Legia utrzymała zwycięstwo. Jak? Pazurami

Autor wpisu: 12 grudnia 2017 20:56

W końcówce meczu z Piastem Legia niespodziewanie zapewniła sporo emocji swoim kibicom. Wyglądała jak kot, który poślizgnął się na dachu, w ostatniej chwili złapał się rynny i dramatycznie próbuje nie runąć w dół. Tym razem samymi „pazurami” , ale jednak udało się utrzymać. Romeo Jozak może głębiej odetchnąć, ale o tym, jak klasowa drużyna ma rozgrywać końcówki spotkań, w których prowadzi jedną bramką, musi z piłkarzami koniecznie porozmawiać. A jest o czym, niestety.

Jeśli chodzi o futbol, to w Gliwicach zobaczyliśmy mecz z gatunku „przedświąteczne ligowe rzemiosło”. Nic więcej. Legia wygrała z Piastem, grając niemal cały mecz w przewadze, po tym jak pomroczności jasnej doznał Jakub Szmatuła i słusznie wyleciał z boiska. Mieliśmy też „rumuński” incydent, gdy petarda rzucona przez miejscowych kibiców ogłuszyła Arkadiusza Malarza. Pewnie kiedyś musi się takie chamstwo skończyć walkowerem, żeby ludzie zrozumieli, że robią bardzo niebezpieczne głupoty. A może i to nie wystarczy, bo pokłady głupoty są podobno niewyczerpane. Odwrotnie niż siły zawodników.

W Gliwicach widać było, że to już końcówka przedłużonej rundy jesiennej, bo trener Jozak musiał patrzeć nie tylko na potencjał swoich zawodników, ale także na ich zmęczenie. Od pierwszej minuty na placu zameldował się Michał Kucharczyk, który nie grał z Bruk-Betem w sobotę, a Krzysztof Mączyński niespodziewanie usiadł na ławce rezerwowych. Widać dla „Mąki”, który sporo pograł także w reprezentacji, koniec roku to moment, gdy trzeba dać odpocząć zarówno mięśniom jak i głowie. Na jego nieobecności skorzystał Michał Kopczyński, chłopak, który rok temu o tej porze grał w Lidze Mistrzów, a dzisiaj media rozpisują się głównie o tym, jak spektakularny zjazd zaliczył.
I w meczu z Piastem aż do akcji, w której wywalczył karnego, Kopczyński raczej irytował tym, co robił na boisku, niż zachwycał. Najczęściej miał kłopoty z przyjęciem piłki, tak jakby przez utratę miejsca w składzie stracił także pewność siebie. Chłopak koniecznie musi oczyścić umysł, bo przecież te jego dobre mecze to nie taka znowu odległa przeszłość. A że ma możliwości, było widać w drugiej części meczu, gdy dwa razy pociągnął z piłką pod bramkę rywala i dwa razy był faulowany w okolicy linii 16. metra (raz nie zauważył tego arbiter).

– To jest to, czego Niezgoda jeszcze nie ma, czyli siły fizycznej. Ale jeśli Jarek tę siłę zbuduje, to Legia będzie miała kompletnego napastnika, bo ma szybkość i łatwość strzelania goli – mówił komentujący mecz Kamil Kosowski, gdy w jednej z pierwszych akcji meczu Niezgoda wygrał walkę o pozycję, ale dał się przepchnąć potężnie zbudowanemu Hebertowi.
Po chwili napastnik Legii pokazał swój „gaz”. Brawa dla Thibault Mouilna, który rzucił kapitalną piłkę w kierunku Niezgody. Napastnik Legii zdołał ją jeszcze trącić, gdy wjechał w niego z pełnym impetem bramkarz Piasta. Decyzja sędziego nie mogła być inna: czerwona kartka dla Szmatuły, czyli 85 minut dla Legii w przewadze.
Szmatuła jest doświadczonym bramkarzem i aż dziw bierze, że tak się na Legię przemotywował. Jego szarża była ułańska, ale raczej taka w stylu jeźdźca bez głowy. I, co tu kryć, niepotrzebna.

Gola z karnego strzelił Guilherme, ale Brazylijczyk nie zachwycił. W sobotnim meczu z Wisłą Płock będzie uroczyście i z honorami żegnany na Łazienkowskiej.
Chyba najlepszy w Legii był Moulin. W tym meczu miał kilka naprawdę kapitalnych podań, m.in. do Niezgody. Francuz na koniec sezonu wrócił do swojej najlepszej formy i byłoby ze szkodą dla Legii, gdyby potwierdziły się plotki, że w przerwie zimowej on też ma opuścić Łazienkowską.
Z kolei Niezgoda ma takie momenty w meczu, kiedy zupełnie znika z radaru. Nie ma go, nie wychodzi do piłki, jakby w ogóle nie było go na boisku. Tak było np. po przerwie meczu w Gliwicach. Chyba powinien częściej słuchać podpowiedzi swojego menedżera Marka Citki, który zawsze namawia go do większej mobilności pod bramką rywala.

Legia wygrała, wskoczyła na fotel lidera (Górnik przegrał w Gdyni), ale przed Jozakiem spore wyzwanie. Po czwartej żółtej kartce złapali obaj stoperzy: Dąbrowski i Pazdan, i nie zagrają w sobotę. Duet Astiz – Czerwiński gwarantuje sporo atrakcji…
Jeśli w Gliwicach Pazdan zagrał swój ostatni mecz w Legii, to na pewno nie było to piękne pożegnanie. Na domiar złego z kontuzją z boiska schodził Moulin. W tym kontekście złożenie drużyny na mecz z Wisłą Płock może być zadaniem karkołomnym.
Jozak w końcówce nie wpuścił na boisko Jodłowca tylko Pasquato, co się mogło skończyć nieszczęściem, bo bardziej by się przydał kawał chłopa niż filigranowy, grający bezkontaktowo Włoch. Ale to tylko pokazuje, jak obecną dyspozycję „Jodły” ocenia jego trener. Być może w sobotę Jozak nie będzie miał w ogóle wyjścia i Jodłowiec będzie musiał zagrać.

Najbardziej irytującym legionistą był Adam Hlousek. Momentami swoimi zagraniami wręcz się kompromitował. Nawet kartkę dostał za głupotę. W końcówce chciał wybić piłkę i tak bardzo unikał prawej nogi, że lewą wysłał ją na rzut rożny. No to może niech go na zajęcia ze ściankę wyślą? Obijanie muru piłką to nie jest wdzięczna robota, ale może w ten sposób poprawiłby swoją prawą, „drewnianą” nogę?
Legia w końcówce o mało co nie doprowadziła do tragedii. Konstantin Vassiljev powinien w 89. minucie strzelić gola, ale szczęściem gości było to, że chłop jest bez formy. I legioniści nie mogliby mieć pretensji. Bo co prawda kultura gry była po ich stronie, ale strach i zdenerwowanie również.
Dwie „sety” miał w końcówce Michał Kucharczyk, ale „Kuchy” nie byłby sobą, gdyby ich widowiskowo nie spartolił. Ot, taka jego uroda. Przed Legią Wisła Płock. Niby tylko Wisła Płock, ale na dziś to wyzwanie, które wygląda jak wejście na Mount Everest.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Piast Gliwice

  • ursynów

    Ten mecz w wykonaniu Legii to jedna wielka tragedia.Bez sensu, bez ładu i składu-tak wyglądała gra drużyny,która chce zdobyć mistrzostwo.Widać,że niektórzy piłkarze oddychają rękawami.Romeo czeka dużo pracy by w przerwie zimowej poukładać wszystkie puzzle, które mu zostaną i dołożyć nowe.Bez poważnych wzmocnień,powrotu do normalnej dyspozycji Rado i Jędzy to mistrzostwo Legii widzę jak stąd do wieczności.Ale w tym kraju możliwe jest wszystko,czego doświadczamy z dnia na dzień- a kornik drukarz dalej wpierdziela Puszczę Białowieska.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli