Czy istnieje życie bez Carlitosa?

Autor wpisu: 12 września 2019 16:07

Jest twardy, zdecydowany. I szczery jak mało kto. Mówi tak jak myśli, a nie to, co wypadałoby powiedzieć, bo ludzie chcieliby to usłyszeć. Nie kalkuje, nie uprawia sztucznego PR-u. Kibicom się nie podlizuje. Nie kadzi im. Wręcz przeciwnie, wyraził się bardzo dosadnie o ich zachowaniu, gdy na własnym stadionie wygwizdali schodzącego z boiska Kulenovicia. A przecież jeszcze nie tak dawno był w Legii trener, który dawał kibicom kasę „na oprawy” i czekał na pozdrowienia z trybun.

Aleksandar Vuković jest inny. Płynie pod prąd jeśli uważa, że to jest dobre dla drużyny. Legia ma w końcu trenera, który stawia sprawy jasno i prosto. Nie kluczy, nie mija się z prawdą. Nie ma kłopotu z szanowaniem innych, jak to było za jego poprzednika z Portugalii.
Vuković nie dostał zaufania na kredyt, na który przecież jako wieloletni legionista całkowicie zasługiwał. Musiał przejść przez „piekło wątpiących”, takich co to kwestionują czyjś warsztat, choć sami nie mają o tym bladego pojęcia. Musiał udowadniać, że nie jest wariatem, że nie faworyzuje jednego piłkarza, kosztem innego. Niechętni Serbowi nie chcieli zauważyć, że drużyna robi postęp i to latem, w okresie gdy w ostatnich sezonach zdychała i na jej grę nie dało się spokojnie patrzeć.
Nie ma sensu pisać laurki, bo „Vuko” to facet z krwi i kości. Jak mu się zagotuje w żyłach bałkańska krew to nie patrzy na konsekwencje. Ostatnio „ulało” się trenerowi Legii, kiedy na konferencji prasowej po zwycięskim meczu z Rakowem, powiedział wyraźnie poruszony: – Nie oczekuję, że ktoś zauważy, że Vuković – oszołom od  atmosfery w szatni, debil, robi sensowne rzeczy. Ale też nie pozwolę, by teraz ludzie zaczęli robić ze mnie debila, bo nie wystawiłem Jarka Niezgody od początku z Rangersami – wypalił.
Miał o tyle rację, że każdy trochę lepiej zorientowany kibic niby powinien wiedzieć, że to Vuković zawsze stawiał na Niezgodę („u Sa Pinto był schowany głęboko w szafie”) , ale nie był w stanie wystawić go od początku w Glasgow, bo przecież chłopak dopiero wracał do pełni sił po kolejnej kontuzji. Tyle, że kibice szukali alternatywy dla Kulenovicia. To jego nie chcieli, a czy będzie grał Niezgoda czy Carlitos, wszystko jedno.
Kwestia Kulenovicia urosła do takich rozmiarów, że rozsądniej było go sprzedać do Dinama Zagrzeb, bo tu miałby stale pod górę. – Lepiej dla niego, bo może tam zostanie lepiej potraktowany. Pytano mnie kiedyś, czemu gracze z Bałkanów odchodzą za większe pieniądze niż z Polski. Może m.in. dlatego, że nie gwiżdże się na nich gdy mają 19 lat, rozumie młodych graczy i daje im czas. Są tam warunki atmosferyczne, ale i życiowe. Nie jest tak negatywnie… – mówił Vuković. I coś w tym jest – kibic cierpliwości nie ma za grosz. Ma być wynik i gole, tu i teraz. I trener ma wystawiać Carlitosa, nawet jeśli Legia z nim w składzie żadnego tytułu nie wygrała.
Myślę, że „Aco” generalnie ma rację, ale niepotrzebnie odnosi się do negatywnych treści części dziennikarzy i części kibiców.Lepiej stosować w takim przypadku zasadę: „psy szczekają, karawana idzie dalej”. Rozsądny kibic będzie widział pracę jaką wykonał Serb z tą drużyną i że to zmierza w sensownym kierunku, niezależnie od przegranej z Rangersami. I od tego, że raz na jakiś czas Legia straci punkty w lidze. Liczy się to, co jest istotne w dłuższej perspektywie.
Ale kibicom trzeba lepiej tłumaczyć co się dzieje z drużyną i dlaczego dokonuje się takich, a nie innych wyborów personalnych. I dlaczego ten Carlitos nie grał? Vuković świetnie to zrobił w programie „Sekcja Piłkarska” na sport.pl.
– Od meczu ze Śląskiem drużyna złapała rytm i zaczęła wyglądać na boisku tak, jak tego oczekuję. W konsekwencji następny mecz zespół zagrał w podobnym ustawieniu, zresztą tak jak i kolejne mecze – tłumaczył trener Legii.
Carlitos zaczynał sezon jako cofnięty napastnik, taka „dziesiątka”, grający za wysuniętym napastnikiem. Później w tym miejscu boiska zastąpił go Walerian Gwilia i to był trafna decyzja trenera. Gruzin napędzał ataki Legii, rozrzucał piłkę do skrzydeł, albo sam kończył akcje strzałami i zdobywał gole. W jego grze widać było troskę o dobro drużyny, której często nie dało się zobaczyć w przypadku Carlitosa. On najczęściej sam chciał akcję kończyć.
Jest jeszcze jedna kwestia – posłuch. Gdy się zarządza grupą ludzi, tak jak trener (ale i kierownik albo dyrektor w pracy) to zasady muszą być jasne: szef jest jeden. Jak się nie przestrzega tej reguły to trudno liczyć na sukces. Wtedy każdy ciągnie w swoją stronę, chce jak najwięcej ugrać dla siebie. A dla zespołu gra tylko do tego momentu, do którego jest to zbieżne z jego interesami.
Pytany o to, co się stało latem, że Carlitos wypadł z łask trenera, Vuković potwierdza to, o czym wcześniej tu pisałem: – Nastąpiła weryfikacja końcówki sezonu, o której nikt nie chce pamiętać. Ile Carlitos strzelił bramek w rundzie finałowej poprzedniego sezonu? W siedmiu meczach zdobył dwie bramki. Jedną z Cracovią z karnego w pierwszym meczu i drugą w ostatnim z Zagłębiem Lubin, gdy graliśmy już o pietruszkę. Tamten układ nie funkcjonował. Graliśmy o mistrzostwo Polski z Piastem Gliwice, z Lechem, z Lechią, z Pogonią i tych meczów nie byliśmy w stanie wygrać. Tak przegraliśmy tytuł. Tymczasem nadal funkcjonuje obraz, że jest w Legii piłkarz nie do ruszenia. I to jest dla mnie niezrozumiałe. Dzisiaj są pytania dlaczego Carlitos nie zagrał w Glasgow z Rangersami. On tam nie miał prawa zagrać. Kilka dni wcześniej chciałem go sprawdzić w meczu z ŁKS w pierwszej jedenastce, ale on sam zadeklarował, że lepiej dla niego będzie jak on nie zagra, bo dopina transfer. Na boisko w Łodzi wyszedł Niezgoda i strzelił dwie bramki. To co ja miałbym w Glasgow powiedzieć, że pierwszeństwo ma Carlitos, który już jest do dyspozycji? To byłoby niesprawiedliwe. Czy to jest mój upór? Nie, to zwykłe zarządzanie drużyną – kończy trener Legii.
Vuković w tamtym wywiadzie zadeklarował, że jeszcze liczy na Carlitosa. Ale Hiszpan sam się poddał, odfrunął do Emiratów. Oddał Legię walkowerem, co pokazało jak bardzo wierzył w siebie i jak bardzo chciał zostać na Łazienkowskiej.
Nie taki oszołom od atmosfery ten „Vuko”. Po prostu porządek robi.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Każdy ma swojego Vukovica. Redaktor od wielu miesięcy usiłuje w swoich tekstach przekonać nas do trenera Legii.To cenne jak ktoś w kogoś wierzy, ufa mu, ceni jego dokonania. U redaktora Tuzimka, takim kimś,,jest legionista z krwi i kości, a Serb z pochodzenia” Aleksandar Vukovic. Przez wiele miesięcy nim nastał w Legii Vukovic, obiektem zainteresowań redaktora był niejaki Sa Pinto. Postać mało ciekawa, trener żaden-gość bez wyników.Bił redaktor w niego jak w bęben, a ja gorąco na tych stronach go wspierałem. Fakt, Sa Pinto to w Legii nieporozumienie, tak jak w ostatnich trzech latach polityka transferowa , zarówno w odniesieniu do zawodników, jak i trenerów. Delikatnie rzecz biorą to była żenada. Teraz mamy Vukovica, którego redaktor jest gorącym zwolennikiem. Niestety nie podzielam jego entuzjazmu, ale może nie znam się i redaktor ma rację, wierząc w jego kwalifikacje i w to ,że wyprowadzi Legię z marazmu. Legia dla Warszawy to klub legenda, tak jak dla Madrytu Real. Oczywiście to nie ta klasa, ale w historii piłki klubowej w Polsce, to bez wątpienia pierwszoplanowy klub.W ostatnim okresie przykro był patrzeć co się w tym klubie dzieje, jak gra,jak rozmienia się ,,na drobne”. Może Vukovic, to wszystko wyczyści, poskłada i Legia wróci na właściwe tory. W najbliższym czasie zweryfikują to dwa wyjazdowe mecze do Jagiellonii i Cracovii. Jeśli wyjdzie z nich Legia z tarczą, zacznę wierzyć,że Aleksandar idzie dobrą drogą i , przekona mnie do siebie, tak jak przekonał redaktora Tuzimka. Jeśli będzie inaczej, to pozostanę przy swoim. A co do postawionego pytania w tytule. Tak istnieje życie bez Carlitosa, tak samo jak bez wielu innych w tym klubie.Życie nie jest proste i sprawiedliwe i być może to jest dobra wiadomość dla większości z nas. Tak kiedyś, ktoś mądry powiedział i trudno z tym się nie zgodzić.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli