Legia na sezon 2017/18 jest budowana zbyt długo i zbyt późno

Autor wpisu: 7 lipca 2017 23:36

Legia jak zwykle bez Superpucharu. Gorzej, że na ten moment także bez drużyny, którą można spokojnie wysłać w Europę, by walczyła o Ligę Mistrzów. Co prawda nie sądzę, żeby jacyś faceci z Mariehamn – którzy dopiero zsiedli z reniferów świętego Mikołaja – byli w stanie wyeliminować Legię już w drugiej rundzie kwalifikacji, ale Arka Gdynia pokazała (1:1, 4:3 w karnych dla Arki), że za dobrze to z mistrzami Polski nie jest.

Ciekawi byliśmy tej Legii, tego, gdzie dzisiaj jest, na chwilę przed rozpoczęciem batalii o awans do Ligi Mistrzów. Ciekawi tego, jak – w tak w sumie krótkim czasie – przygotował drużynę Jacek Magiera. Bo to jest trener, który wszystko, co dotyczy jego pracy, traktuje bardzo poważnie. Jak jest praca, to praca, a jeśli można zdobyć jakieś trofeum, to trzeba zrobić wszystko, żeby je zdobyć. Niezależnie od tego, na jakim etapie przygotowań jest jego zespół i nie zważając na to, ilu ma zawodników kontuzjowanych (Radović, Kucharczyk, Jodłowiec), sprzedanych (Rzeźniczak) i takich, których status jest niewyjaśniony (Vadis Odjidja Ofoe). Wiadomo było, że Legia jest piłkarsko lepszą drużyną niż Arka, ale biorąc pod uwagę powyższe absencje i fakt, że Legia przyzwyczaiła swoich kibiców, że początki sezonów ma często słabe – albo nawet beznadziejne – można się było spodziewać w Warszawie niespodzianki. A choćby tego, że Legii łatwo nie pójdzie. I nie poszło. Znów nie zdobyła Superpucharu.

Co prawda nie zobaczyliśmy tak złej Legii, jak rok temu w Superpucharze z Lechem – przykry łomot na Łazienkowskiej 1:4 od poznaniaków – ale i tak długimi okresami meczu groźniej atakowała Arka. Która przecież – bądźmy szczerzy – przy budowanej z marmuru i spiżu Legii – była klecona z papy i desek. Ale Leszek Ojrzyński potrafi pracować w takich warunkach. W trochę więcej niż dwa miesiące został najbardziej utytułowanym trenerem w historii Arki. Niesamowity wyczyn! Straszono, że drużyna z Gdyni skompromituje nas w pucharach, ale teraz to chyba wypadałoby się zacząć martwić o Legię.

W Superpucharze Legia stanęła przed wyzwaniem: czy istnieje życie bez Miro Radovicia i bez Vadisa Odjidi Ofoe. No i słabo to wyszło, a przecież do nieobecności Belga kibice z Łazienkowskiej będą się musieli przyzwyczaić.
Arka grała bardzo odważnie – wysokim pressingiem. Był to dobry pomysł Ojrzyńskiego na gospodarzy: nie dać im rozgrywać, spróbować przejąć piłkę i w prosty sposób (niekiedy naprawdę prosty) skontrować. I to się udawało. Także przy golu samobójczym Pazdana.
Co można powiedzieć o mistrzach Polski? Oczywiście po jednym meczu nie można wyciągać daleko idących wniosków, bo jak mówią piłkarze, nogi jeszcze nie noszą. Ale coś już było widać, prawda?
Zbyt wielu kluczowych piłkarzy z Łazienkowskiej zagrało słabo lub niepewnie. Jakiś niewyraźny był – jak na niego – Arkadiusz Malarz. Michał Pazdan daleki od szczytowej formy. Jędrzejczyk „nie czytał” zwodów rywali. „Jędza” jak zwykle jest groźny w walce powietrznej pod bramką rywala, ale niesamowicie łatwo dał się ograć przy golu straconym przez Legię. Dobrze, żeby obejrzał sobie np. fragment, jak gra na Siemaszkę… Słabo to wyglądało. A na dodatek Jędrzejczyk zszedł z boiska z kontuzją.
Źle wyglądał też Adam Hlousek. Niespodziewanie, bo siła fizyczna i dynamika są zazwyczaj mocnymi stronami Czecha. Widać został trochę „dotarty” w okresie przygotowawczym. Ale on dojdzie do siebie, o to można być spokojnym
Kasper Hämäläinen wciąż gra tak nieprzekonując,o jak robił to w poprzednim sezonie. Czy jest na boisku, czy go nie ma – żadnej różnicy.
Dominik Nagy pokazał od początku sezonu, że jest głodny gry. Strzela, podaje, kiwa, szarżuje, mija – gra na dużej fantazji. Niestety, często są to szarże za bardzo ułańskie. Legia wyszłaby na tym lepiej, gdyby Węgier kierował się rozsądkiem, a nie chęcią pokazania własnych możliwości.
Thibault Moullin był najlepszy na boisku w drużynie gospodarzy – jak zwykle doskonale wrzucał i strzelał (bramka cacuszko!). Nie zmienia tej oceny nawet zmarnowany karny.
Z Jarosława Niezgody Legia może mieć jeszcze pociechę. Choć nie od razu, jeszcze nie teraz. Niezgoda ma wszystkie parametry dobrego napastnika i dochodzi do sytuacji strzeleckich pod bramką rywala. Nawet jeśli ich jeszcze nie wykorzystuje, to warto dawać Niezgodzie kolejne szanse. Ale na razie to chyba nie odpoczął po turnieju EURO U-21.
Jacek Magiera ma bogaty materiał do przemyśleń. Legia nie była sobie w stanie poradzić z Arką, drużyną ambitną, waleczną, ale – szczerze mówiąc – nie mającą w ofensywie zbyt wiele finezyjnego do zaproponowania. W drodze do Ligi Mistrzów rywale na pewno będą bardziej wymagający.
Magiera dał szansę tym, którzy dopiero muszą pokazać, że na Łazienkowskiej się w ogóle mogą przydać. Trudno powiedzieć, że któryś z nich (Szwoch, Sanogo) przekonał.
Legia potrzebuje jakości. Udowodnił to piątkowy przegląd kadr, jakim dla Legii stał się Superpuchar. Oczywiście będzie lepiej, jak się pojawią na boisku Radović, Mączyński, Kucharczyk, Jodłowiec i – mityczny już – napastnik z zagranicy.
Piątkowa porażka pokazała jeszcze jedno: Legia na sezon 2017/18 jest budowana zbyt długo i zbyt późno.

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli