Legia już umie walczyć do końca, na razie nie umie jeszcze zachwycać

Autor wpisu: 28 lipca 2019 18:18

Legia wygrała z Koroną w Kielcach i takie – nawet bardzo wymęczone – zwycięstwo ma swój smak. Zasadniczej zmiany stylu gry warszawskiej drużyny nie było, bo być nie mogło. Za wcześnie. Pewnie na zespół Aleksandara Vukovicia znów wylałoby się wiadro pomyj, ale jednak trzy punkty zdobyte w doliczonym czasie gry, zamykają – choćby na chwilę – usta krytykom. Teraz liczy się już tylko czwartkowy mecz w Lidze Europy z Kuopionem Palloseura.

Legia w Kilecach znowu „męczyła bułę”. Nie potrafiła zdominować rywala przez długie okresy meczu. Nawet jak wyszła na prowadzenie po golu Arvydasa Novikovasa, to tuż przed przerwą dała sobie frajersko wbić „gola do szatni”. I znów miała pod górkę.

Trener Vuković wystawił w Kielcach bardzo wiekową linię obrony, gdzie zagrali – oprócz Pawła Stolarskiego – Artur Jędrzejczyk, Igor Lewczuk i Inaki Astiz. Ci dwaj ostatni „dziadkowie” trochę przysnęli przy wyrównującym golu Michala Papadopulosa.
Najpierw Lewczuk dosyć mało zdecydowanie – a w zasadzie w ogóle niezdecydowanie – blokował wrzutkę spod linii, a później Astiz dał się wyprzedzić postawnemu Czechowi. Zresztą o Astizie to wszyscy wiedzą, że ma kłopoty z szybkością i jak się tylko trochę zagapi, to za chwilę jest zbyt późno żeby naprawić błąd. Wystawianie Hiszpana jest zawsze nacechowane ryzykiem i grając nim na stoperze, trzeba pewne straty bramkowe kalkulować jako wliczone w to ryzyko. Taki już jego urok, a w zasadzie wiek.

Długimi fragmentami meczu w Kielcach oglądaliśmy chaos. Legia ma – co przyznawał ostatnio nawet sam Vuković – duże problemy z organizacją gry. No i te problemy nadal trwają.
Coś się ruszyło, gdy na boisku pojawił się w środku pola charakterystyczny Gruzin z pokaźną łysiną i brodą. Walerian Gwilia – pozyskany z FC Luzern, a grający w poprzednim sezonie w Górniku Zabrze – pomocnik jest trafionym transferem. Ma dużo jakości piłkarskiej, co szczególnie widać przy bardzo dokładnych podaniach i wrzutkach z rzutów wolnych oraz rożnych.
Wydaje się, że w Kielcach Vuković nie trafił z zestawieniem drugiej linii. Zobaczyliśmy obok siebie trzech zawodników o dość podobnej charakterystyce: Andre Martinsa, Tomasza Jodłowca i Domagoja Antolicia. Każdy z nich dosyć dobrze rozbija ataki rywala, ale już gorzej – może poza Martinsem – jest z kreowaniem akcji. Jeśli tym razem miało to być rolą Antolicia, to trzeba szczerze powiedzieć, że Chorwat sobie z tym zadaniem nie poradził. I na dzisiaj – gdyby Vuković nie stosował systemu rotacji – pierwszą parę defensywy stanowili by Andre Martins i „Wako” Gwilia.
Gol Gwilii w ostatniej akcji meczu na pewno doda mu pewności siebie, bo facet jakby wiedział, że umie, ale nie miał dowodów. Teraz już ma.
Gwilia i Novikovas strzelili swoje pierwsze gole dla Legii i jest to o tyle ważne, że ci dwaj zawodnicy mają być wiodącymi piłkarzami kluby z Łazienkowskiej. O Gruzinie już było, a o Litwinie wiemy, że w piłkę grać umie, tylko jeszcze tego w drużynie ze stolicy nie zdąrzył pokazać. Ale jak się „Arvi” rozkręci to będą stanowić,  wraz z Brazylijczykiem Luquinasem silne skrzydła w Legii. Ten ostatni był przez dużą cześć nudnego meczu w Kielcach – jaśniejszym punktem na boisku. W zalewie szarości i przeciętności – przerywanej tylko raz na jakiś czas koszącym, brutalnym faulem piłkarzy Korony – na Luquinasa dało się patrzeć. Chłopak ma świetną technikę, efektowny drybling i bardzo dobry start do piłki.
Jak już się nauczy, że w polskiej Ekstraklasie jeśli nie oddasz szybko piłki, to zaraz jakiś piłkarski rzezimieszek zamelduje ci się na nogach, to Legia może mieć z niego pożytek. Piłkarze, którzy potrafią stworzyć przewagę z niczego zawsze są w cenie.
Po dłuższej nieobecności pokazał się w Legii Jose Kante. Napastnik którego przegnał z klubu Ricardo Sa Pinto. Kante wiele nie pokazał, ale to jego przedłużenie piłki głową w ostatniej akcji meczu okazało się kluczowe – dało szansę na gola Gwilii.
Legia wygrała, choć nie gra efektownie. Ale Legia się układa. To jest proces i to potrwa, ale warto czekać, bo całość idzie w dobrym kierunku. Cierpliwości, cierpliwości.
– Nie smuci mnie nic po meczu w Kielcach, bo widziałem drużynę, która daje z siebie wszystko i chce walczyć do końca, co się zawsze w sporcie opłaca. Nigdy nie jest ani tak dobrze, ani tak źle jak się mówi – tłumaczył na konferencji pomeczowej „Aco” Vuković.
Zadowolenie tym większe, że można się w spokoju szykować do podróży do Finlandii na czwartkowy rewanż w Lidze Europy, kilku piłkarzy udało się trochę oszczędzić (Carlitos, Kulenović, Gwilia, Dominik Nagy), a punkty ligowe nie zostały stracone.
Dla kibica Legii meczyk może słaby, ale w sumie całkiem udane popołudnie.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • zgubek

    W Legii rządzi chaos. Na boisku, na ławce trenera, ale z chaosu powstał świat. W Legii to powstanie rodzi się w strasznym bólu i trudzie. Jedynym pocieszeniem jest to, że coś się ruszyło. Przed tygodniem było 1:2 teraz jest odwrotnie. Pożyjemy zobaczymy, w czwartek puchary z drużyną słabą, ale grającą na sztucznej trawie. A na dzisiaj w lidze rządzi Śląsk, a mistrz Polski Piast dołuje.

  • xymoxon

    Dzień bez jazdy po Sa Pinto jest dla pana Tuzimka dniem straconym. Boże, co za pseudodziennikarstwo!

    • zgubek

      Każdy wpis xymoxona to wyżyny intelektu. Brawo najwybitniejszy znawco piłki. Są jeszcze wolne miejsca na Sobieskiego.

      • xymoxon

        Człowieku, odzywaj się ad rem albo wcale. A na Sobieskiego sam się zamelduj, skoro już sprawdziłeś, że mogą cię tam przyjąć. Bez odbioru.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli