„Kuchy” zapewnił Państwu miły wieczór, ale egzamin będzie za tydzień

Autor wpisu: 1 grudnia 2018 23:08

Legia silna, konsekwentna, konkretna i skuteczna. Koronę Kielce – zespół z ambicjami i umiejętnościami – wręcz zdmuchnęła z boiska. Wygrana 3:0 daje komfort i dodaje pewności przed meczem półrocza w Ekstraklasie, jaki za tydzień czeka Legię w Gdańsku w spotkaniu z Lechią. Trener Ricardo Sa Pinto dziś triumfuje, ale tę najważniejszą klasówkę ma dopiero w następnej kolejce. Wtedy się okaże czy jest królem, któremu wszystko wolno, czy uzurpatorem, który robi wokół siebie tylko dużo zamieszania.

Korona przyjechała do Warszawy po trzech zwycięstwach z rzędu (z Zagłębiem, Piastem i Górnikiem), ale w sumie ważniejszy był styl w jakim wcześniej wygrywała drużyna z Kielc. Gino Lettieri stawia na futbol skuteczny, ale jednocześnie przyjemny dla oka. Korona gra ofensywnie, odważnie do przodu, widowiskowo. Potrafi wyjść spod pressingu – pokazała to także w sobotni wieczór w Warszawie – i widać, że chłopaki z Kielc grają bez kompleksów. Sporo potrafią i wierzą w to co potrafią. I nikt nie ma wątpliwości, że to zasługa włoskiego trenera, który urodził się w Szwajcarii, ale ma także niemieckie obywatelstwo. To Lettieri zrobił z Korony drużynę, która straszy rywali w Ekstraklasie, ale już nie tym jak przed laty, że to są „scyzoryki”, grającą twardo i bez miłosierdzia, ale po prostu grą w piłkę. I to dobrą grą.
Może także dlatego Lettieri ma taki autorytet, bo jest bezkompromisowy. Na przykład nie bał się zrobić zmiany już w 34. minucie gry, gdy Jakuba Żubrowskiego zastąpił Mateusz Możdżeń. Żubrowskiemu nie szło, złapał szybko żółtą kartkę i mocno pracował na drugą. Trener Korony postanowił nie czekać, bo chyba bał się, że do przerwy Żubrowski nie dotrwa. Zresztą Lettieri zrobił trzy zmiany w godzinę, ale i tak nic to mu nie dało. Legia była o dwie klasy lepsza, poza zasięgiem Korony.
Legia w ostatnim meczu w Lubinie wygrała 1:0, ale styl pozostawiał wiele do życzenia. Stąd – przed przyjazdem na Łazienkowską Korony – było tyle obaw. Bo Legii stawia się – i słusznie – wyższe wymagania niż przeciętnej ligowej drużynie.
Warto być uczciwym wobec pracy jaką z drużyną wykonał Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk naprawdę ustabilizował grę zespołu z Łazienkowskiej. Zespołu – dodajmy – który był w kryzysie sportowym, mentalnym, personalnym i kryzysie przywództwa. Nigdy nie było wiadomo, czy kontuzjowani są rzeczywiście kontuzjowani, czy też uciekają na L-4, bo nie są w stanie dźwignąć presji.
Sa Pinto to zmienił. On sam jest liderem i chyba chce, żeby to tak zostało. Jest trochę, przy zachowaniu wszelkich proporcji, jak Jose Mourinho, sam chce być gwiazdą. Dziś w Legii nie ma kryzysu przywództwa, bo przywódca jest jeden – trener. Portugalczyk już wielokrotnie pokazał, że piłkarze są ważni, ale są tylko narzędziami do osiągnięcia celu. Jak się komuś takie podejście nie podoba to: „do widzenia”.  Sa Pinto przejrzał skład, oddzielił ziarna od plew i z nikim się nie certoli.
„Salon odrzuconych” jest imponujący. W sobotę, z różnych względów, nie było w kadrze meczowej kilku dużych nazwisk:
Arkadiusz Malarz, Inaki Astiz, Michał Pazdan, Jarosław Niezgoda, Domagoj Antolić, Miro Radović czy Jose Kante. O Krzysztofie Mączyńskim nie wspominam, bo można popaść w niełaskę legijnego dworu.
Ale dopóki Sa Pinto wygrywa jest królem. Może robić wszystko, właściciel chyba pretensji miał nie będzie. A zatem krytycy, zbanowani dziennikarze i dziennikarki, odstrzeleni piłkarze muszą cierpliwie czekać. Teraz rozmowa o wzajemnym szacunku i pryncypiach nie ma sensu. Dźwięk werbli triumfalnych zagłuszy wszystko. Ale czas na to przyjdzie. Jak pisał wieszcz: „poeta pamięta”. Teraz jeszcze nie czas.
Gola strzelił znowu Cafu – chyba najlepszy piłkarz Legii w tej pierwszej części sezonu – ale „ojcem chrzestnym” tej bramki był Michał Kucharczyk. „Kuchy” to jest „Kuchy”, może w każdej akcji błysnąć geniuszem, albo ją spektakularnie schrzanić. Tym razem skrzydłowy Legii zagrał bardzo dobrze: poszedł za akcją, wyszedł do podania od Sebastiana Szymańskiego, dociągnął do linii końcowej i wycofał piłkę na 11. metr przed bramkę. Tam chwilę sobie poprzeszkadzali Dominik Nagy i Cafu, ale ważniejsze było to, że nie przeszkadzali im piłkarze Korony. Cafu zmieścił piłkę przy samym słupku. A wkurzony Lettieri wyszedł do linii bocznej i rozłożył szeroko obie ręce, w pytającym geście do swoich zawodników: „Panowie, kur…! Co jest?”.
Kucharczyk był bohaterem także przy drugim golu, gdy skutecznie – w 45. minucie gry – skończył dynamiczną akcję Dominika Nagy’a na lewym skrzydle. Podszedł pazernie na piłkę i zdobył gola na 2:0. „Kuchy” nie byłby sobą, gdyby nie jego sympatyczna „prawdziwkowatość”. Zapytany w przerwie spotkania przez reportera Canal+, Michał przyznał szczerze, że symulował faul Djibrila Diaw’a, gdy obrońca Korony dostał żółtą kartkę. Już na boisku „Kuchy” kiwał palcem wskazującym w lewo i w prawo, chcąc pokazać, że kartonik się rywalowi nie należał. A w przerwie wypalił wprost: – Proszę nie zapisać do „galerii padolino”. No… snajper mnie zestrzelił – mówił łobuziakowato Kucharczyk i nawet trudno się było na niego gniewać.
Zresztą szczere zwierzenia w przerwie to nie był ostatni popis „Kuchego” w tym spotkaniu. W drugiej połowie, po genialnym podaniu Cafu, Kucharczyk poszedł do piłki na pełnej szybkości, a że Ivan Marquez nie był w stanie go dogonić, to wyrąbał legionistę w nogi. Chyba liczył, że skończy się na żółtej kartce, ale się przeliczył. Dostał czerwoną i sytuacja Korony – z bardzo złej – stała się beznadziejną. To zasługa Kucharczyka, bo przy wszystkich trzech kluczowych akcjach (dwóch golach i czerwonej kartce) miał duży udział.
I to wszystko w niecałe 70 minut, bo Kucharczyka zmienił Kasper Hämäläinen. Co ciekawe, to po zdjęciu wojownika „Kuchego”, Korona miała najlepszą okazję do strzelenia gola. Maciej Górski, chłopak z Warszawy, wychowany w Agrykoli, ze śladowym akcentem także w Legii, przełożył ładnie piłkę w polu karnym i uderzył tak silnie i precyzyjnie, że gdyby nie interwencja Radosława Majeckiego, który sparował piłkę na słupek, ewidentnie byłby gol.
Majecki zagościł w bramce Legii już na stałe. Popełnił jeden gruby błąd w meczu z Koroną, ale już widać, że nie ma ryzyka, żeby chłopaka wystawiać w pierwszym składzie.
Arkadiusz Malarz pisze na Twitterze, że jego osobisty spadek w trzy miesiące o trzy pozycje w dół (dziś nie mieści się nawet w 18-tce meczowej) „boli go kurew***” i że on „nie da się zniszczyć”, no ale pisząc te rzeczy w mediach społecznościowych, raczej sobie nie pomaga. Chyba czas pomyśleć w klubie – o co już apelowaliśmy wcześniej – o godnym pożegnaniu zasłużonego bramkarza. To co teraz się dzieje, niczym dobrym się nie skończy. Miejcie ludzie klasę…
I jeszcze jedno. Legia to były klub wojskowy. A wojsku, jak ktoś nie trzymał ciśnienia, to dostawał brom. Taką dawkę bromu należy następnym razem dać Marco Vesoviciowi. Mógł w głupi sposób dostać czerwoną kartkę w końcówce, bo postanowił dać „liścia” Soriano. Ktoś, kto za tydzień ma mecz z Lechią w Gdańsku i bierze dobre pieniądze za grę w Legii, musi trzymać ciśnienie. Vesović  ma umiejętności, ale bałkański charakter to musi sobie sam temperować.
W następnej kolejce mecz z Lechią, nad morzem. Bardzo ważny w kontekście walki o mistrzostwo.
Jeśli drużyna Sa Pinto przegra, jego krytycy będą go mogli „dojechać”. Jeśli wygra, będą musieli – przynajmniej na razie – milczeć. Ale „poeta pamięta”…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • xymoxon

    Może czas zmienić przedmiot zainteresowania? Bo ten tekst jest dokładnie tym, na co cierpi polskie dziennikarstwo sportowe.

  • ursynów

    Zobaczymy czy za tydzień Legii będzie wiał, wiatr od morza.Zobaczymy,czy kapitan statku Sa Pinto okaże się jego prawdziwym kapitanem.Bo w ostatnim okresie ten gość pragnąc udawać Mourinho,wychodzi na tym jak kiepski uczniak, Wielkie mniemanie o sobie, traktowanie ludzi z buta, zarówno dziennikarzy jak i graczy, świadczy o tym,że zapatrzył się na to co w tym kraju się dzieje , a czynione przez niego nerwowe ruchy chwały mu nie przynoszą.Pisze redaktor o klasówce za tydzień, która ma pokazać czy lekcje są dobrze odrobione, Jeśli Lechia ma być nauczycielem Legii to śmiech mnie ogarnia. W meczu ze Śląskiem, wygrali fartownie,a okrzyknięty gwiazdorem Haraslim (porównywany do Dudy),to jeszcze nie ta klasa.Faktem jest,że Stokowiec potrafił wycisnąć z gówna bat, ale nie oszukujmy się Lechia to nie kandydat na Mistrza, bardziej obawiałbym się Lecha, którego na wiosnę Nawałka odbuduje.Lechia jest słaba kadrowo, to co gra to gra na farcie,dobrym przygotowaniu fizycznym,odpowiedniej do zasobów kadrowych taktyce .I w tym Stokowiec przewyższa wszystkich trenerów w lidze o dwa kilometry,A poza tym to siła spokoju w przeciwieństwie do wariata Pinto.Ten gość skłócił piłkarzy(stąd takie wpisy)środowisko dziennikarskie, lekceważąc je. A kto to do kur.y nędzy Sa Pinto jest.. Cytuje redaktor tak nieśmiało Miłosza z wiersza ,,Który skrzywdzony,, Werble nie zagłuszą,Panie redaktorze nawet po wygranych meczach. Czytam pana teksty, walczy pan o dobrą piłkę,o wzajemne poszanowanie,działaczy i piłkarzy, tępi pan przekupstwo i buractwo.I to jest słuszne,ale nie można akceptować tego co robi Sa Pinto,może ma przyzwolenie Mioduskiego. Ja wiem,że piłka to bezpardonowa gra,kto słaby odpada.Ale Pinto wciąż miesza i nie wiadomo tak do końca, co kryje za tymi dziwolągami kadrowymi.Co decyduje: forma czy widzimisie tego pana.Skoro Pan poleciał Miłoszem – to ja ten przydługi tekst też pojadę tym autorem i końcówką tego wiersza
    Nie bądź bezpieczny,poeta pamięta
    Możesz go zabić , narodzi się nowy
    Spisane będą czyny i rozmowy
    Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy.
    I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta
    Teraz nie czas pisze pan- zobaczymy,kibic z Łazienkowskiej wybacza,ale potrafi być okrutny.

    • xymoxon

      Czy korzystasz z poradni zdrowia psychicznego?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli