Legia jeszcze nie jest sobą. Ale remis nie jest zły

Autor wpisu: 16 lutego 2017 23:10

Wynik niezły, w grze jeszcze trochę do poprawy. Legia w pierwszym spotkaniu 1/16 finału Ligi Europy zremisowała z Ajaksem 0:0. Szanse na awans jak najbardziej są, pod warunkiem, że trener Jacek Magiera trochę poprzestawia. Na przykład wystawi od początku Michała Kucharczyka…

Spodziewaliśmy się przyjemnego dla oka futbolu, szybkich akcji, wielu okazji i popisów technicznych, a było tak sobie. Mecz niezły, ale na pewno nie porwał. Sporo było w grze niedokładności.
W rozważaniach przedmeczowych często przewijało się pytanie: czy obecny Ajax jest silniejszy od tego sprzed dwóch lat? Bo co do Legii wątpliwości nie było – to co grała późną jesienią, to był najefektowniejszy futbol od wielu, wielu lat. Stąd też oczekiwania mamy znacznie większe. Po jesieni nastąpiła zima i w dwa miesiące na Łazienkowskiej zmieniło się więcej niż przez dwa lata. Być może ta jakość jest, ale na razie mistrzowie Polski nie są w stanie jej pokazać. Być może Tomas Necid zacznie w końcu grać na poziomie Nemanji Nikolicia albo Aleksandara Prijovicia, ale na razie tak nie gra.
Po kwadransie spotkania przekonaliśmy się, że Ajax to nie jest drużyna z tej samej półki co Real, czy Borussia Dortmund. Tego się w sumie spodziewaliśmy. Ale Ajax gorzej się prezentuje także od Sportingu, który Legia w Lidze Mistrzów pokonała, dzięki czemu wylądowała na cztery łapy w 1/16 finału Ligi Europy. Można postawić tezę, że stołeczna drużyna w składzie z jesieni, czyli z Nikoliciem i Prijoviciem, nie wypuściłaby rywali z Warszawy z remisem. Teza nie do udowodnienia ani obalenia, ale siła ofensywna Legii jest mniejsza – to widać gołym okiem. I nie jest to ani wielkie odkrycie, ani zaskoczenie. Zastąpić natychmiast tryby w maszynie, która dopiero co zaczęła funkcjonować dobrze – nie jest to zadanie łatwe. Nawet w takim klubie, jak Ajax, który słynie z jednej z najlepszych piłkarskich szlifierni talentów, uzupełnianie braków trwa. Może nie lata, ale miesiące.

Holendrzy od początku grali spokojnie, powoli podchodzili pod pole karne gospodarzy. Dopiero tam zaczynali przyspieszać. Ot, typowy Ajax za kadencji Petera Bosza. A Legia z jakiegoś powodu nie potrafiła się uspokoić, nie potrafiła w pierwszej połowie ułożyć gry, przejąć inicjatywy, popykać piłką. Czekała i badała rywala. Już po ośmiu minutach powinna przegrywać po bombie Davy’ego Klaassena. To była typowa akcja tego zawodnika – wbiegnięcie z głębi pola w pole karne i strzał. Malarz jakimś cudem złapał piłkę, choć z wysokości trybun wyglądało, jakby wpadł z piłką do bramki. I jak się okazało, z trybun widzieliśmy lepiej niż sędziowie.
W pierwszej połowie Legia miał jedną świetną okazję – pod koniec uderzał Necid, ale nieskutecznie. Goście mieli jedną więcej szansę, bo tuż przed zejściem do szatni Kasper Dolberg nie trafił prawie do pustej bramki. Duńczykowi takie klopsy nie zdarzają się często.

Ajax nie jest dla Legii takim rywalem, że jeśli nie wykorzystasz jednej okazji, która ci się trafi, to zwiększasz ryzyko porażki do jakichś 90 procent. Mistrzów Polski stać na to, żeby tych okazji stworzyć więcej. Oprócz tego, że Legia nie mogła złapać rytmu, wychodził też brak techniki. Tu była największa różnica między zespołami. Trzech piłkarzy na boisku – Vadis Odjidja-Ofoe, Miroslav Radović i Vako Kazaiszwili (a potem Guiherme) – którzy potrafią zagrać z pierwszej piłki nie podnosząc jej na wysokość kolan, to trochę za mało. Brakowało co najmniej jeszcze jednego, brakowało Thibault Moulina. Francuz w takim spotkaniu bardzo by się przydał. Zwłaszcza, gdy techniką nie grzeszy i wciąż nie bardzo rozumie się z kolegami jedyny napastnik.
Zauważył to trener Magiera i kilkanaście minut po przerwie wprowadził za niego Michała Kucharczyka. „Kuchy” w półtorej minuty napędził rywalom więcej strachu niż Necid przez godzinę. Nic z tego nie wynikło, ale jeden szybki zawodnik zupełnie zaskoczył Ajax. Do tego stopnia, że stracili jednego zawodnika (po dwóch żółtych boisko opuścił prawy obrońca Kenny Tete). Szkoda, że ta zmiana jakościowa nastąpiła tak późno.
W Amsterdamie szansę obu drużyn wciąż procentowo układają się fifty-fifty. Na korzyść Legii działa teraz każdy rozegrany mecz, bo wiadomo, że po przerwie złapanie rytmu zajmuję chwilę. Oczywiście pod warunkiem, że nie traci się zawodników z powodu kontuzji lub kartek. Tak jak straciła Radovicia, który dostał trzecie upomnienie w europejskich pucharach w tym sezonie i nie zagra za tydzień w rewanżu.

Inne artykuły o: Legia Warszawa | Zagranica

  • ursynów

    To był dziwny mecz, w którym Legia pokazała,że mecze w lidze mistrzów dały jej to coś,czego w naszej lidze nie zdobędzie.To jest drużyna, której nie musimy się wstydzić.Fakt,że brak jej skuteczności,że Necid,to jeszcze nie Nikolic,ale dajmy mu trochę czasu.Zgadzam się,że brak było Moulina.Jodła to na dzisiaj nie ten poziom.Kazaiszwili strasznie długo się asymiluje,wolę Guiherme,nawet gdy nie jest w swojej optymalnej formie.Broź- to wyjście awaryjne,słaby jest.Konieczne jest wzmocnienie na tej pozycji, a i w ataku też potrzebny jest prawdziwy napastnik, bo Kuchy to skrzydłowy , a nie środkowy atakujący.Jest jeszcze chwila,by braki uzupełnić.Szkoda Radovica.Myślę,że w rewanżu Legia będzie już w lepszej dyspozycji.Teraz liga, kolejne mecze z przeciwnikami, z którymi można przećwiczyć różne ustawienia.No i będzie dobrze.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli