Legia jeszcze nie umarła, choć była na dobrej drodze. A Cierzniak to powinien dać na mszę

Autor wpisu: 18 kwietnia 2018 23:13

Legia zagra w finale Pucharu Polski, choć awans do tego finału rodził się w nieprawdopodobnych bólach. Zespół, który w tym sezonie niemal na każdym kroku potyka się o własne nogi, wciąż ma szansę na dublet. Jakim cudem? Nie wiemy, ale jakimś na pewno. I to jest zdecydowanie najlepsza wiadomość dla kibiców warszawskiego zespołu. Górnik do momentu czerwonej karki dla Tomka Loski był nie do skruszenia. Pękł dopiero grając w dziesiątkę.

I można w ciemno zakładać, że gdyby nie ta sytuacja – nieco przypadkowa, choć sprokurowana na własną prośbę gości – Legia nic by w tym spotkaniu nie wskórała. No, ale Opatrzność była dziś przy piłkarzach z Łazienkowskiej, a oni skrzętnie to wykorzystali. Jeśli więc jest za co legionistów pochwalić, to właśnie za to – że nie stracili ducha.

Nie zmienia to faktu, że jeśli ktoś po nagłej dymisji Romeo Jozaka spodziewał się po Legii cudów, to już na początku meczu pewnie mocno się rozczarował. Żadnych cudów w grze Legii nie było. Była za to ta sama bezradna drużyna, która wciąż bardziej przypomina zlepek skrzykniętych na prędko piłkarzy, którzy widzą się drugi albo trzeci raz w życiu, niż zespół walczący o podwójną koronę. Wystarczyła mądra, cierpliwa, a kiedy było trzeba agresywna gra Górnika, podparta wysokim pressingiem, by odebrać piłkarzom Legii wszystkie atuty. W pierwszej połowie gospodarze nie mieli absolutnie żadnego pomysłu na to, jak sforsować obronę zabrzan. Próbowali coś zdziałać Szymański z Kucharczykiem, ale nie mieli kompletnie żadnego wsparcia – ani w Antoliciu, ani w Philippsie. Vesović częściej przypominał jeźdźca bez głowy niż nowoczesnego skrzydłowego, po Hlousku będącym w przyzwoitej formie już dawno zostały tylko wspomnienia. Nic dziwnego, że w tym całym ambarasie Niezgoda ustawiony na szpicy był kompletnie wyłączony z gry. Pożytek z niego byłby taki sam, gdyby całą pierwszą połowę przesiedział w szatni (a może jeszcze większy, bo na drugą połowę wybiegłby wypoczęty). Gwarantujemy, że nikt nie zauważyłby różnicy.

Tak wyglądała Legia w pierwszej połowie. Ani jednej groźnej akcji. Ani jednego celnego strzału na bramkę Górnika. Niby wynik przywieziony z Zabrza (1:1) dawał nadzieję na to, że przy 0:0 dowiezionym do końca uda się do tego finału przeczłapać, ale przecież nie o to chyba do cholery chodzi. Od Legii wymaga się gry w piłkę, a nie przeczłapania…

Zresztą katastrofa wisiała w powietrzu i o tę katastrofę Legia od dłuższego czasu się prosiła. Górnik cały czas sprawiał wrażenie drużyny, która cierpliwie poczeka i gdy tylko nadarzy się okazja, coś tam wciśnie. No i wcisnęła. Jak? Z pomocą legionistów oczywiście. Była to typowa praca zbiorowa. Jak nic cała ta bramkowa akcja to zdecydowanie najlepsze podsumowanie tego, co się w tej rundzie z Legią dzieje. Najpierw Remy zderzył się z Jędrzejczykiem, co pozwoliło pomknąć na bramkę Żurkowskiemu. Młody zabrzanin oddał strzał, który Cierzniak wybił na róg. Z niego dośrodkował Kurzawa, bramkarz Legii w niezbyt trudnej sytuacji zaliczył pusty przelot, piłka trafiła Hlouska w nogi i wturlała się do bramki. Bezlitosne w takim przypadku kamery telewizyjne (z pomocą bezlitosnych realizatorów) oczywiście natychmiast pokazały oblicze właściciela Legii. A ono mówiło samo za siebie. Dariusz Mioduski wyglądał, jakby właśnie wybierał się na pogrzeb.

Dwa słowa o Cierzniaku, bo trzeba. To niezły bramkarz, ale w Legii ma jakiegoś nieprawdopodobnego pecha, co już dawno powinno przekonać, kogo tam trzeba, że do tego klubu on się zwyczajnie nie nadaje. Już pamiętne lanie z Borussią Dortmund, gdy Niemcy zrobili sobie z niego ręcznik, było poważnym sygnałem ostrzegawczym, że wystawianie tego chłopaka do bramki na ważne mecze to nie jest do końca dobry pomysł. Jak nic po golu dla Górnika przypomniało nam się, co o bramkarzu Legii mówił nam jakiś czas temu Jacek Kazimierski: – Czy Cierzniak ma pecha? Tak bym tego nie nazwał. Wpakował się w tę Legię niepotrzebnie i teraz trudno cokolwiek wykombinować. Jakiś czas temu to był bramkarz o porównywalnych umiejętnościach do Malarza, ale chyba już na dobre zardzewiał. A zardzewiał dlatego, że nie gra regularnie. Moim zdaniem powinien zostać w Wiśle i tam robić karierę. A dziś to jest bramkarz, którego strach wystawić w meczu.

No właśnie. Tak się zastanawiamy, co kierowało sztabem szkoleniowym Legii i jej nowym trenerem, że w tak ważnym spotkaniu, być może decydującym o tym, czy ten sezon da się jeszcze uratować, stawiają na gościa, którego „strach wystawić w meczu”, zamiast na Malarza, który chyba jako jedyny spośród legionistów nie zszedł w tym sezonie ani razu poniżej solidnego ligowego poziomu? Wiele nie brakowało, by ta decyzja kosztowała Legię finał Pucharu Polski. Tak czy inaczej, na miejscu Cierzniaka dalibyśmy na jakąś mszę dziękczynną…

Awans Legii załatwiła czerwona kartka dla Loski, ale też dwóch chłopaków, którzy są dziś tej Legii niesamowicie oddani i bez których trudno sobie w ogóle ten zespół wyobrazić. Pierwszym jest Michał Kucharczyk – facet, z którego powinno się brać przykład, jeśli chodzi o ambicję i zaangażowanie. Cała akcja z odsunięciem „Kuchego” od pierwszej drużyny przez Jozaka od samego początku wyglądała na jakieś jedno wielkie nieporozumienie. Dziś Jozaka w Legii już nie ma, a „Kuchy” pociągnął zespół w kierunku finału Pucharu Polski. To jego strzał z wolnego przywrócił przecież nadzieję w to, że nie wszystko jeszcze straconego.
Drugi to Jarek Niezgoda. Przez 80 minut chłopak na boisku nie istniał. W międzyczasie dwie niezłe akcje spartolił, nie trafiając w światło bramki, ale w decydującym momencie posłał rywala na deski – kapitalnie wykorzystując dośrodkowanie. Tak ma grać klasowy napastnik. I choć Jarkowi jeszcze trochę do klasowego napastnika brakuje, to na dziś trudno wyobrazić sobie większy od niego skarb, jaki mieliby w Legii.
I taki wniosek na koniec, biorąc pod uwagę ten cały zimowy zaciąg, na który przy Lazienkowskiej wydano przecież małą fortunę, cieszy, że w decydującym momencie Legię do świata żywych przywracają Kucharczyk z Niezgodą. A nawet cieszy podwójnie…

Inne artykuły o: Górnik Zabrze | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli