Atromitos łyknięty na luzie. I to w dobrym, bezpiecznym stylu

Autor wpisu: 14 sierpnia 2019 20:31

Spokojne popołudnie mieli kibice Legii. Ich drużyna wygrała na wyjeździe z Atromitosem bardzo pewnie 2:0. Dominowała niemal przez cały mecz, swobodnie operując piłką i łatwo kreując sytuacje podbramkowe. Forma drużyny Aleksandara Vukovicia idzie w górę, a dodatkową pociechą dla kibiców z Łazienkowskiej jest fakt, że wrócił do zespołu – i to efektownie – Cafu. To piłkarz, który – gdy jest w formie – wprowadza swoją drużynę na inny, wyższy poziom. A teraz, w decydującej o awansie do Ligi Europy, IV rundzie kwalifikacji, jakość piłkarska będzie bardzo potrzebna.

Dorzucanie Legii przed meczem dodatkowej presji, że gra o honor całej polskiej piłki, wydawało mi się od początku mało sensowne i z gruntu nieprawdziwe. Pewnie, że byłby wstyd, że już w połowie sierpnia nie ma w rozgrywkach europejskich ani jednego polskiego klubu, ale przecież połykanie kolejnych porcji wstydu, to dla nas nic nowego. Taką mamy piłkę klubową i wyeliminowanie Atromitosu niczego nie zmienia. Awans Legii nie spowodował, że od razu popatrzyłem na siłę Ekstraklasy inaczej. Nie, nasza liga jest nadal tak samo słaba jak była.
Legia grała – jak mówił na przedmeczowej konferencji Vuković – przede wszystkim sama dla siebie. O pieniądze na funkcjonowanie klubu, o spokój dla trenera, o czas dla drużyny, którego ten nowy zespół naprawdę potrzebuje.
W ogóle nie wierzyłem w pogłoski, że ewentualne potknięcie Legii i odpadnięcie w meczu z Atromitosem skończy się dymisją „Aco” Vukovicia. Gdyby tak się stało, musiałbym uznać, że właściciel klubu – który sam często ulega emocjom i jest czuły na głos kibicowskiego ludu – nie uczy się na własnych błędach. Bo co by teraz dało zwolnienie Vukovicia? Jeszcze jeden, ciężki kryzys w trudnym momencie i nerwowe szukanie zastępstwa. I to na łapu capu. Że pomylić się łatwo to już po przygodzie z Ricardo Sa Pinto wiemy. Że byłoby drogo – to pewne.
Mnie imponuje w tym całym niemrawym początku sezonu Legii to, że w końcu mam poczucie, iż klub zainwestował nie w kolejnego zawodnika, ale w szkoleniowca. Klub właśnie nie kupuje, ale wychowuje sobie trenera. Płaci za jego edukację (i błędy) punktami w lidze, kiepskim stylem w na początku sezonu, ale dopóki nie zabraknie konsekwencji i cierpliwości, to jest szansa, że ta inwestycja się zwróci.

Krytycy Vukovicia wskazują, że Legia nie jest miejscem, gdzie się można uczyć. Bo tu trzeba trenera gotowego. I nawet to pięknie brzmi, ale w teorii. Bo czyż nie jest tak, że Hasi, Magiera, Jozak, Klafurić a nawet Sa Pinto się w Legii uczyli? Czyż to nie na żywym organizmie popełniali błędy, zaliczali wpadki a nawet kompromitacje? Czyż im Legia nie dała czasu?
No dała… I w niektórych sytuacjach zupełnie niepotrzebnie. Bo taki Sa Pinto – ze względu nie na warsztat trenerski, ale na swoje zachowanie i cechy charakteru – był niewłaściwym człowiekiem w Legii. A z niewłaściwymi ludźmi, można osiągnąć tylko rzeczy niewłaściwe.
W tym sensie Vuković jest człowiekiem w Legii właściwym. Uczy się. A był w ostatnich latach przy drużynie, gdy kolejni trenerzy robili błąd za błędem w letnim okresie przygotowawczym i w kampanii o europejskie puchary. Widział to z bliska i wie na co wtedy Legia była chora. Kto jak nie on miałby wiedzieć jak ją leczyć?  Kto mógłby lepiej wyciągnąć wnioski? Kolejny trener z zagranicy wyciągnięty jak królik z kapelusza?

Na razie potwierdza się to, o czym mówił „Vuko”, czyli: „dajcie czas tej drużynie, to się zaczyna układać”. I tak jest w istocie. Zespół dobrze wygląda fizycznie, sprawnie buduje akcje ofensywne, jest dobrze zorganizowany w obronie.
Choć to, czy poziom Legii jest wystarczający na – prawdopodobnie – Rangersów z Glasgow, to jest zupełnie inne pytanie. Ale po środowym meczu w Atenach są przynajmniej powody do optymizmu, bo już można było odnieść wrażenie, że polski kibic wpadł w jakiś rodzaj masochizmu emocjonalnego, w którym czerpie satysfakcję z biczowania polskich drużyn. Że im gorzej, tym lepiej.
Jak zagrała Legia?
Gdy okazało się, że w Atenach nie zagra z powodów zdrowotnych Arvydas Novikovas (przerwa w występach Litwina może być dłuższa), „Vuko” postawił na Marko Vesovicia. Czarnogórzec został przesuniety na skrzydło z prawej obrony, a na bok defensywy trener rzucił Pawła Stolarskiego.

To było dobre posunięcie „Vuko”. Vesović jest od początku sezonu w wysokiej formie, dobrze gra w akcjach jeden na jednego (kapitalny rajd lewą stroną w 43. minucie meczu), potrafi utrzymać się przy piłce, a jego atutem jest szybkość, co musiał brać pod uwagę trener, bo przecież w meczu wyjazdowym zawsze są okazje do kontrataku.
W Warszawie piłkarze Atromitosu nie zaistnieli w ofensywie. Przy konstruowaniu akcji zespół grecki był bezradny. Właściwie po pierwszym spotkaniu nie było wiadomo czy Grecy w ogóle są w stanie coś zdziałać w ataku. Dowodów na to nie było.
– Atromitos żyje z błędów rywala i właśnie na to Legia musi uważać – ostrzegał przed meczem ekspert TVP Marcin Żewłakow.
I rzeczywiście gospodarze grali ostrożnie. Bardzo ostrożnie. Tak by się nie odkryć, a samemu Legię skontrować. No i Grecy bardzo liczyli na stałe fragmenty gry, przy których byli naprawdę groźni (uderzenie z wolnego w poprzeczkę w pierwszej połowie).
W Atenach nie mógł zagrać Domagoj Antolić, który ma w Polsce bardzo złą prasę, choć aż na taką krytykę nie zasługuje. Nie jest na pewno zawodnikiem błyskotliwym, ale bardzo pożytecznym. Potrafi dobrze zaasekurować kolegów, odebrać piłkę rywalom i głupio jej nie stracić. A i z dobrym podaniem nie ma problemu.
W Atenach Chorwata zastąpił Cafu, którego nie ma co go do Antolicia porównywać, bo raz że Portugalczyk jest piłkarzem z wyższej półki,  a dwa, że to pomocnik o innej, bardziej ofensywnej, charakterystyce.
Na powrót Cafu bardzo liczono, bo znamy jakość tego zawodnika. Gdy był w formie ciągnął grę Legii, a często sam wygrywał mecze, bo przecież dobre uderzenie to ma. W Atenach Cafu pokazał swoją jakość, gdy przy golu Pawła Stolarskiego, ograł obrońcę gospodarzy jak uczniaka! Swoje zrobił też strzelec drugiego gola Walerian Gwilia, który widział, że prawy obrońca wbiega z drugiej strony pola karnego.

To już jest ten moment sezonu, kiedy Vuković musi szukać stabilizacji w składzie. Mniej rotować zawodnikami (choć na pewno w lidze będą odpoczywać ci, którzy są szykowani na puchary), a bardziej ich zgrywać. I ten skład, który zagrał w Atenach wygląda na niemal optymalny. Jeszcze trener czeka na formę Novikovasa, jeszcze kibice chcieliby zobaczyć lewego obrońcę Ivana Obradovicia (Rocha to piłkarz, któremu trochę brakuje jakości i do poziomu takiego Adama Hlouska nawet się nie umywa), ale kształt Legii Vukovicia zarysowuje się coraz wyraźniej. A to przecież jeszcze nie cały potencjał Legii.

Wiemy, co może dać Legii Carlitos, jak na stoperze grać potrafi William Remy. No i czekamy, że zauroczenie trenera Vukovicia Sandro Kulenoviciem przeniesie się ze sfery wiary, w sferę faktów, a najlepiej liczb. Ten chłopak ma potencjał, ale na razie jeszcze nie odpalił. Brak mu pewności siebie, podejmuje zbyt szybko i zbyt pochopnie decyzje, co do słuszności których można mieć wątpliwości, Lepiej wyglądał gdy oddawał piłkę kolegom niż gdy się napalał i kiepsko strzelał. Na razie jego grę w pierwszym składzie bardziej usprawiedliwia lekcja wychowawcza jaką dostaje Carlitos, niż samo to, co robi Kulenović na boisku.
Ale gdy Legia wygrywa, to trener ze swoich wyborów personalnych jest rozliczony na plus. A dzisiaj nawet kiepskiego stylu krytycy Vukovicia nie mogą mu zarzucić.
Cóż, teraz jest lepiej. Czyli polski kibic, nauczony doświadczeniem, już może zacząć się martwić.
Aha. Mój brat z Kanady też przeprosił się z Legią. Znów woli oglądać ją, niż sąsiada, który zamiata garaż.
Witamy z powrotem na pokładzie. Każda zbłąkana owieczka, która wraca na dobrą drogę, cieszy podwójnie!

Inne artykuły o: Legia Warszawa

  • zgubek

    Zanim przejdę do dzisiejszego meczu,muszę się przyznać,że pomyliłem się okrutnie. Tydzień temu napisałem ,że Legii w rewanżu będzie o wiele trudniej wygrać z Atromitosem niż na Łazienkowskiej. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.Łyknięty na luzie jak napisał redaktor- klub z Peristeri(dzielnica Aten), okazał się bardzo przeciętną drużyną.To drużyna na poziomie klubów z dolnej części tabeli naszej ekstraklasy.Wygrana cieszy,progres w grze widoczny, forma zwyżkuje,ale to nie jest jeszcze to na co czeka kibic.Faktem jest,że Cafu to zawodnik , który będąc w formie(jeszcze nie jest) może sam przesądzić o wyniku meczu.Prawdą też jest,że Carlitos to zawodnik lepszy od Kulenovica o dwie długości basenu.Można odkrywać jeszcze parę innych prawd,ale co to da. Podziwiam redaktora za optymizm, głęboką wiarę w Vukovica i cieszy mnie fakt,że brat z Kanady znów woli oglądać mecze Legii niż zamiatającego garaż sąsiada ( zastanawia mnie co można zamiatać w garażu?)W przeciwieństwie do rodaka z Kanady, nie wchodzę jeszcze na pokład. Ta łódź na której płynie od dłuższego czasu jeszcze się,,chyba”.Powrót jako zabłąkanej owieczki chyba na razie mi nie grozi.To jeszcze daleka droga do nawrócenia. Z uporem maniaka, będę się upierał, że Vuković to nie jest dobry trener dla Legii . To dobry zawodnik był, swój chłop, dobry duch drużyny, ale nie trener.Zresztą takiego samego zdania jest mój wnuk, a to jest mądre dziecko.Legia wygrała i jeszcze raz potwierdziło się ,że poza nią nie ma drużyny w ekstraklasie , która może coś ugrać w pucharach, Ale redaktorze, będziesz pan zadowolony. Prezes Boniek swymi mądrymi poradami postawi polską piłkę na nogi.To będzie taki Kazimierz Wielki naszej piłki. Zastał w Lato piłkę drewnianą, teraz zostawi ją murowaną.Tak jak inny Prezes, który przejął Polskę w ruinie , a przez 4 lata zrobił z niej kraj pieniądzem do portfeli ludzi płynący.
    A pana brat z Kanady ma tylko kraj żywicą pachnący.Ale jest nieźle

    • meriva

      Widać,że zgubek nie ma garażu.Garaż trzeba zamiatać i nie tylko. Ja mam sąsiada , który nie tylko sprząta garaż, ale także przynajmniej raz w tygodniu myje samochód.Po każdym wypadzie na weekend- w pozostałe dni samochód stoi czysty w garażu.Ale tak na poważnie, to cieszy zwyżka formy Legii. Cafu przypomina już gościa, dzięki któremu legia zdobyła ostatni tytuł. Walery Gwila to dobry nabytek-czuje piłkę.Ale zastanawia mnie co widzi w Kulenovicu trener, a czego nie dostrzega w Carlitosie. Przecież na dzień dzisiejszy , Hiszpan jest 3 razy lepszy od Chorwata. A tak w ogóle to roszady w składzie dokonywane przez Vukowica przypominają mi słynny skecz ,,Szachy personalne”,gdzie Pietrzak dokonywał roszad – Dupiak za Barkowiaka, Stefaniak z Paxu do Śmaksu, itp. I tak to na razie w Legii wygląda..

  • xymoxon

    Tuzimek i jego wieczna obsesja Sa Pinto. A tymczasem Braga w debiucie Sa Pinto wbiła 4 bramki Broendby na wyjeździe, w tym 2 w doliczonym czasie gry i spokojnie czeka u siebie na rewanż. W lidze na początek łatwo pokonali Moreirense 3-1. Jaka jest wiarygodność dziennikarza, który żywi się złymi emocjami wobec jakiegoś trenera, to nie muszę rozwijać.

    • anna

      Xymoxon i jego wieczna obsesja – redaktor Tuzimek. Wszystko co napisze Tuzimek to albo głupi pismak jest, albo ma obsesję na punkcie Sa Pinto.
      A ten ,,wybitny trener” uosobienie wszystkich cnót i umiejętności, no poza kolosalnym sukcesem jak zwycięstwo z Broendby i to na wyjeździe ,,nie wiedziałeś o tym obsesyjny Tuzimku?”, miał jeszcze lepsze osiągnięcie. Po kłótni ze stewardessą w czasie lotu samolotem w dn.3.08 br z Faro do Porto został wyprowadzony przy brawach pasażerów z samolotu. Takie to są wysokie loty ulubieńca nijakiego xymoxona. Człowieku – skąd w tobie tyle jadu i co ci zawinił ten biedny Tuzimek. Nie czytaj jego tekstów, będziesz zdrowszy.

      • xymoxon

        Jeżeli ktoś tutaj ma problem z Pinto i się zagotował, to ty. Człowieka nie ma w Legii od 5 miesięcy, a u Tuzimka i jego samozwańczych obrońców dalej hejt na Pinto. I to jest właśnie obsesja. I bezmyślne powtarzanie medialnego bełkotu po polskich pismakach, którzy wszędzie doszukują się skandali i wymyślanie podobnego złośliwego bełkotu. Nikt nie pisał o Tuzimku jako głupim pismaku ani o wybitnym trenerze, więc zatkaj z łaski swojej japę, bo kłamiesz i nie odpowiadaj na moje wpisy, miernoto intelektualna.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli