Futbol bez kompleksów zawsze się obroni

Autor wpisu: 2 listopada 2016 23:35

To był mecz, o którym kibice Legii będą opowiadali wnukom przy kominku. Stadion niemal pusty, rywalem gigant futbolu Real Madryt, który na dodatek strzela gola Legii już w pierwszej minucie, a potem dokłada drugiego. I wtedy zamiast znanego już z tej edycji Ligi Mistrzów scenariusza, czyli miazgi i kompromitacji, budzi się w Legii demon futbolu i odwagi zarazem. Jezu, jakie to przyjemne, oglądać polską drużynę tak grającą w Champions League!

Legioniści wrzucili trzy gole „Królewskim” i przez chwilę byli nawet bliscy zwycięstwa. Skończyło się co prawda remisem 3:3, ale i tak po raz pierwszy w tej edycji LM nie trzeba się cieszyć z wyniku 0:2 czy 1:5 po dobrej grze. A to o wiele zdrowsze. Futbol bez kompleksów zawsze się obroni.
A zaczęło się to wszystko bardzo źle i przygnębiająco, bo piłka bez kibiców wygląda jakby uszło z niej powietrze. Tak było w Warszawie.
Smutno, szaro, ciemno i zimno. Łazienkowską przemykają pojedynczy kibice z szalikami Legii. Co chwile legitymuje ich policja, bo zorganizowanego oglądania meczu na telebimie nie ma. Knajpa „Ł3” też zamknięta, w jej oknach ciemno. Co kawałek grupka policjantów. Tylko koksowników brakuje, a tak to normalnie stan wojenny polskiej piłki. I to na arenie międzynarodowej. Liga Mistrzów inaczej.
Szkoda tym większa, bo akurat Real Madryt przyjechał na Legię. Taki klub, że żadne przymiotniki nie są potrzebne. Powinno być święto, jest stypa. Atmosfera przygnębiająca.
Na boisku zaczęło się nie weselej. Bo Gareth Bale tylko raz dziabnął z pierwszej piłki i od razu zgasił Malarzowi światło. I to w 59. sekundzie. Normalnie ręce i nogi opadają. Bo jak tak się zaczyna, to może się skończyć jak w meczu z Borussią. Byłoby przykro. A jeszcze ten dołujący klimat sparingu… Słychać tylko oszalałych hiszpańskich radiowców, którzy mimo pikniku jadą „Zimochem” na całego.
Niby od początku w grze Legii strachu nie było widać, ale trudno było uwierzyć w ostateczny sukces, bo to w poczynaniach Realu czuło się piłkarską jakość. W pierwszej połowie zawodnicy Jacka Magiery dwa razy z pełnym poświęceniem wybijali piłkę z bramki i to w takim kotle i kłębowisku ciał, jakie znamy z obrazu Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”. Jak zwykle ofiarnością imponował Pazdan. Ale gdy Benzema zdobył drugiego gola, chyba nikt nie wierzył, że Legia w ogóle się z tego podniesie. A jednak.
Odjidja-Ofoe przed przerwą i Miro Radović po przerwie pokazali, że w sporcie nie wolno mieć kompleksów. I za to im chwała. Nie tylko strzelili po golu, ale udowodnili, że na boisku grają ludzie, a nie gabloty z pucharami. – Kręcą nimi jak stadem Varane’ów – zażartował ktoś na trybunach.
Cristiano Ronaldo wyglądał, jakby był jedynie wytworem piłkarskiego marketingu. Zagrywał do kolegów, ale nie w te miejsca, gdzie stali, ale w te, w których on chciał ich widzieć. Tam ich oczywiście nie było, a CR7 pokazywał gestami rozpaczy, że jemu współcześni nie są w stanie pojąć jego geniuszu. Cristiano marnował sytuację za sytuacją, nie trafiał w bramkę, zepsuł wolnego i co najgorsze był irytujący. Jak ten facet w ogóle wytrzymuje sam ze sobą?
Gdy Thibault Moulin strzelił gola na 3:2 wydawało się, że to dzień cudów na Łazienkowskiej. Szkoda, że nie udało się dowieźć tego wyniku, bo byłoby to osiągnięcie wpisane do historii po wsze czasy. Ale i tak szacunek dla legionistów i nie kupuję opinii, że Real nie grał na 100 procent.
W końcówce Legii pomogła jeszcze poprzeczka. Ten kawałek metalu pozwala myśleć, że jednak jest sprawiedliwość na tym świecie. Porażka w tych okolicznościach byłaby okrutna. Remis z Realem każe zapytać nas samych na co my w ogóle w tej Lidze Mistrzów liczymy? Czego oczekujemy? Czego się spodziewamy? Może jednak mamy zbyt wiele kompleksów? Zbyt dużo respektu, a zbyt mało wiary, bez której nie da się wygrywać? Przed każdym meczem LM nie spodziewamy się niczego dobrego.
Przed meczem Legii z Realem oprócz rozwałkowanych kwestii bezpieczeństwa, zwróciłem uwagę na dwa wątki pojawiające się w zapowiedziach. Pierwszy to to, że legioniści w Madrycie od początku nie byli roztrzęsioną ze strachu galaretą i na tym można budować kruchy – ale jednak – optymizm. Nikt nie wierzył, że w Warszawie może być równie dobrze lub lepiej. Sam też nie wierzyłem.
A drugi wątek tych zapowiedzi to było o tym, jak… zaskoczyć Real. Tak, tak – nie żartuję. Cytat: – Pewne rozwiązania z pierwszego meczu będziemy chcieli powtórzyć, ale zastosujemy także nowe – mówił przed meczem Jacek Magiera.
Uśmiechnąłem się wtedy pod nosem, bo uznałem że to jedynie dobra mina do złej gry. Z całą sympatią dla trenera Legii, którego lubią wszyscy i pewnie jakby były wybory na papieża polskiej piłki, to wygrałby je w cuglach, ale co on tu może dołożyć nowego. Skoro w Madrycie rzucił wszystko co najlepsze i skończyło się 1:5…
No bo – bądźmy szczerzy – jak tu w nowy sposób można postraszyć kogoś, kto się nie boi. Bo bać się nie ma czego. I już to wie.
W pierwszym meczu Legia – słusznie chwalona za to, że się nie przestraszyła – pokazała, że… nie ma broni. To co NOWEGO może pokazać w Warszawie? Pewnie nic.
Nic bardziej mylnego. Jacek Magiera, którego na konferencji prasowej przywitały brawa, tchnął w Legię nowego ducha. Ducha odwagi. I przekonał zakompleksionych i zdołowanych po 0:6 z Borussią zawodników, że umieją grać w piłkę.

Po erze Besnika Hasiego ciśnie się tylko jedno słowo: cudotwórca.

Inne artykuły o: Legia Warszawa | Liga Mistrzów

  • szczęśliwy ursynów

    Panie redaktorze,ależ Pan w chóry anielskie uderzył.Poczekajmy,nie ogłaszajmy Magierę świętym, który czyni cuda, bo na kanonizację to jeszcze za wcześnie. Uznam go za cudotwórcę jak Legia zdobędzie majstra,bo to jest w chwili obecnej mało realne. Wracając do meczu,to żal d..ę ściskał,że tak pusto na stadionie,że banda kretynów pozbawiła ludzi piłkarskiego święta ,oglądania meczu na żywo.
    Za cud uznam, jak wróci normalny doping, bez chamstwa, dewastowania trybun,etc.Szkoda,że tacy piłkarze jak Vadis, Rado,Malarz i reszta chłopaków, którzy zostawili na murawie kawał zdrowia,nie mogli słyszeć tego dopingu ,który na meczach dodaje im poweru.
    To był fajny mecz,to był mecz gdzie nie wstydziłem się za swoją Legię, tak jak po przegranych spotkaniach z Termalicą, Arką czy Łęczną.Widziałem w tych chłopakach błysk w oczach, zaangażowanie i walkę.To była drużyna,prawdziwi zawodowcy,na razie wykonująca dobre rzemiosło piłkarskie.Do mistrzostwa w tym co robią sporo jeszcze brakuje, ale skoro trenuje ich Magic, a redaktor Tuzimek,obwołał go cudotwórcą,to ja choć wiarę mam lekko zachwianą, powiem daj Boże,żeby nim został.Wiara ponoć czyni cuda.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli