Legia obroniła tytuł! To był triumf z opóźnionym zapłonem

Autor wpisu: 4 czerwca 2017 20:35

Chociaż dwa ostatnie mecze bardziej przypominały dwie partie szachów niż wielki futbol, chociaż po ostatnim gwizdku trzeba było czekać na wynik spotkania z Białegostoku między Jagiellonią i Lechem, to jednak Legia zdobyła mistrzostwo. Tabela ułożyła się tak, jak większość ekspertów typowało przed sezonem.

Jacek Magiera, po dziewięciu miesiącach pracy w roli szkoleniowca drużyny ekstraklasy, ma na koncie pierwszy medal. Można psioczyć, że Legia nie zdobyła go z jakimś przytupem, ale biorąc pod uwagę okoliczności, to nazwisko trenera wymieniamy jako pierwsze w kontekście triumfu. To on wyciągnął zespół z dołka, w który drużyna wpadła za kadencji Besnika Hasiego, potem w dobrym stylu przeszedł z nią przez europejskie puchary, a wiosną, chociaż musiał radzić sobie bez dwóch napastników, którzy zimą opuścili zespół, jakoś to wszystko posklejał i dokonał tego, co pod koniec września wydawało się niemożliwe. Remis z Lechią, przy wyniku 2:2 w Białymstoku, dał Legii tytuł, a Lechia skończyła z pustymi rękami. Trochę na własne życzenie, bo chyba zabrakło jej odwagi.

Mecz w Warszawie był dość ciężkostrawny. Lechia zaczęła niby odważnie, lewym skrzydłem do ataków rwał się Sławomir Peszko, sporo piłek szło do najbardziej wysuniętego Marco Paixao. Tyle że były to raczej indywidualne szarże. Paixao kilka razy przytrzymywał piłkę, starał się kiwać w oczekiwaniu na to, że ktoś mu się pokaże, ale ta pomoc nie nadchodziła. Portugalczyk nie miał szans przedryblować wszystkich obrońców. Im bliżej przerwy, im bardziej obie drużyny traciły siły, tym więcej było fauli. Żaden z bramkarzy nie miał okazji, żeby się wykazać. Raz Dusan Kuciak rzucił się pod nogi wychodzącego z nim sam na sam z Guilherme, odbił jego strzał, ale i tak okazało się, że Brazylijczyk był na spalonym (tak zasugerował sędzia-asystent, choć spalonego nie było). Nie wiemy, czy piłkarze obu drużyn byli informowani na bieżąco o wyniku spotkania w Białymstoku, gdzie Lech już od 11. minuty prowadził 1:0, ale na pewno nie można powiedzieć, że w Warszawie ktoś postawił wszystko na jedną kartę i bardziej starał się o zwycięstwo. Pod koniec pierwszej połowy najwięcej pracy miał sędzia, który musiał studzić zawodników żółtymi kartkami. W ciągu minuty upomnienia dostali Thibault Moulin i Adam Hlousek.

Na pewno w przerwie w szatni oba zespoły dowiedziały się o dwubramkowym prowadzeniu Kolejorza z Jagiellonią. Wydawało się, że tam wszystko jest rozstrzygnięte. Zwycięstwo którejś z drużyn w tym spotkaniu dla Lechii oznaczało, że nie zdobywa mistrzostwa, ale nawet remis daje jej miejsce premiowane europejskimi pucharami. Legii zaś takie rozwiązania zapewniały mistrzostwo kraju. Teoretycznie odchodził więc element, że ktoś coś musi. Jak to się przekładało na grę? Obie drużyny były bardziej skupione na uważnej gry w defensywie. Jeśli komuś bardziej zależało na wygranej, to Legii, która w niezbyt szybkim tempie, ale przez większość czasu próbowała budować atak pozycyjny na połowie rywala. A zagrała jeszcze odważniej, gdy z boiska wyleciał Sławomir Peszko. Reprezentant Polski bez dwóch zdań nieprzepisowo zaatakował Vadisa Odjidję Ofoe. Atak był tak brutalny, że sędzia od razu pokazał mu czerwoną kartkę. Arbiter główny najpierw nie był pewny, wyjął dwa kartoniki, z obiema podbiegł do swojej asystenta liniowego i to ten podpowiedział mu który ma unieść. A że wszystko działo się kilka metrów od linii bocznej, sędzia widział doskonale i uznał, że należy się surowsza z kar.

Chociaż po zejściu Peszki Lechia przeprowadziła najgroźniejszą akcję (Marco Paixao strzelał z bliska), to jednak reprezentant Polski pewnie usłyszał kilka cierpkich słów. Zostawił zespół w dość dużej potrzebie. Bo okazało się, że Lechii wygrana była niezbędna, by zagrać w europejskich pucharach.

Pod koniec spotkania gości z Gdańska uratował Kuciak. Były bramkarz Legii z wielkim wyczuciem zablokował strzał Guilherme. Brazylijczyk dostał piłkę tuż przed polem bramkowym i miał ułamek sekundy, by się odwrócić i strzelić (tym razem Brazylijczyk był na „skandalicznym” spalonym, ale sędzia nie zareagował). Kuciak ten czas wykorzystał lepiej. Ale remis nic Lechii nie dał.

Bezpośrednio po ostatnim gwizdku nie było fajerwerków. Było nerwowe oczekiwanie na wynik drugiego meczu. Radość pojawiła się z opóźnieniem, gdy gruchnęła wieść o remisie w Białymstoku. Już nie z tą mocą, gdyby od razu wszystko było jasne. Jest w tym pewna symbolika, bo tak wyglądał ten sezon w wykonaniu Legii – słaby początek, potem dłuższa chwila przebłysku, a na końcu trochę tańca na linie. Legia nie pobiła rywali na głowę, ograł ich swoją mądrością trener Jacek Magiera.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Legia Warszawa

  • gryf01

    Peszko prawie złamał Vadisowie nogę. Zadziałało, od tego momentu Vadis stracił cały impet, zaczął cofać nogę. Peszko powinien dostać dodatkową karę za takie wejście, czerwona kartka to mało.

  • ursynów

    Pewien ponoć bardzo dowcipny premier powiedział,że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym nie jak zaczyna, ale jak kończy.Tak było z Legią,z jej piłkarzami,zaczynali paskudnie.Bo trener Magiera jak zaczął tak skończył.W przekroju sezonu Legia była najlepsza,nie przegrała z żadną z drużyn z pierwszej czwórki.To o czymś świadczy,im groźniejszy przeciwnik tym Legia pokazywała,może nie zawsze w pełni,swa wartość i potencjał.Legia miała kilku zawodników,którzy przewyższali innych ligowców.Vadis,to już inna bajka.Radovic grał z kontuzją,ale był niezastąpiony.Można by tak dalej wymieniać, ale po co.To 12 tytuł,byłem świadkiem wszystkich,w latach 50 jako dzieciak.Ale ten tytuł ma szczególny smak,mam nadzieję,że takich chwil jeszcze Legia dostarczy w następnych sezonach.Jest dobrze,może być lepiej.
    I jeszcze na koniec.Nie wszyscy zawodnicy w dzisiejszym meczu zasługują, by nazwać ich piłkarzami.Peszko zachował się jak bandyta.Przecież tylko przez przypadek nie urwał nogi Vadisovi.Dla takich piłkarzy nie ma miejsca na boiskach.Pan Peszko niech wyżywa się w rzeźni.Tam jego miejsce.
    Brawo Legia, jestem z Was dumny.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli