Hamulec ręczny w Legii został zwolniony i poszło!

Autor wpisu: 3 kwietnia 2019 23:07

No! To była Legia! Jej kibicom znowu chce się żyć. W środę widać było, że gra w piłkę tę drużynę w końcu cieszy. Że to jest zespół, że walczy, że bardzo chce wygrać. Teraz najlepiej widać jak wielkim ciężarem dla zespołu był toksyczny Ricardo Sa Pinto. Wyeksportowanie go do Portugalii zdjęło każdemu z legionistów worek z piachem z pleców. Była lekkość, była ofensywa, było pokazanie możliwości. Legia była konkretna. Sa Pinto przy Łazienkowskiej mordował futbol…

Akcja, w której Legia zdobyła trzecią bramkę to chyba jest nie tylko akcja kolejki, ale wręcz akcja całego sezonu. Piłka chodziła jak po sznurku. Wywalczył ją Carlitos, mądrze zagrał Hämäläinen, świtenie podał Kucharczyk, kapitalnie wrzucił Vesović, a potem piętką odegrał znowu Carlitos. Na końcu technicznie uderzył Andre Martins! Bajka!
Jak można było zarzynać drużynę z takim potencjałem ofensywnym…
Ale tej akcji i gola pewnie by nie było, gdyby chwilę wcześniej Radosław Cierzniak nie obronił rzutu karnego. Jak wszyscy ciągną wózek, to wszyscy. Cierzniak zresztą potwierdził w tym meczu, że jest w wysokiej formie. To niesamowite, że Legia ma aż trzech świetnych bramkarzy.
Zwolnienie Sa Pinto spowodowało powszechny entuzjazm. Kibice Legii znów mogli z pełnym wsparciem patrzeć na swój zespół. Bo ostatnio, jak widzieli przy ławce rezerwowych długowłosego Portugalczyka, to trochę w niektórych górę brało uczucie: „skuś baba na dziada”. Czyli im gorzej, tym lepiej.

Na szczęście prezes Dariusz Mioduski w końcu się opanował, spakował aroganta i od środy można się już pozbyć tego głupiego „podwójnego myślenia”. Można całym rozumem i sercem być za Legią, kiedy prowadzi ją legionista z krwi i kości „Aco” Vuković. Serb z polskim paszportem zdał właśnie egzamin UEFA Pro, dostał do pomocy Marka Saganowskiego, a to przecież jest wszystko czego mu do roboty potrzeba. Aha, jeszcze uwijał się jak w ukropie trener bramkarzy – Krzysztof Dowhań. Przyjemny obrazek, potwierdzający, że wszystko wraca na swoje miejsce.
Na razie jedyne co nowy trener był w stanie z drużyną zrobić, to spróbować dotrzeć mentalnie do głów piłkarzy i obiecać im, że od teraz będzie normalnie i sprawiedliwie.
Vuković nie chciał i nie mógł – po zaledwie jednym rozruchu z drużyną – robić rewolucji z składzie. Jego zadaniem było jedynie przywrócić zawodnikom Legii radość z uprawiania futbolu. I przypomnieć im, że przecież w piłkę grać potrafią.  Legioniści dostali więcej swobody na boisku i przyzwolenie na bardziej ofensywne granie. I to wystarczyło.
Choć szczerze trzeba powiedzieć, że zbyt dużej swobody przy wyborze składu to „Vuko” nie miał. Cafu nadal pauzuje za kartki, Adam Hlousek kontuzjowany, Dominic Nagy dopiero wraca do zdrowia po kontuzji, a Jarosław Niezgoda naderwał mięsień dwugłowy i nie zagra w piłkę przez kilka tygodni.

Główną zmianą taktyczną było to, że w środę Sebastian Szymański powędrował na lewe skrzydło, choć u Sa Pinto grał na „dziesiątce”, za napastnikiem. Jego miejsce zajął Kasper Hämäläinen. Jak było widać po pierwszym i drugim golu, była to istotna zmiana. Fin wykorzystał swój wzrost i dobrą grę głową, którą zdobył pierwszą bramkę dla Legii. Warto dodać, że stało się to po dośrodkowaniu od Marko Vesovicia, który grał w środę świetnie. Zresztą podobnie jak Michał Kucharczyk, z którym absolutnie zdominowali prawą stronę. W tym sektorze boiska Jagiellonia nie istniała. Podanie „Kuchego” do Szymańskiego przy drugim golu to było ciastko! Brawo „Kuchy King”!
Mateusza Wieteskę zastąpił w pierwszej „jedenastce” – w porównaniu do składu z Krakowa – William Remy. Ale to było oczywiste. Chyba jedynym trenerem na świecie, który mając takiego piłkarza, trzyma go na ławce był Sa Pinto. Vuković na szczęście szalony nie jest i rozumie futbol. A Witeska też zagrał, tylko później i jako… defensywny pomocnik!
Wrócił do Legii team spirit, wróciła radość, wrócił szacunek.
Jeden przykład. Paweł Stolarski w poprzednim meczu dostał od Sa Pinto tzw. „wędkę”. Portugalczyk go zdjął z boiska już w pierwszej połowie meczu z Wisłą, trzy minuty przed przerwą. Pewnie gdyby Sa Pinto był nadal trenerem, to Stolarski nie załapał by się do meczowej „osiemnastki”. Ale jest Vuković, który wie, że takiego piłkarza jak młodzieżowy reprezentant Polski nie wolno tracić. Chłopak dostał pomocną dłoń i może odbudować swoją wiarę we własne umiejętności. I o to chodzi. Tak się buduje zespół, tak się buduje klub.
Wrócił też do zespołu Miro Radović i zagrał kilkanaście minut. I także obecność „bratko” na boisku miała wymiar symbolu. Nie chodziło wyłącznie o sam szacunek do piłkarza – choć to też – ale także o to, co „Rado” jeszcze potrafi. A przynajmniej dwa razy tak rozbujał rywali, że nie wiedzieli nawet, w którym kierunku jest droga na Białystok.
Symboliczne było też to, że nie zagrali Medeiros i Agra, a Rocha został zdjęty z boiska. Podobnie jak Andre Martins, ale jego w przerwie Vuković mocno przytulił i podziękował za walkę. To pokazuje, że narodowość nie decyduje o miejscu w składzie. Nie gra się dlatego, że jest się Portugalczykiem, ale dlatego, że się na to zasługuje. Andre Martins na pewno zasługuje. Cafu też. Reszta wycieczki z Portugalii ma kłopot.
Legia wróciła na właściwe tory, choć warto pamiętać, że to był dopiero pierwszy mecz z nowym trenerem. Choć tu nie wiadomo czy ważniejsze nie jest, że bez starego…
Ale na pewno wyścig o mistrzostwo Polski znów nabrał rumieńców.

***

W środę pojawiła się informacja, że Arka namawia na pracę w Gdyni Jana Urbana. Ciekawe, że nie namawiała go Legia, którą prowadził dwa razy, zdobył z nią kilka trofeów, wychował kilku dobrych piłkarzy.
Legia – jak to Legia – rozglądać się będzie za „księciem z bajki” zamiast za dobrym, przewidywalnym, solidnym trenerem i obudzi się zbyt późno, z ręką w nocniku. Jeśli prezes Dariusz Mioduski nie widzi w Legii Urbana to powinien dać popracować Vukoviciowi. I to dłużej niż 10 meczów. Legia ma wiele problemów, ale teraz – wbrew pozorom – wcale już nie jest nim trener.
Vuković to legionista. Zasługuje na prawdziwą szansę.
Prawdziwą! Nie wchodzenie do drużyny jak do tramwaju, tylko na kilka przystanków.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • zgubek

    Legia wygrała pewnie.Wielu zawodników pokazało grę jakiej za Pinto u nich nie widzieliśmy. To cieszy i jeśli będzie komplet punktów z Górnikiem i Pogonią-to obrona tytuły może być realna.Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale dzisiaj faktycznie Legię oglądało się z przyjemnością. Już nie bolały zęby od topornych zagrań z poprzednich meczów.Rację miał Grzegorz Kalinowski,że nie ważna jest metryka , tylko umiejętności i zaangażowanie. Hamalainen strzelił gola, jakże ważnego. Ba, ten zdaniem pieprzniętego Pinto dziadek, w meczu z Jagiellonią zaliczył najwięcej kilometrów ze wszystkich zawodników Legii. Miał silę, chęci i determinację. Zresztą prawie wszyscy wykazywali ogromną determinację w grze.Może jeszcze nie gryźli trawę, ale na to też przyjdzie czas.A co do trenera-cenię Vuko jako zawodnika, jako dobrego ducha zespołu.Ale chyba jest ciut za wcześnie by był pierwszym jej trenerem.Pisałem wczoraj,że na Legię powinien wrócić Urban.Legia go nie namawia? szkoda, razem z Vukovicem byli dobranym duetem trenerskim.Urban ma poukładane w głowie i dobrą rękę do wprowadzania młodych zawodników do drużyny,Vuko to serce Legii. Kiedy w sztabie trenerskim jest mądra głowa i bijące serce- to można osiągnąć to na co stać jest drużynę z Łazienkowskiej, nie tylko mistrzostwo Polski, ale godne zaprezentowanie się pucharach.Panie Mioduski, weź się ogarnij,odgarnij kędziory z oczu i działaj.

  • ursynów

    ,,Warszawscy piłkarze wyglądali, jakby ktoś odblokował zaciśnięty przez zwolnionego w poniedziałek Ricardo Sa Pint hamulec ręczny.Śmiało grali do przodu ,byli kreatywni,dryblowali,zaskakiwali podaniami za plecy obrońców,mieli luz , którego im wcześniej brakowało.”Takie są pierwsze słowa komentarza redaktora R.Błońskiego w Przeglądzie Sportowym po meczu na Łazienkowskiej.Czytam tekst redaktora Tuzimka i tu też wątek motoryzacyjny.,,Hamulec ręczny w Legii został zwolniony i poszło!” Tyle czasu piach, męczarnie, katastrofa- a tu wystarczy zwolnić czy też odblokować hamulec ręczy i gra muzyka. Żartuję oczywiście, wszystko co napisali redaktorzy Tuzimek i Błoński to prawda szczera jest.Oglądało się grę graczy z Łazienkowskiej z przyjemnością. Nikt nie zawiódł, po Vukovicu widać było ,że to już PAN TRENER z papierami.Oby ten obrazek po zakończeniu meczu, gdzie wszyscy się ściskają, cieszą, a stadion bił brawo na stojąco, towarzyszył wszystkim meczom Legii do końca rozgrywek.A Mioduski niech weźmie dodatkowe lekcje w samochodzie z tabliczką L i niech mu wytłumaczą,żeby już więcej nie zaciągał ręcznego hamulca. Szerokiej drogi Legio.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli