Czystka w Legii stała się faktem. Koniec Malarza mógł jednak wyglądać inaczej

Autor wpisu: 7 stycznia 2019 16:01

Wiosną nie poznamy Legii, to będzie zupełnie inna drużyna. Trener Sa Pinto nie zatrzymuje się w totalnej przebudowie drużyny. Co ciekawe, udało mu się przekonać właściciela Legii Dariusza Mioduskiego, żeby z pozyskaniem nowych piłkarzy nie czekać do momentu, gdy sprzeda się kogoś z obecnej kadry. Trener chciał mieć zawodników już na początek przygotowań, na pierwszy obóz przygotowawczy, na który legioniści pojechali do portugalskiej Troi. Chciał też szybko pozbyć się tych, którzy od dawna mu nie pasują. Nazwiska są imponujące…

Tak jak pisaliśmy na Futbolfejsie przed niespełna tygodniem – tak gorącej zimy, jak ta w 2019, w Legii dawno nie było.
CZYTAJ TUTAJ
Prezes Dariusz Mioduski co prawda zapowiadał, że nie będzie rewolucji w drużynie, ale zanosi się na to, że ta rekonstrukcja składu, jakiej właśnie dokonuje Sa Pinto jest jednak kompletną przebudową. Przychodzą – mimo trudnej sytuacji finansowej klubu – nowi piłkarze (i to nawet drodzy!), ale ważniejsza jest skala exodusu z klubu. To naprawdę liczna grupa, ze znanymi nazwiskami.
Najpierw gruchnęła informacja, że na zimowe zgrupowanie z Legią nie leci trójka: Chris Philipps, Cristian Pasquato i Jose Kante, a niedługo później dowiedzieliśmy się, że w samolocie zabrakło miejsca także dla Arkadiusza Malarza. W tej sytuacji stało się jasne, że w Legii wiosną ich już nie zobaczymy. Każdy ze wspomnianej powyżej czwórki to inny przypadek.
Malarz był jednym z liderów drużyny, najlepszym zawodnikiem zespołu i tym, który nie uciekał od odpowiedzialności – po wpadkach i wtopach Legii w europejskich pucharach potrafił uderzyć się w pierś lub udzielić mocnej wypowiedzi. Sam też czuł się mocno i może to go właśnie zgubiło. Gdy do klubu przeszedł Ricardo Sa Pinto, obu panom nie było po drodze. Doszło nawet do jakiegoś zgrzytu między nimi na treningu, który obserwowali dziennikarze. Szybko się okazało, że Sa Pinto ma prostą metodę na zdobycie przywództwa w grupie: uderza w liderów.
Portugalczyk od razu sprowadził na ziemię Krzysztofa Mączyńskiego, Miro Radovicia, Michała Pazdana, no i Malarza właśnie. Dał też „popalić” obu napastnikom: Carlitos od razu dowiedział się, że nie będzie miał miejsca w „jedenastce” w każdym meczu, co było dla niego szokiem, a Jose Kante jak podpadł na treningu, to został odstawiony kompletnie i teraz musi szukać klubu, choć do Legii przyszedł raptem pół roku wcześniej.
Ciekawy jest przypadek Chrisa Philippsa, który ma dopiero 24 lata i wiosną poprzedniego sezonu stanowił wraz z Domagojem Antoliciem silny środek pomocy Legii. Ale w sierpniu zagrał fatalny mecz przeciwko rodakom z Dudelange na stoperze (inna sprawa, że Sa Pinto sam go na tej pozycji wystawił) i de facto przestał grać w Legii. Dziś klub się z Philippsem żegna, bo przecież Luksemburczyk nie jest w stanie wygrać rywalizacji z Cafu, Andre Martinsem czy Antoliciem właśnie.
Christian Pasquato to było transferowe nieporozumienie Legii. W tak fizycznej lidze jak Ekstraklasa, grający wyłącznie technicznie, ale i statycznie, Włoch nie mógł sobie poradzić. Powinien opuścić klub już dawno. Ba! Nie powinien w ogóle trafić na Łazienkowską.
Zmieniła się – przynajmniej na tę chwilę – sytuacja Michała Pazdana w Legii. Stoper reprezentacji (choć raczej należałoby tu użyć przymiotnika: były) nie pograł sobie na jesieni u portugalskiego szkoleniowca. A to leczył kontuzję, a to był – jak publicznie poinformował sam Sa Pinto – niegotowy do gry. Wyglądało na to, że czas Pazdana w Legii się skończył. Zawodnik szukał opcji transferowych, ale tych atrakcyjnych nie było. W zasadzie konkretne propozycje przychodziły jedynie z Turcji. A przypomnimy, że po swoim sukcesie na Euro 2016 Pazdan nie przeniósł się do Turcji, choć wtedy miał ofertę z jednego z czołowych klubów. Szukał innych kierunków, chciał grać w Niemczech. Dziś chętnych na zatrudnienie stopera, który niemal pół roku nie grał, nie ma wielu i nie można się temu dziwić. Ale nazwy klubów z Superligi nie powalały: Malatyaspor, Akhisaspor czy Erzumspor. Pazdana nie przekonuje nawet oferta z trzeci zespołu tureckiej Superligi, bo nie przekonuje go ten kierunek ze względów rodzinnych.
Zawodnik – w kontekście planowych ruchów transferowych w Legii – uznał, że powalczy do zamknięcia okienka transferowego o miejsce w składzie. Byłoby mu łatwiej, gdyby prawdą okazała się pogłoska o zainteresowaniu Williamem Remy ze strony angielskiego Norwich FC. Jeśli jednak Francuz nie trafi do zespołu z Championship i zostanie w Legii, jego pozycja w drużynie jest niepodważalna. Podobnie jak – będącego jesienią w wysokiej formie – Artura Jędrzejczyka. Pazdanowi trudno byłoby się załapać do jedenastki meczowej. A przypomnijmy, że w Legii jest jeszcze Mateusz Wieteska.

Do Legii wrócił – jedynie teoretycznie – Tomasz Jodłowiec, któremu skończyło się wypożyczenie do Piasta Gliwice. W Legii nie jest potrzebny, więc wróci do Gliwic albo przejdzie do Górnika Zabrze. Jak donosił katowicki „Sport” Legia zaoferowała do Zabrza Jodłowca w pakiecie, proponując jeszcze usługi Arkadiusza Malarza, a następnie Krzysztofa Mączyńskiego i Jose Kante. Według „Sportu” miało to być częściowe rozliczenie za ewentualny transfer na Łazienkowską Szymona Żurkowskiego. Ale Górnik nie jest zainteresowany taką „wymianą”. I trudno mu się dziwić.
Być może jednak do Zabrza trafi Arkadiusz Malarz, który u Sa Pinto jest skończony. Portugalski trener nie zabrał go na zimowy obóz przygotowawczy, co nie pozostawia żadnych złudzeń co do przyszłości Malarza na Łazienkowskiej. W Zabrzu Malarz mógłby się przydać jedynie wówczas, jeśli po Tomasza Loskę sięgnie – szukający wzmocnienia na pozycji bramkarza – Lech Poznań.

Na przykładzie Malarza widać jak wielkie znaczenie dla Sa Pinto miało to, że nie godził się na spokojnie z utratą miejsca w zespole. Wierzgał, walczył, pisał na Twitterze – jak to facet ze zranioną dumą – że nie da się zgnoić. W starciu z przełożonym (trenerem) nie miał szans. Sa Pinto w podobny sposób odstawił od zespołu Radovicia, ale ten – choć jesienią w Legii występował symbolicznie – jednak na obóz do Portugalii jedzie. Tyle, że „Miro” schował swoją dumę do kieszeni i udawał, że wszystko jest w porządku. Udzielał poprawnych politycznie wypowiedzi (że musi ciężko pracować, że trener ma prawo od niego więcej wymagać), albo siedział cicho. Choć wiadomo było co na ten temat kapitan Legii może sobie myśleć. Trzymanie budzi na kłódkę, dało mu tyle, że Serb na zgrupowanie pojechał. Identycznie zresztą jak Kasper Hämäläinen, choć i Fin u Sa Pinto jest też kimś w rodzaju zastępcy… zmiennika.
Widać kierunek w jakim zmierza Sa Pinto, ale niepokojące jest, że tworzy się w klubie portugalska kolonia. Do Cafu i Andre Martinsa dołączyli dwaj kolejni Portugalczycy: skrzydłowy Salvador Agra oraz lewy obrońca Luis Rocha. Ten drugi ma być konkurentem i zmiennikiem dla Adama Hlouska, ten pierwszy może być o tyle potrzebny, że Legia nadal nie przedłużyła kontraktu z Michałem Kucharczykiem, a Dominik Nagy ma oferty zza granicy (m.in. z Genui, gdzie gra Krzysztof Piątek).

Dla kibica byłoby dobrze, żeby w kontekście możliwego transferu Sebastiana Szymańskiego i możliwego odejścia kilku kolejnych Polaków (Mączyński, Malarz, nawet Pazdan) Legia pozyskała kogoś z naszym paszportem. A jednak takich piłkarzy, na których by Legię było stać, a jednocześnie byliby wzmocnieniem na europejskie puchary po prostu nie ma. A jak się trafi chłopak taki jak Żurkowski, to wiadomo, że w Zabrzu będą za niego żądali minimum 4-5 mln euro i zagraniczny klub tyle za niego zapłaci. A dla Legii taka kwota to już kosmos.

I jeszcze jedno w kwestii Arka Malarza. Trudno nie odnieść wrażenia, że w klubie, w którym tak bardzo zwraca się uwagę na PR, można było całą sprawę z zasłużonym dla Legii bramkarzem rozegrać dużo lepiej, z klasą przynależną takiemu klubowi jak Legia.
Jeśli ktoś szukałby dobrego przykładu to służę: pożegnanie Jurka Dudka w Realu Madryt.
Był tam jedynie rezerwowym, który niemal nie podnosił się z ławki. Bo taka była jego rola. Zagrał w Realu dosłownie kilka meczów, zrobił dla klubu dużo mniej niż Malarz dla Legii, ale gdy przyszło do rozstania, zgotowano mu królewskie pożegnanie. Był szpaler zrobiony przez piłkarzy, był „pożegnalny” mecz, były kwiaty i podziękowania. A to był jedynie rezerwowy bramkarz…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • zgubek

    Zmiany, zmiany i co dalej? Starzy odchodzą, nowy zaciąg się zaczął. Na razie z jednego kierunku. Niedawno, ktoś napisał – w Legii powstaje nasza klasa.Byle to była pierwsza klasa, a nie zerówka. Portugalia- piękny kraj,piłkarze też nie najgorsi tam grają. Ale z tych CV nowych nabytków, to ich osiągnięcia na kolana nie rzucają. No ale Legia to nie Benfica, czy Porto.Dawno temu największą gwiazdą portugalskiej piłki był Eusebio, perła z Mozambiku. Ciekawy jestem czy Sa Pinto sięgnie po piłkarzy z byłych kolonii Portugalii.Wtedy to już by była nie nasza klasa, ale National Geographic.
    A co do Malarza,nawet kabała chyba nie potrafi dać odpowiedzi jak rozwiązać jego pożegnanie na Łazienkowskiej.Na razie uczmy się portugalskiego.
    Powodzenia – boa sorte.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli