Kibicom z Łazienkowskiej polecamy herbatkę uspokajającą

Autor wpisu: 1 sierpnia 2019 21:01

Legia jest w trzeciej rundzie eliminacji do fazy grupowej Ligi Europy i to jest jedyna dobra rzecz jaką można powiedzieć o czwartkowym występie wicemistrza Polski. Oj, mega słabe to było i kompletnie do zapomnienia. Gdy w 90. minucie wyjazdowego meczu Legii z Kuopion Palloseurana, napastnik gospodarzy – Rangel wbił piłkę do bramki bronionej przez Radosława Majeckiego, duża część kibiców zespołu z Warszawy była bliska zawału. Na szczęście okazało się, że facet był na spalonym. Gdyby nie to, byłby to czarny moment w historii Legii. Tego dnia nic jej się nie udawało.

Ewentualna dogrywka – a może i karne – skończyłyby się prawdopodobnie nieszczęściem. Bo czy można w jednym meczu zmarnować pięć „setek” i jeszcze rzut karny i wyjść z tego cało? Okazuje się że można, ale legioniści powinni pójść do kościoła i dać na mszę, bo to, że dalej są w grze o Ligę Europy to w większym stopniu zasługa niebios, niż samych piłkarzy.
Zawiedli jako zespół, od którego wymaga się jakiejkolwiek kultury gry. Liderzy poznikali. Taki Carlitos zaliczył występ więcej niż dyskretny – nie było go. Nie strzelał, nie kreował sytuacji i po godzinie męczarni zastąpił go Domagoj Antolić, co akurat było dobrym posunięciem trenera Vukovicia, bo Chorwat trochę poukładał grę. Ale ostrożnie z pochwałami, bo nie ma za co ich dawać.
Jeśli jednak mamy pretensję do Carlitosa, to co powiedzieć o poczynaniach Sandro Kulenovicia? Chłopak się – kurka wodna – skompromitował. Najpierw zmarnował całą serię tzw. sytuacji stuprocentowych, a później schrzanił kompletnie rzut karny. Oj, co miał za mecz… Będzie mu się śnił po nocach i chyba tylko fakt, że Chorwat ma dopiero 19 lat, jest jakimś usprawiedliwieniem. Raczej jestem skłonny myśleć, że po prostu mecz mu nie wyszedł, a nie że nie umie grać w piłkę. Spuśćmy na to miłosiernie kurtynę milczenia.

Mecz Legii w Kuopio oglądało się tym trudniej, że miejscowy realizator stosował jakieś bardzo dziwne rozwiązania telewizyjne: zaskakujące zbliżenia, ujęcia zza bramki, pokazywanie zawężonej części boiska, albo powtórki z przeciwległej strony boiska. Takie pomysły, jakich nie używa się dzisiaj we współczesnej realizacji widowisk sportowych. Ale napisać, że Legię oglądało się źle tylko z powodu, w jaki pokazywano jej mecz – byłoby grubym nadużyciem. Wicemistrzowie Polski męczyli się strasznie.

Już od początku meczu widać było, że Legii gra się w Kuopio trudno. Pierwsze pół godziny było absolutnie do zapomnienia. Akcje były szarpane, nieskładne, chaotyczne. Trudno zgadnąć czy była to kwestia sztucznej murawy, czy też momentu w jakim pod względem sportowym znajduje się aktualnie drużyna z Łazienkowskiej. Zresztą mniejsza o przyczynę, ale efekt był taki, że trudno się było zorientować, który z zespołów znajdujących się na boisku prezentuje wyższą kulturę gry. Fińska drużyna nie bardzo mogła zaskoczyć, bo po prostu nie ma czym. Gra taki prymitywny dosyć futbol, polegający na jak najszybszym dostarczeniu piłki do wysuniętego napastnika – dobrze zbudowanego Rangela.
Gorzej, że Legia próbowała futbolu wcale nie bardziej wyszukanego. A wręcz przeciwnie: Radosław Majecki wybijał piłkę długim podaniem na połowę gospodarzy, gdzie niby legioniści mieli o nią walczyć, ale najczęściej tę futbolówkę właśnie tracili. Źle to wyglądało. Oczywiście można sobie opowiadać, że we współczesnym futbolu nie ma już słabeuszy, że Kuopion Palloseura to nie kelnerzy, ale… Bądźmy poważni. No od Legii musimy i mamy prawo wymagać więcej.
Po kolejnych wybiciach piłki przez Majeckiego, komentujący ten mecz w TVP Sport Andrzej Strejlau zaczął się kuriozalnie doszukiwać w tym kopaniu jakiejś głębszej myśli, jakiegoś założenia taktycznego trenera Aleksandara Vukovicia. Ale te poszukiwania Steejlaua miały taką samą szansę powodzenia jak poszukiwanie „bursztynowej komnaty” albo „złotego pociągu”. Podobno oba te „cuda” istnieją.  Zupełnie jak wyrafinowania taktyka Legii polegająca na mocnym wykopie do przodu.

Widać, że Legia ma cały czas problem z oceną własnej siły i psychicznie jest słabiutka. Zawodnicy sami nie wiedzą na co ich stać jako zespół i grają nerwowo, niepewnie. Z takim rywalem, jakim są Finowie z Kuopio, solidna drużyna powinna być w stanie ułożyć sobie bieg wydarzeń na boisku, prowadzić grę i „dusić” przeciętniaków. Ale Legia też na dzisiaj jest przeciętna. Podobno ma niebawem „ozdrowieć”. Podobno…
Strzelec gola z pierwszego meczu tych drużyn w Warszawie – Mateusz Wieteska nie mógł zagrać w rewanżu, bo nabawił się kontuzji. Zagrał za niego William Remy, ale był zwrotny jak wóz z węglem. Zaliczył żółtą kartkę i też nabawił się kontuzji.
Końcówka meczu wyglądała dramatycznie. Niewykorzystany karny poderwał do ostatniej defensywy zespół fiński i było blisko nieszczęścia.
– Jesteśmy w permanentnej defensywie – grzmiał na koniec Strejlau i co chwila głośno, znacząco wzdychał…
Legia utrzymała zaliczkę 1:0 z Warszawy i skróciła męki zarówno Strejlaua jak i nasze.
Oj Legio, Legio…
Brat z Kanady do mnie napisał: „Oglądanie obecnej Legii jest teraz tak interesujące, jak patrzenie gdy sąsiad zamiata garaż”. Odpisałem mu, że zamiatanie może być ciekawsze i co ważne: w odróżnieniu od gry Legii, musi być robione z sensem.
Na co zatem mogą liczyć kibice z Łazienkowskiej? Na razie tylko na własną cierpliwość i herbatkę uspokajającą.
Na teraz na nic więcej.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • ursynòw

    Widzę, że redaktor zmienił zawód. Lekarzem został redaktor.I to wszechstronnym. Jak nie rehabilitacja dla Legii to herbatka uspokajająca dla kibiców. Redaktorze tu nic nie pomoże, nawet pana wiara w Vukovica. Ta drużyna jest słaba, trener jej nie przygotował do gry. Zresztą widać, że nie panuje nad tym bałaganem. A jego umiejętności są wątpliwe. Chyba że? Ale jak mawiał klasyk-„chyba się łòdka na wodzie”

  • smutas

    Co można napisać po takim spektaklu?Pisanie ,że mecz był słaby, zawodnicy beznadziejni to truizm. takie mecze idą taśmowo w wykonaniu Legii.Ale bądźmy sprawiedliwi, pozostałe nasze czołowe drużyny są równie tragiczne jak drużyna stołeczna.Dlaczego? Ano dlatego,że grają w niej słabi zawodnicy. Bo ci lepsi z Polski, powyjeżdżali za chlebem, grają w lepszych i lepiej płatnych ligach. U nas sprowadza się szrot zagraniczny, wracają zgrani polscy zawodnicy, którzy już blisko są emerytury piłkarskiej, bądź nie łapią się do składów.Co zdolniejszy grajek ucieka z tej piłkarskiej prowincji.No i jest sprawa trenerów.Polskich dobrych jest paru: Stokowiec, Fornalik, może Probierz.Reszta jest albo słaba,albo bardzo słaba.Od czasu do czasu na rynek polski zawita dobry trener, przeważnie jak ma przerwę w zatrudnieniu w klasowej lidze.Jest jedna wielka smuta.Mówienie,że taki Vukovic potrzebuje czasu by coś z tej Legii zrobić, to oszukiwanie samego siebie, a nóż się uda.Nie uda się Panie redaktorze. Ja rozumiem,że najłatwiej jest przywalić i domagać się natychmiastowych zmian. Każdy powinien dostać szansę. Ale ja jestem stary człowiek i kibic,nie kupuję takiej narracji. Legia od czasu Czerczesowa nie miała dobrego trenera.Klub trenowali szarlatani z Bałkanów,czy Portugalii, albo byli to ludzie bez doświadczenia.Po tym meczu nawet Pan znacznie spuścił z tonu , a tekst Pana odczytuję jako tekst dla pokrzepienia serc.Cierpliwość się już u większości wyczerpała, a herbatka uspokajająca tu nic nie pomoże .By dalej to wszystko móc oglądać trzeba walnąć lufę.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli