Legia w stanie permanentnej rewolucji, ale i tak wygrywa

Autor wpisu: 11 marca 2018 20:59

Dla kibiców Legii najważniejsze jest to, że mistrzowie Polski dogonili Jagiellonię, a zwycięstwo z Lechią było tylko środkiem do osiągniecia celu. Mecz w Gdańsku był rwany, szarpany, nierówny, ale już jutro nikogo to nie będzie obchodzić. To jest ten etap rozgrywek, gdy patrzy się już tylko na punkty. Romeo Jozak wygląda na kogoś, kto twardo stąpa po ziemi, więc w chmury nie odleci. Wie, że punkty punktami, a w samej grze kandydata do mistrzostwa jest co poprawiać. Ten mechanizm jeszcze nie pracuje jak należy.

Powiedzmy jednak szczerze, że po rewolucji personalnej jaką Chorwat zrobił w zimowym oknie transferowym, nie jest łatwo poukładać drużynę od nowa. Każdy mecz wiosną Legia gra w innym zestawieniu obrony, co na pewno jej nie pomaga. Jozakowi przydałoby się trochę czasu na poukładanie tych klocków, ale czasu nie ma. Jagiellonia – mimo wpadki w Poznaniu – i Lech nie odpuszczą, Legia nie zdoła odskoczyć sobie na bezpieczny dystans w tabeli. W tym sezonie mistrzostwo też – tak jak w poprzednim – może się rozstrzygać „na żyletki”.
W niedzielnym meczu optyczną przewagę – przez większość meczu – miała Legia, ale drużyna z Gdańska wygrywała walkę w powietrzu po stałych fragmentach gry i akcjach kończonych dośrodkowaniami. Już w pierwszej połowie trzy „główki” gospodarzy mogły się skończyć golem. Legię ratowało w tych sytuacjach szczęście albo umiejętności Arkadiusza Malarza.
Lechia górowała w powietrzu, choćby dlatego, że w obronie Legii Artura Jędrzejczyka zastąpił Marko Vesović. Czarnogórzec co prawda zaliczył asystę przy golu Niezgody – choć w tamtej sytuacji raczej podawał do Cafu – ale klasycznym, bocznym obrońcą to on nie jest. Dzięki swojej szybkości dobrze zblokował w Gdańsku Sławomira Peszkę, ale jednak więcej da Legii w ofensywie.
Co do Lechii zasadnicze pytanie było takie, jak zareaguje drużyna na efekt „nowej miotły”, czyli przejęcie zespołu przez Piotra Stokowca. Trenera, o którym wiadomo, że potrafi odcisnąć piętno na prowadzonych przez siebie drużynach. A jego stempel nazywa się: walka! Czyli coś, czego Lechii brakuje najbardziej. Bo przecież potencjał piłkarski tam jest, gorzej z mentalnością. Budowana „na bogato” Lechia – przed meczem z Legią – była dopiero na 13. miejscu w tabeli. – Mentalnie drużyna nie czuje się z tym dobrze, ambicje tych chłopaków są podrażnione – mówił Piotr Stokowiec. – Chcę zobaczyć emocje, złość, a na pewno nie obojętność, bo tego było zbyt dużo w ostatnim czasie. Będziemy eliminować tych, którzy nie mają ognia w oczach, którzy nie walczą – dodawał przed meczem Stokowiec. I jedno można o Lechii po niedzielnym meczu powiedzieć: walczyła do końca. A styl jakiego domaga się Stokowiec najlepiej pokazał Bułgar Simeon Sławczew. To był prawdziwy wojownik, takich Lechia potrzebuje więcej.
Postawię kontrowersyjną tezę, ale mam do niej przekonanie: bracia Paixao to dobrzy piłkarze, ale trudno będzie – mimo ich wielkich jak na Ekstraklasę umiejętności – coś konkretnego z nimi wygrać. Chyba, że Stokowiec odczaruje tych chłopaków, w co jednak wątpię. W Gdańsku nowy trener musi zrobić rewolucję, zbudować nową Lechię. Moim zdaniem, powinien ją budować bez bliźniaków.
Legia wygrała zasłużenie. Jednym z ojców zwycięstwa był Michał Kucharczyk. „Kuchy” zagrał w Gdańsku swój mecz numer 300 dla Legii, czym dogonił Janusza Żmijewskiego – i powoli sam staje się, jakkolwiek by to nie brzmiało, legendą klubu. Kucharczyk ostatnio mówił publicznie, że nie jest zadowolony z tego, że nie wychodzi w podstawowym składzie. Tym razem w ogóle nie zagrali Eduardo i Hämäläinem, więc szansę dostali Niezgoda, Szymański i Kucharczyk właśnie. Ten ostatni – jak to on – był kompletnie niewidoczny w całej pierwszej połowie, za to w drugiej zrobił Legii mecz, bo nie o samo strzelenie gola chodzi. Jozak na pewno to doceni, bo nie przywiązuje się do nazwisk. Grają ci, którzy zagrali dobrze w ostatnim meczu. No może z wyjątkiem obrony, ale tu trenerowi Legii doskwiera wąskie pole manewru.
Jak zwykle skuteczność potwierdził Niezgoda i chyba na razie zamknął usta krytykom, choć dyskusje o tym czy to napastnik na Legię i reprezentację na pewno szybko nie umilkną.
Sebastian Szymański to jest na pewno przyszłość nie tylko Legii, ale także polskiej piłki. Rzadko kiedy taki młokos dostaje do wykonywania wszystkie rzuty rożne – gdy gra obok reprezentant Mączyński – i wolne. Ale Sebastian, przy wszystkich zachwytach jego talentem, musi pracować nad grą prawą nogą. W gdańsku młody Chrzanowski czytał go za każdym razem, gdy filigranowy legionista schodził na lewą nogę. Szymańskiego stać na więcej. A zatem pokora i praca.
Od początku w składzie Legii zaczął nowy nabytek klubu – Cafu, co Romeo Jozak zapowiedział już na przedmeczowej konferencji. Bardzo byliśmy ciekawi tego piłkarza, bo życiorys piłkarski ma dobry, ale przekonaliśmy się już nie raz, że to w polskiej, fizycznej lidze, nic nie musi znaczyć.
Sam trener Legii przyznał, że to oczywiście ryzyko wystawić w pierwszej jedenastce faceta, którego zna raptem dwa tygodnie, ale był przekonany do jakości 25-letniego Portugalczyka. Bo jeśli ktoś jeszcze niedawno grał we francuskiej Ligue 1 (10 meczów w tym sezonie w FC Metz) to i w Ekstraklasie powinien sobie poradzić,.
Cafu pokazał, że nie jest przypadkowym turystą, który zabłądził na Łazienkowską. Choćby to uderzenie z powietrza, gdy „bombę” lecącą w bramkę wybił Kuciak, potwierdza, że Portugalczyk ma piłkarską jakość. W Gdańsku szukał gry na jeden kontakt, dobrze wychodził na pozycję, potrafi grać futbol kombinacyjny. Ale – szczerze mówiąc – spodziewaliśmy się po nim więcej. Może potrzebuje jeszcze czasu, aczkolwiek był już taki, dobrze wyszkolony Portugalczyk w Legii, którego Ekstraklasa jednak przerosła. Nazywał się Helio Pinto i nie poradził sobie z tym, że liga polska może nie jest efektowna, ale gra się w niej bardzo fizycznie. Nie ma czasu na przyjęcie, robienie kółeczek i zastanawianie się gdzie zagrać, bo zaraz rywal „melduje się” na nogach. No poczekajmy z oceną Cafu, poczekajmy.
Niby zwycięzców się nie sądzi, ale prawda jest taka, że Michał Pazdan nie wyglądał w Gdańsku zbyt dobrze. W pewnym momencie, na zbliżeniu telewizyjnym, widać było jak jego twarz wykrzywił grymas bólu. Nie wiem w jakim stanie zdrowia jest Michał, co mu dolega, czy nie gra z kontuzją, ale efekt jest taki, że na dziś Pazdana jest w Legii… pół. Nie wygrywa pojedynków biegowych, nie sięga górnych piłek, sporo fauluje, spóźnia się, gorzej blokuje strzały. Jeśli nie jest w pełni dyspozycji, to to niestety widać. W takiej sytuacji chyba byłoby dla niego lepiej jakby mu Adam Nawałka dał odpocząć, zregenerować, wyzdrowieć. Selekcjoner go zna. Jak Pazdan będzie w formie w maju, to na mundial pojedzie. Teraz nie ma go co sprawdzać. Został ostatnio wiele razy sprawdzony w lidze. Zbyt wiele razy…
W Gdańsku Jozak nie miał pola manewru, więc grał z Pazdanem do końca. Jędrzejczyk i Astiz nie mogli grać za kartki, a Mauricio jest człowiekiem nowym w klubie i – szczerze mówiąc – w Gdańsku nie potwierdził swojego pseudonimu „ściana”.
Jeśli po zimowej rewolucji Legia jest w którejś formacji gorzej zbilansowana, to jest to obrona. Zapowiada to bardzo ciekawy finisz sezonu.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Legia Warszawa

  • ursynów

    Legia wygrała bo była lepsza.Tylko dzięki Kuciakowi nie wpadło do bramki Lechii więcej goli.Zgodzę się z redaktorem,że do gry Legii, a zwłaszcza do jej defensywy można mieć masę zastrzeżeń. Pazdan kolejny mecz gra poniżej swoich możliwości,że ciągła rotacja składem(w większości wynikająca z konieczności) nie wpływa na płynną grę, zgranie zawodników itp.Mecz z Wisła powinien już być lepszy w tych elementach,wróci większość zawodników do składu.Zostało 10 kolejek do końca rozgrywek.Legia ma szeroką kadrę, zresztą Lech też.Nie można powiedzieć tego o Jagiellonii.To wszystko może zaważyć o końcowej tabeli.Finisz ligi będzie emocjonujący, tak jak w zeszłym roku.Mój,,ulubiony” komentator D.Szpakowski odkrył,że,,futbol to jest gra, nie matematyka”.To fakt, ale zawsze liczą się bramki i punkty- a to już matematyka.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli