Jóźwiak: Antolić, Cafu, Philipps to diesle. Biegają w jednym tempie

Autor wpisu: 24 lipca 2018 23:45

Mecz można przegrać. No, ale jednak nie tak beznadziejnie jak Legia ze Spartakiem Trnawa. I jeszcze w końcówce stracić bramkę na 0:2, by z misji w rewanżu trudnej, uczynić niemożliwą. Słowacy przyjechali do Warszawy grać o życie, a legioniści wyszli na boisko nieskoncentrowani jak dzieci na szkolnej wycieczce. Jak w ogóle można być aż tak nieprzygotowanym mentalnie do walki o Ligę Mistrzów? Na głowy legionistów posypią się gromy. I słusznie, bo na dzisiaj to jest drużyna bez jakości, bez woli walki, bez charakteru.

A wystarczy, że ten zespół (co pokazały mecze z Arką i Lubinem) źle mecz zacznie, już ma problemy. Zaczyna się dygot, lęki, bojaźń. Wszyscy – za przeproszeniem – obsr… ze strachu. Nie ma nikogo, kto by wziął ciężar gry na siebie. Nie ma wojowników.
Jedno jest pewne. Kolejny lipiec, kolejne lato, kolejna runda eliminacyjna – a Legia znów jest nieprzygotowana do rywalizacji o Ligę Mistrzów. Przyjeżdża drużyna bardzo średnia – bo taką, przy całym szacunku, jest Spartak Trnawa – ale wybiegana i to dla mistrzów Polski od razu są Himalaje futbolu. Szczyty nie do zdobycia.
W ogóle oglądanie meczów naszych klubów w eliminacjach do europejskich pucharów jest jak wizyta u dentysty. Wiesz, że to przykra konieczność, od której nie da się wymigać, ale łudzisz się, że będzie bolało jak najmniej. Tym bardziej, że wszyscy dookoła zapewniają cię, że tak właśnie będzie: szybko, łatwo, bez problemów i do domu. Jakież jest rozczarowanie, gdy rzeczywistość nie nadąża za wyobrażeniem. I na taki właśnie „fotel dentystyczny” zaprosili nas we wtorkowy wieczór legioniści.
Niby jakość piłkarska – bo to wynika z różnic między budżetami obu klubów – miała być po stronie Legii. Ale trudno się było tego na Łazienkowskiej dopatrzeć. Słowacy grali w gościach jak starzy. Spokój, technika, doświadczenie. Bez paniki, bez dygotu, z wielką wiarą we własne umiejętności. Słowacy z Trnavy to nie Irlandczycy z Cork City, którzy stawiali autobus we własnym polu karnym. Zespół Radoslava Latala grał zupełnie inaczej. Odważnie, utrzymując się przy piłce, rozgrywając, prowadząc grę. W pierwszej połowie dramatyczne „siaty” dostali Cafu i Chris Philipps, co świadczy już nie tylko o odwadze Słowaków, ale wręcz o ich tupecie i bezczelności. I o tym, jak mocni czuli się na tle Legii.
Legioniści – jak to ostatnio im się często zdarza – wyszli na boisko jacyś nieskoncentrowani i już po chwili mogli stracić dwa, a nawet trzy gole. Ciekawe, że tak Legię „goniła” drużyna złożona z – za przeproszeniem – odpadów z Ekstraklasy, czyli piłkarzy, których nikt nie chciał i trenera, którego pogoniono z Piasta Gliwice.
Już w pierwszym kwadransie meczu Marvin Egho efektownie zameldował się na boisku dwa razy. Najpierw uderzył tak z głowy z pięciu metrów, że wszyscy się zastanawiali się, jak ta wytatuowana ręka Arka Malarza w ogóle była w stanie odbić piłkę, skoro sam bramkarz zdążył już wcześniej polecieć w przeciwnym kierunku.
Drugi raz Egho pokazał się tak, że skasował Krzysztofa Mączyńskiego i nie poniósł za to wielkich konsekwencji, bo żółta kartka w tej akcji to jest śmiech. Jaka była reakcja legionistów na tę sytuację? No właśnie żadna, ale o tym na końcu tekstu.
Najlepszy w Spartaku Erik Jirka trzy razy strzelał tak swobodnie jakby się wszyscy legioniści umówili, żeby mu nie przeszkadzać. Coś tam próbował Carlitos, szarpał Marko Vesović, ale gdzie była cała reszta? I znów – tak jak w przypadku reprezentacji Polski na mundialu – nie wiemy, czy to sił nie ma i sztab nie trafił z przygotowaniami, czy to coś siedzi w głowach piłkarzy.
Najgorzej wyglądały te dramatyczne luki w grze defensywnej Legii. Jak to w ogóle jest możliwe, że nikt nie atakuje zawodnika z piłką (albo robi to zbyt późno), tak, że ten może spokojnie przywalić na bramkę Malarza i pozostaje już tylko odmawianie „zdrowasiek?
W 52. minucie komentujący ten mecz w telewizji Marek Jóźwiak zauważył: „Mowa ciała zawodników Legii podpowiada mi, że dzisiaj będzie bardzo ciężko. Słowacy są bardziej energetyczni”. Słowa byłego legionisty zabrzmiały złowieszczo jak muzyka w filmie „Szczęki”, która zwiastuje widzowi – choć on tego jeszcze nie widzi – że rekin jest blisko.
Legia zagrała w osłabieniu i – choć nie jest to usprawiedliwienie – to trzeba brać tę okoliczność jako łagodzącą. Z Pazdanem i Remy’ym ta drużyna w obronie z pewnością wyglądałaby lepiej. Może nawet z Jędrzejczykiem, ale ten jest na wygnaniu. Bo z Astizem, to można grać już tylko w lidze oldbojów
Ale obrona to pól biedy, a drugie pół to ofensywa. Wszystko do bólu przewidywalne. Bo ile można grać długimi podaniami na pilnowanego Carlitosa? Człowiek to ogląda i szkoda mu, że kontuzjowany jest… Kucharczyk. Ten przynajmniej walczyć potrafi.
– Zagraliśmy fatalnie. Bez pomysłu, bez właściwie niczego… – nie umiał znaleźć powodów porażki Miro Radović. Miał rację, Legia była w tym meczu kompletnie naga.
– Antolić, Cafu, Philipps to diesle. Biegają w jednym tempie – pokusił się o motoryzacyjne porównanie Marek Jóźwiak. Trudno się z nim nie zgodzić. Trudno też nie spytać się co to za niemoc dopadła Philippsa i Antolicia? Przecież ci faceci –  a szczególnie ten drugi! – pokazywali w minionym sezonie, że w piłkę grać potrafią. Czy ktoś to potrafi wyjaśnić?
Kilka minut przed końcem meczu, wspomniany wcześniej Marvin Egho dał Inaki’emu Astizowi materiał do przemyślenia, czy nie powinien natychmiast zakończyć kariery. 24-letni Austriak ograł Hiszpana w sposób kompromitujący. I choć wydawało, się że bardziej skompromitować się już nie da, to jednak Astiz to zdołał zrobić. Jan Vlasko pchnął Astiza leciutko, a ten obalił się na ziemię jak kompletny – za przeproszeniem – pierdoła.
Droga Legio! Astiz to fajny, miły chłop. Dobry człowiek. Nie pozwólcie mu się tak kompromitować. Trzeba mu kupić kwiaty, dać pamiątkową koszulkę, a Dariusz Mioduski i Lucjan Brychczy uścisną mu rękę na do widzenia.
Trzeba Inakiego pożegnać z orkiestrą, bo już czas. Jego na boisko można już wpuszczać wyłącznie na zasadzie atrakcji sprzedawanej dzieciakom w klubowym sklepie: „wygraj pojedynek z Astizem. Na pewno dasz radę”. Ten chłopak na to nie zasłużył.
I jeszcze o charakterze tego zespołu. Marvin Egho ogrywał w końcówce spotkania Astiza, a tak naprawdę nie powinien… być w stanie. Sposób, w jaki skasował Mączyńskiego, powinien się skończyć dla niego karą. Piłkarze z charakterem wiedzą jak się takie rzeczy załatwia. Skoro na noszach został zniesiony Mączyński, to ktoś z Legii powinien rywalowi zafundować taką samą wycieczkę w lektyce za linię boczną. Tak się buduje szacunek przeciwników do siebie. Ale w Legii, w środę nie dość, że nie było nikogo, kto by grał w piłkę, to nawet nie było nikogo, kto by umiał zadbać o szacunek. Tak, zgodnie z honorowym kodeksem piłkarzy.
Panowie, jak się sami nie będziecie szanować, to nikt was szanował nie będzie.

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • ursynów

    Panie Darku co tak delikatnie, kiedy nóż się otwiera. Żal mam do drużyny, której kibicuję od kilkudziesięciu lat,żal mam za to,że swą grą lekceważy mnie i te tysiące na trybunach. Żal mam do Mioduskiego,że wyrzucił Magierę, a potem zatrudnił szrot z Chorwacji. Chorwacja dobrych piłkarzy ma, ale trenerów, zwłaszcza tych co są , bądź byli w naszej lidze-ma strasznie ch..ych. Jak można przegrać z prowincjonalną drużyną z 70 tys Trnavy z miasteczka jak podwarszawskie Legionowo.Wstyd,beznadzieja i brak perspektyw. Wyrzucenie Klafurica tu nic nie zmieni, bo ci piłkarze co grają nie są przygotowani do gry.Śmieszy mnie trochę wypowiedź Rado,chłopie ogarnij się,a nie zachowuj się jak beksa.Zgadzam się z Panem,że Astiz to zwłoki, a nie piłkarz.Pisze Pan,że fajny chłop, miły chłop, dobry człowiek- to niech idzie do zakonu kamedułów bosych, tam się sprawdzi.Nie zgadzam się co do Egho, bo to brzmi jak wezwanie do samosądu, to nie po chrześcijańsku.Legia znalazła się w ciemnej dupie, jak trudno z niej wyjść widzieliśmy rok temu, tam pomógł jej beznadziejny Lech. Teraz będzie ciężej choć to początek sezonu. Jest jeszcze czas by diesle przerobić na hybrydy,spróbować Michalaka,może wspomoże Legię Pazdan, no i jeszcze okienko nie zamknięte> Tylko nie wiadomo czy Miodzio będzie chciał pakować forsę w tę drużynę?

  • zgubek

    Drużynę Legii zaatakował wirus naszej reprezentacji.System 3-5-2, takie same wykonanie, brak ambicji,etc. To dziwne bo z Legii na Mistrzostwach byli tylko Pazdan i Jędrzejczyk- no a teraz przecież w niej nie grają.Patrząc na Legię ogarnia człowieka wielka smuta.Coś trzeba z tym szybko zrobić, bo mając naprawdę duży potencjał jak na nasze warunki, wiernych kibiców, nie można tego zmarnować. Eksperyment pod tytułem Klafuric nie wypalił, albo inaczej , on się wypalił. Czas na zmiany, tylko spokojnie, bez szaleństw.A Nawałka niech sobie odpoczywa, bo on na Łazienkowskiej niczego by nie zmienił.

  • zgubek

    Okazuje się,że Legię zaatakował wirus,tak twierdzi Klafurić, trudno mu nie wierzyć.Nie wierzę ,że Legia jest w stanie wygrać na wyjeździe 3:0, tak jak uważa Klafurić. No,ale może jestem człowiekiem małej wiary,ale w Fortunie obstawię taki wynik.

  • tomek Mazur

    Panie redaktorze Darku, nie ładnie promowac na polskich boiskach jeszcze wiecej Peszków ( z meczu z Jagielonią ). Ja rozumiem, że drużyna z charakterem tak powinna załatwić sprawe ale namawianie do tego przez dziennikarzy to przegięcie, pozdrawiam.

  • vittorio

    Pan redaktor odleciał.Jak można namawiać zawodników do celowego brutalnego faulowania.Czas na zmianę pracy panie Tuzimek.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli