Przez godzinę to był mecz-padlina, ale także w ten sposób idzie się po mistrzostwo

Autor wpisu: 9 marca 2019 23:13

Legia wygrała mecz w Gdyni w pięć minut. Tyle dzieliło od siebie gole Carlitosa i Sandro Kulenovicia. Cała reszta jest dla kibiców z Łazienkowskiej kompletnie do zapomnienia. Bo to nie było widowisko, o którym się opowiada latami i powstają z tego miejskie legendy. Ale właśnie takimi – uciułanymi – punktami zdobywa się mistrzostwo. Legia zrobiła w Gdyni to, co do niej należało. Teraz niech się męczy Lechia, niech ona czuje presję.

Przez pierwsze 45 minut to był taki mecz, o jakim mówi się, że to klasyczne męczenie buły i jest dużo prawdy w tym lapidarnym określeniu. Dobra, trzeba przyznać, że boisko w Gdyni było przesłabe, ale czyż nie takie są w marcu murawy w Polsce? Nic zaskakującego pod słońcem. Bardziej niespodziewane było to, że Legia przez niemal godzinę tak mało miała do zaproponowania w grze ofensywnej. No bieda kompletna. Widowisko w takim stylu, że można spokojnie odejść od telewizora, pójść do kuchni, zrobić sobie herbaty, bez wielkiego ryzyka, że może nas ominąć coś istotnego. Dobrze, że Legia ma takich piłkarzy jak Carlitos czy Cafu. Czyli, że ma piłkarską jakość. Hiszpan jedną akcją, gdy pięknym balansem ciała zrobił sobie miejsce i zdobył kapitalnego gola, przypomniał się jako ten piłkarz, co to sam mecze wygrywał. Dobrze dla Legii, że Carlitos wraca co swojej starej dyspozycji. 10. gol to już wymierny dorobek tego napastnika, ale – nie oszukujmy się – liczono, że tych bramek będzie nawet dwa razy tyle.

Spotkanie w Gdyni zapowiadano jako mecz walki. I to w sumie była racja, bo na pewno nie był to mecz porywającego futbolu. Ot, specyfika polskiej Ekstraklasy: z jednej strony mistrz Polski, drużyna z aspiracjami na wygranie ligi, a z drugiej dołująca w tabeli Arka, zaliczająca w rozgrywkach porażkę za porażką. I co? I nic! Na boisku wielkiej różnicy widać nie było. Bardzo długo dominowała walka i „rzemiosło”. Takie „rzemiosło” najcięższych czasów PRL – czyli bez jakości, z minimalną odrobiną chęci. I niestety także bez sytuacji podbramkowych. Nuda.
Już przed meczem Sa Pinto powiedział, że obawia się o stan boiska w Gdyni, bo na nierównej nawierzchni ciężko będzie jego technicznej drużynie narzucić swój styl gry. I tak było w istocie.
Arka, od samego początku była skupiona na rozbijaniu ataków rywali, grała bardzo ostrożnie. Ale jak niby miała grać, skoro to właśnie drużyna z Gdyni ma niechlubne miano… najgorszego zespołu Ekstraklasy w 2019 roku.
A Legia bardzo długo – jak to wiosną Legia – niby chciała i chciała, ale jakby nie mogła. A przecież musiała gonić Lechię Gdańsk. Była pod presją, ale niewiele jej się udawało. Brakowało konkretów. A nawet gdy prowadziła 2:0, mogła wypuścić z rąk zwycięstwo. Arce udało się strzelić jedynie kontaktowego gola, ale walczyła ambitnie i za to dla niej brawa.
Ricardo Sa Pinto znów zamieszał składem. I to mocno. Część rotacji wynikała z konieczności. William Remy zawieszony, a kontuzja Sebastiana Szymańskiego spowodowała, że na pozycji numer 10 zagrał tym razem Carlitos, a przed nim biegał Sandro Kulenović. I ten eksperyment się udał: obaj strzelili po golu i być może jest to jakaś opcja taktyczna dla Legii także na przyszłość. Kulenović był na boisku bardzo pracowity i – jak się okazało – także skuteczny.
Jakie jeszcze były w Legii zmiany?
Do Gdyni w ogóle nie pojechał Marko Vesović, który w ostatniej chwili doznał kontuzji. W tej sytuacji na prawej obronie miał w końcu szansę pokazać się – po raz pierwszy w 2019 roku! – Paweł Stolarski. Odchodził z Lechii Gdańsk jako bardzo dobrze zapowiadający się prawy obrońca, z dużymi szansami na grę w podstawowym składzie Legii. W praktyce okazało się, że nie będzie to takie proste. Jesienią nic nie zapowiadało, że Stolarski będzie miał aż takie kłopoty by zmieścić się w jedenastce. To wynik nie tylko tego, że Sa Pinto stawia na Marko Vesovicia, ale chyba też braku satysfakcji z tego, co pokazywał na boisku Stolarski. Czy gdyby Portugalczyk był zadowolony ze Stolarskiego, to tak długo sprawdzałby w sparingach i pierwszym meczu „wiosny”  Michała Kucharczyka na prawej obronie? No chyba nie.
Legia zagrała w Gdyni w eksperymentalnym składzie także z jeszcze jednego powodu. Zespół Sa Pinto gra w środę o 17.00 w Pucharze Polski z Rakowem w Częstochowie i także o tym spotkaniu portugalski trener starał się pamiętać. Pewnie dlatego aż trzech Portugalczyków rozpoczęło mecz w Gdyni na ławce rezerwowych i pewnie to z tego powodu na boisku pojawiły się postacie, dla których brakowało ostatnio miejsca nawet na ławce rezerwowych, jak choćby Inaki Astiz.
Hiszpan miał wejść na plac, uspokoić grę i zablokować dostęp do własnej bramki, ale jak zwykle w ostatnich latach był wolny i mało zwrotny.
Zupełnie odwrotnie niż Iuri Medeiros, który wszedł w Gdyni tylko na końcówkę, ale potwierdził, że szybkość, zwrotność i technika to jego mocne atuty. Teraz czas, żeby pokazywał te możliwości przez pełne 90 minut.
Legia ma wyzwanie w środę, w Częstochowie, które będzie trudniejsze, niż błotna kąpiel w Gdyni. I to pomimo faktu, że jedzie do tylko pierwszoligowca. Pucharu Polski nie wolno odpuścić, a niepokoi najbardziej to, że zespół Sa Pinto ciągle jest w drodze poszukiwania stylu. Szuka, szuka i jeszcze nie znalazł. A skoro tak, to kibic Legii musi się na razie cieszyć z ciułania punktów. Może to nie jest ładne, ale ważne.

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Po meczu z Miedzią Legnica pisał redaktor,,Zostaw pan w spokoju tego Carlitosa. Dobrze pan na tym wyjdziesz”. To brzmiało jak w piosence Lady Pank- Zostawcie Titanica. Brak Carlitosa w składzie kończył się dla Legii w meczach przeważnie tragicznie,albo jak Titanic szła na dno, albo ledwo utrzymywała się na powierzchni..Jest faktem niezaprzeczalnym,że to w Legii kluczowy zawodnik.W meczu z Arką pokazał jedną akcję, która zmieniła losy tego meczu. On, Cafu , Majecki i Jędrzejczyk to kręgosłup tej drużyny. Jeszcze chwiejny ze skoliozą, ale jak wrócą Remy i Szymański to mam nadzieję,że się wyprostuje. Legia ma na pewno klasowych jak na nasze warunki zawodników.Nie wszyscy to potwierdzają, zwłaszcza zaciąg z Portugalii. Medeiros ma papiery na granie w przeciwieństwie do Agry, ale widocznie jeszcze nie ma tyle sił by grać cały mecz, w dodatku na takim boisku.Pisałem,że murawa Legii to kartoflisko. To co było na stadionie Arki, przypominało pozostałość po przejściu stada dzików.Tylko , kto je tam wpuścił?Pisze redaktor, że Legia jest ciągle w drodze poszukiwaniu stylu. Nie ma pan racji, ona już ma swój styl- to chaos- po grecku pustka. Według mitologii greckiej z chaosu powstał świat, ale Sa Pinto – to nie Uranos, ani Gaja- to słaby twórca jest.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli