą siłę odkrył w sobie w wieku 29 lat. a to parę lat temu było.Najbardziej utkwiło mi w pamięci, kiedy po zdobytej bramce (przez nie pamiętam już kto to był) posumował to jednym, ależ jak trafnym zdaniem,,bramka w głowie zmienia wszystko”Jeden ze złośliwych dziennikarzy napisał,że Kazio wniósł duży wkład w rozwój medycyny- badając inwazyjny wpływ ciał obcych na pracę aparatu poznawczego.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli