Legia nie jest anty–Polonią. Ma własną tożsamość, historię i pozycję

Autor wpisu: 28 stycznia 2019 14:48

Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa wydało kuriozalne oświadczenie. Ogłasza w nim, że nie będzie współpracować z biznesmenem Markiem Jakubiakiem, z którym planowało wprowadzenie na rynek kibicowskiego piwa, bo przedsiębiorca… ma zamiar ratować czwartoligową Polonię Warszawa. SKLW ostrzega jednocześnie, że jeśli Jakubiak zainwestuje środki w klub z Konwiktorskiej, stowarzyszenie będzie prowadzić szeroko zakrojoną akcję bojkotu produktów z firm związanych z biznesmenem. Ręce i nogi opadają…

Stowarzyszenie – chcące przecież uchodzić za poważne – używa w oświadczeniu sztubackiej ortografii, by nazwę Polonii celowo napisać z małej litery, samo strzela sobie samobója. I nie tylko sobie. Całej polskiej piłce. Każdy kolejny biznesmen, któremu ktoś zaproponuje inwestowanie w ligowy futbol, będzie pamiętał o lekcji udzielonej Jakubiakowi. Czyli najpierw negocjujemy biznes, ale jak coś się nam nie spodoba, to będziemy ciebie i twoje firmy bojkotować. I do bojkotu zachęcać innych. Przyjemna perspektywa, prawda?
Ale co to obchodzi kibica, który chce tu i teraz pokazać, że to on jest suwerenem. Jakby mało było głośnego przykładu z Krakowa, który dobitnie pokazywał dokąd w praktyce prowadzą rządy kiboli. Czy kłopoty Wisły, która walczy o życie, to jeszcze było mało?
Zresztą można też spojrzeć na przykład Łodzi, gdzie ŁKS-owi i Widzewowi było ciężko, bo biznesmeni bali się ostracyzmu i kłopotów, jeżeli wesprą któryś z klubów. Żeby mieć święty spokój nie dawali kasy żadnemu. Lepiej?
Oświadczenia SKLW nawet nie trzeba masakrować. To oświadczenie i jego wartość intelektualna, masakrują się same. A groźba bojkotu produktów z firm związanych z biznesmenem, który chce ratować Polonię, jest szorowaniem po kompletnym dnie. Smutne, że ktoś w ten sposób myśli. Załamujące, że ktoś się takim myśleniem publicznie chwali. Nawet jeśli podpisuje je tylko zbiorowo.
Na szczęście nie wszyscy kibice Legii myślą tak jak SKLW, w którego oświadczeniu jest nie tylko błąd ortograficzny. Jest też błąd logiczny, błąd w myśleniu.
Legia nie jest anty-Polonią. Bo klub z Konwiktorskiej w żaden sposób nie definiuje Legii. Ona ma własną tożsamość, własną historię i pozycję. Dodajmy od razu pozycję hegemona, który w stolicy nie ma – i w przewidywalnej przyszłości – nie będzie miał, żadnej konkurencji. Wielu mieszkańców Warszawy kibicuje dwóm klubom: temu z okolicy, który jest jak lokalna, mała ojczyzna i temu wielkiemu – Legii, na którą się chodzi po dobry futbol, na prestiżowe mecze, na duże nazwiska.
Moi koledzy ze Starówki, którzy na Konwiktorską mają rzut beretem, zawsze – nawet w czasach gdy Polonia była w Ekstraklasie i potrafiła wygrywać przy Łazienkowskiej mistrzostwo Polski – mówili mi, że kibicują zarówno Legii, jak i Polonii. Bo przecież obie są z Warszawy, tak jak oni. I nie było w tym krzty fałszywego tonu. Chłopaki serca mieli podzielone pół na pół. Do stadionu Polonii od dziecka mieli z podwórka bliżej, ale to na Legię przyjeżdżały Manchestery United, Barcelony, Reale itd. Magia ich nazw i dryblingi wielkich piłkarzy też przyciągały. A wizyta na Łazienkowskiej nie wykluczała odwiedzin na Konwiktorskiej i odwrotnie.
Takie ekumeniczne podejście chłopaków ze Starówki, kibicom z SKLW jest – jak widać – kompletnie obce. Jest dla nich nie do przyjęcia. Bo, w ich myśleniu, szkodzi to klubowi z Ł3.
A Legia wcale nie będzie silniejsza, nawet jeżeli zostałaby jednym, jedynym klubem w Warszawie. Kibice z SKLW stracili ogromną szansę pokazania swojej wielkości. Zamiast pochylić się nad klubem w kłopotach, uznali, że lepiej go deptać. I deptać tych, którzy chcą podać rękę, pomóc wstać. Jakby nie znali zasady, że nie kopie się leżącego.
Widać sama miłość do własnego klubu to zbyt mało, potrzeba jeszcze wroga. Najlepiej wroga słabego, którego łatwo się da zetrzeć z powierzchni ziemi.
A to kompletnie niepotrzebne. Przecież kluby w stolicy i tak mają pod górkę. Ich liczba i znaczenie topnieją jak śnieg na wiosnę. Nie trzeba do tego dokładać własnej ręki.
Za dobry przykład niech posłużą losy Sarmaty Warszawa czy Gwardii, gdzie na atrakcyjne grunty klubów wjechały buldożery deweloperów i historię futbolu w stolicy rozjechały na miazgę. Na bocznym boisku na Wolskiej, na którym na studiach grałem z kolegami z UW w piłkę, dziś stoi apartamentowiec.
W czasach swojej świetności Gwardia zdobywała Puchar Polski, wicemistrzostwo kraju i dostarczała reprezentantów do kadry. Dziś zniknął z bramy przy ul. Racławickiej nawet charakterystyczny napis/neon „Gwardia Warszawa”, który był przez całe lata symbolem tej części Mokotowa.
Wiele warszawskich klubów już nie istnieje, inne żyją w jakimś podziemiu, bez własnych obiektów, grając gdzieś w gościach. Bez bazy, bez zaplecza, bez środków. I bez wielkiej przyszłości.
Warszawa jest miastem, które ma ciągle jeszcze skandalicznie słabą bazę piłkarską. Na wielkim Ursynowie nie ma ani jednego (sic!) pełnowymiarowego boiska. Żadnego! Ani z naturalną trawą ani ze sztuczną. W dzielnicy, gdzie mieszka 150 tysięcy ludzi nie ma żadnego boiska, na jakim można grać oficjalne mecze! Mówimy o stolicy i o boisku, które mają w B-klasie nawet małe wioski.
Może zamiast się nawzajem kanibalizować i niszczyć, warto pomyśleć czy nie udało by się wspólnymi siłami czegoś zbudować. Dla siebie, dla własnego klubu, dla Warszawy. Szkoda energii na hejt i akcje bojkotowe. Można ją spożytkować na coś pozytywnego. Np. wspólną akcję kibiców, którzy będą się domagać się od miasta budowy pierwszego pełnowymiarowego boiska na Ursynowie.
Nie warto słuchać tych, którzy zamiast budować, wolą tylko burzyć.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Panie redaktorze ale jest pan wymagający. I to w stosunku do SKLW. To ci patrioci – budują nową historię. W Warszawie była, jest I będzie tylko Legia .Tak ci ludzie widzą warszawską piłkę. No cóż nawet browar Jakubiaka tego nie zmieni. A co do piwa to Legia takie już ma-co prawda nie piłkarze, ale rugbiści.2 kwietnia 2018 sekcja rugby warszawskiej Legii wraz z browarem Karuzela z warszawskich Bielan uwarzyli legijne piwo.A pełnowymiarowe boisko na Ursnowie. To jest niemożliwe. Mieszkam to już 40 lat i nigdy władz tej dzielnicy futbol nie interesował. Gdyby nie grupa zapaleńców(rodziców dzieci) i śp. Rudolf Kapera nie było by SEMP. Ale jeszcze dwa apartamentowce więcej to większa kasa – a w piłkę można jechać grać do Powsina-niedaleko.

  • Piotr Borkiewicz

    Ja jestem kibicem Legii od dziecka. Wychowałem się na Marymoncie i kilku moich kolegów kibicowało Polonii. Polonii która w tamtych czasach nie istniała w świadomości większości jako marka sportowa. Patrzyłem na nich z pewnym podziwem, bo to był swojego rodzaju kibicowski heroizm.
    Oprócz tego że jestem Legionistą to jestem również Warszawiakiem i zawsze kibicowałem warszawskim klubom w tym Polonii, jeśli tylko nie grali z Legią. Uważam że lokalny patriotyzm jest zdrowy, bo jest konstruktywny.
    Mam wrażenie że pieniąze na sport są w Warszawie wydawane bez sensu. Przecież chodzi o upowszechnienie sportu wśród dzieci i młodzieży, ale również stworzenie możliwości awansu sportowego dla tych którzy chcą postawić na wyczyn, bo to jest motor marketingowy dla kolejnych roczników.
    W Warszawie jest mnóstwo szkółek piłkarskich dla dzieci do 13-14 roku życia, ale co dalej? Nie ma klubów które mogą przyjąć te dzieciaki w starszym wieku a potem w seniorach. Mamy mniejsze kluby w ruinie, bez infrastruktury bez możliwości rozwoju, grające w ligach okręgowych albo niżej.
    Mamy kluby które mają potencjał jeśli chodzi o tereny i demograficzny z racji położenia w dużych dzielnicach. Red. Tuzimek pisze o Ursynowie, ale ja również nie kojarzę boiska pełnowymiarowego na Mokotowie. Razem to jest około 350 tys ludzi. Są młode dzielnice, Białołęka, Bemowo, Ursus, Wilanów gdzie też jest pustynia. Powinno się zacząć od budowy mniejszych klubów nastawionych na szkolenie a potem budować stadiony dla większych
    Większość sekcji jest płatna, co wyklucza dzieci z rodzin biedniejszych. Czy miasto ma jakiś pomysł na to?
    Tyle się mówi o chorobach cywilizacyjnych o otyłości i wylicza ile pieniędzy państwo przeznacza na leczenie. A nikt nie pisze i nie liczy o ile tańsza jest profilaktyka. Sport jest najlepszą profilaktyką, bo jest okazją nie tylko do wysiłku ale również edukacji zdrowotnej. Dlaczego do sekcji sportowych nie mozna dołączyć programu np. Ministerstwa Zdrowia polegającego na edukacji zdrowotnej i odżywiania.
    Lubimy wywalać pieniądze w komin, żeby się pokazać nie dbając o ich efektywność. Ostatnio Prezydent Trzaskowski obiecał dofinansować 3 warszawskie kluby piłkarskie łączną sumą 3 mln zł. Są to Legia, Polonia i Ursus. A dlaczego nie ma tam Escoli Varsovia? To jest klub który robi świetną robotę szkoleniową w Warszawie. Dlaczego nie chcemy dawać pieniędzy ludziom którzy udowodnili że potrafią? Tego nie umiem zrozumieć.
    Wracając do Polonii. Miasto planuje wybudować centrum sportu ze stadionem za 420 mln zł. Jestem dwoma rękami za,ale. Kto tym będzie zarządzał? Czy ci panowie ktorzy nie potrafią zorganizować klubu na poziomie III ligi? Mam poważne wątpliwości czy jak dostaną w zarządzanie takiego molocha sportowego to sobie z tym poradzą. Polonia najpierw powinna znaleźć wiarygodnego właściciela z pomysłem na funkcjonowanie a potem można lać w nią beton za setki milionów. Mamy mnóstwo przykładów gdzie miasta budują stadiony a potem drapią się po głowach jak je finansować. Kluby zawodowe powinny być zarządzane przez prywatny biznes z pomysłem na funkcjonowanie.
    Może czegoś nie wiem, ale z tego co widzę to się kupy nie trzyma. Piniądze publiczne są powierzane w zarządzanie jakimś szarlatanom zarządzania, którzy potrafią tylko wisieć na miejskiej kieszeni. Polonia może być taką marką jaką dzisiaj jest Cracovia. Hutnik czy Ursus mogą być klubami szkolącymi i grającymi na poziomie I albo II ligi. Escola z jakimś małym obiektem też może grać w II albo III lidze.
    Piszę tylko o piłce, bo nią się najbardziej interesuje, ale pewnie tak jest w wielu innych dyscyplinach. To jest frustrujące, ten brak pomysłu i zasypywanie tego dna organizacyjnego kolejnymi pieniędzmi publicznymi. Najpierw plan a potem inwestycje.
    A jeśli chodzi o ratowanie Polonii przez pana Jakubiaka, to on ma pomysł żeby ją ratować za miejskie pieniądze. Polonia potrzebuje właściciela a nie gościa dobrego za publiczne.

  • Piotr Borkiewicz

    Jeszcze tylko dodam, co mozna „wycisnąć” sportowo z takiej populacji jak Warszawa.
    Słowenia z liczbą mieszkańców 2 mln, ma niezłe reprezentacje w piłce, hokeju, koszykówce i skokach oraz narciarstwie alpejskim.
    Islandia z liczbą ludności 360 tys (tyle co Ursynów z Mokotowem) ma reprezentacje w piłce nożnej groźną dla wielu innych z duzych krajów i piłkę ręczną na poziomie.
    Mazowieckie z populacją 5,3 mln jest większe niż Chorwacja czy Urugwaj. Jaką mają piłkę nie muszę mówić. Mazowieckie nawet nie jest biedne, co jest ulubionym argumentem impotentów organizacyjnych, którzy wiecznie twierdzą że jesteśmy biedni i dlatego nie mamy sportu.
    Nie, nie jesteśmy biedni, jesteśmy bezmyślni.
    Teraz jest problem żeby z baraku obok Legii wyprowadziła się sekscja strzelecka której umowa najmu już się skończyła a Legia ma tam wybudować boiska dla dzieci i budynek w którym siedzibę będzie miała ta sama sekcja strzelecka. Ale blokują. Taki mamy klimat. Warcholstwo, nienawiść i wkładania kija w szprychy.

  • Piotr Borkiewicz

    Ja jestem kibicem Legii od dziecka. Wychowałem się na Marymoncie i kilku moich kolegów kibicowało Polonii. Polonii która w tamtych czasach nie istniała w świadomości większości jako marka sportowa. Patrzyłem na nich z pewnym podziwem, bo to był swojego rodzaju kibicowski heroizm.
    Oprócz tego że jestem Legionistą to jestem również Warszawiakiem i zawsze kibicowałem warszawskim klubom w tym Polonii, jeśli tylko nie grali z Legią. Uważam że lokalny patriotyzm jest zdrowy, bo jest konstruktywny.
    Mam wrażenie że pieniąze na sport są w Warszawie wydawane bez sensu. Przecież chodzi o upowszechnienie sportu wśród dzieci i młodzieży, ale również stworzenie możliwości awansu sportowego dla tych którzy chcą postawić na wyczyn, bo to jest motor marketingowy dla kolejnych roczników.
    W Warszawie jest mnóstwo szkółek piłkarskich dla dzieci do 13-14 roku życia, ale co dalej? Nie ma klubów które mogą przyjąć te dzieciaki w starszym wieku a potem w seniorach. Mamy mniejsze kluby w ruinie, bez infrastruktury bez możliwości rozwoju, grające w ligach okręgowych albo niżej.
    Mamy kluby które mają potencjał jeśli chodzi o tereny i demograficzny z racji położenia w dużych dzielnicach. Red. Tuzimek pisze o Ursynowie, ale ja również nie kojarzę boiska pełnowymiarowego na Mokotowie. Razem to jest około 350 tys ludzi. Są młode dzielnice, Białołęka, Bemowo, Ursus, Wilanów gdzie też jest pustynia. Powinno się zacząć od budowy mniejszych klubów nastawionych na szkolenie a potem budować stadiony dla większych
    Większość sekcji jest płatna, co wyklucza dzieci z rodzin biedniejszych. Czy miasto ma jakiś pomysł na to?
    Tyle się mówi o chorobach cywilizacyjnych o otyłości i wylicza ile pieniędzy państwo przeznacza na leczenie. A nikt nie pisze i nie liczy o ile tańsza jest profilaktyka. Sport jest najlepszą profilaktyką, bo jest okazją nie tylko do wysiłku ale również edukacji zdrowotnej. Dlaczego do sekcji sportowych nie mozna dołączyć programu np. Ministerstwa Zdrowia polegającego na edukacji zdrowotnej i odżywiania.
    Lubimy wywalać pieniądze w komin, żeby się pokazać nie dbając o ich efektywność. Ostatnio Prezydent Trzaskowski obiecał dofinansować 3 warszawskie kluby piłkarskie łączną sumą 3 mln zł. Są to Legia, Polonia i Ursus. A dlaczego nie ma tam Escoli Varsovia? To jest klub który robi świetną robotę szkoleniową w Warszawie. Dlaczego nie chcemy dawać pieniędzy ludziom którzy udowodnili że potrafią? Tego nie umiem zrozumieć.
    Wracając do Polonii. Miasto planuje wybudować centrum sportu ze stadionem za 420 mln zł. Jestem dwoma rękami za, ale…. Kto tym będzie zarządzał? Czy ci panowie którzy nie potrafią zorganizować klubu na poziomie III ligi? Mam poważne wątpliwości czy jak dostaną w zarządzanie takiego molocha sportowego to sobie z tym poradzą. Polonia najpierw powinna znaleźć wiarygodnego właściciela z pomysłem na funkcjonowanie a potem można lać w nią beton za setki milionów. Mamy mnóstwo przykładów gdzie miasta budują stadiony a potem drapią się po głowach jak je finansować. Kluby zawodowe powinny być zarządzane przez prywatny biznes z pomysłem na funkcjonowanie.
    Może czegoś nie wiem, ale z tego co widzę to się kupy nie trzyma. Pieniądze publiczne są powierzane w zarządzanie jakimś szarlatanom zarządzania, którzy potrafią tylko wisieć na miejskiej kieszeni. Polonia może być taką marką jaką dzisiaj jest Cracovia. Hutnik czy Ursus mogą być klubami szkolącymi i grającymi na poziomie I albo II ligi. Escola z jakimś małym obiektem też może grać w II albo III lidze.
    Piszę tylko o piłce, bo nią się najbardziej interesuje, ale pewnie tak jest w wielu innych dyscyplinach. To jest frustrujące, ten brak pomysłu i zasypywanie tego dna organizacyjnego kolejnymi pieniędzmi publicznymi. Najpierw plan a potem inwestycje.
    A jeśli chodzi o ratowanie Polonii przez pana Jakubiaka, to on ma pomysł żeby ją ratować za miejskie pieniądze. Polonia potrzebuje właściciela a nie gościa dobrego za publiczne.

  • Piotr Borkiewicz

    Nie wiem dlaczego osunięto ze strony mój komentarz? Czy to może jest „język nienawiści”?

  • Piotr Borkiewicz

    czy mogę liczyć na wyjaśnienie dlaczego usuwacie mój komentarz? Mogę oczywiście nie brać udziału w dyskusji pod artykułami, ale chyba po to macie to forum żeby było miejsce na dyskusję, albo chociaż na wyrażenie własnej opinii. Tym bardziej że nie była obraźliwa dla nikogo, tylko krytyczna wobec niektórych działań lub ich braku.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli