Legia Sa Pinto to jest… nic–drużyna

Autor wpisu: 23 lutego 2019 20:58

Jeśli ktoś nie wiedział jak wygląda mordowanie potencjału drużyny w stylu portugalskim, to wystarczyło obejrzeć występ Legii w Poznaniu. Legia Sa Pinto to jest nic–drużyna. Chyba od czasu letniego Klafuricia zespół z Łazienkowskiej nie wyglądał tak beznadziejnie. Jedyne co się Legii udało to… odbudować mentalnie Lecha, który był już o krok od wypadnięcia z gry o mistrzostwo. Legia podała mu kroplówkę. Może tego ciężko pożałować. Hit Ekstraklasy przygnębił poziomem. To jeszcze hit czy już kit?

Ricardo Sa Pinto zawsze wszystko wie lepiej. „Pan nieomylny” wiosną przegrał już dwa mecze na trzy i wiara, że prowadzi Legię do mistrzostwa, jest tylko dla głęboko wierzących. Jak dobrze grał jesienią Kucharczyk, to po portugalskich przygotowaniach wygląda gorzej. Jak dobrze w Płocku grał Marko Vesović, to więcej już nie dostał szansy na grę na skrzydle… Jak dobrze szarpał Dominik Nagy, to w Poznaniu usiadł na ławce. Z rotacji, zmian i zamieszania z Carlitosem wyszło tyle, że dziś w Legii nie gra dobrze ani Carlitos ani Kulenović. Co się stało z dobrymi przecież środkowymi pomocnikami Cafu i Andre Martinsem? Nikt nie wie. Jak można popsuć tak szybko tylu piłkarzy?
Z całej Legii trochę próbował grać w piłkę w Poznaniu tylko Sebastian Szymański. Z tym, że pochwalić można go jedynie za chęci.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Sa Pinto rozmontował psychicznie własny zespół. Nikt nie ma pewności, że jeśli popełni błąd to w następnym meczu w ogóle zagra. Legia przegrywa mecze już w głowach piłkarzy. Oni grają tak, żeby mieć alibi, a tak się w futbolu zwyciężać nie da.
Legia wyglądała w Poznaniu na zespół bez pomysłu na grę i bez wzajemnego zrozumienia. Drużyna wyglądała słabiutko, a trener Sa Pinto pierwszą zmianę zrobił dopiero w 63. minucie. Czyli mamy rozumieć, że tak genialnego taktyka przez ponad godzinę nie zaniepokoiło to co działo się na boisku? Ciekawe…

Legia dobry miała tylko początek. Od razu podeszła pod Lecha wysokim pressingiem, by nie dać rywalom szans na swobodne rozgrywanie. To goście wyglądali na początku meczu na pewniejszych, ale – paradoksalnie, jak to w piłce bywa – to Lech pierwszy strzelił bramkę po zamieszaniu w polu karnym. Piłka zagrana z rzutu rożnego leciała po linii piątego metra i płakała. Wobec bierności obrońców Legii piłkę do bramki wepchnął – po rykoszecie z Vesoviciem – Nikola Vujadinović.
Mecz się od razu otworzył, bo utrata gola Legii nie zniechęciła. Grała do przodu, całkiem składnie, choć bez sytuacji bramkowych. Jednak z czasem Lechowi wróciła wiara w siebie, gospodarze zaczęli grać pewniej i mecz się wyrównał. Legia była niby zdeterminowana, na oko miała przewagę w polu, ale goniąc wynik nie stworzyła ani jednej groźnej sytuacji pod bramką rywali. Ba! Carlitos nie miał nawet pół sytuacji. Cafu i Andre Martins znów nie byli w stanie poukładać gry Legii.
Jaki był pomysł Sa Pinto?
Za Portugalczykiem trudno trafić. Kucharczyk, który w poprzednim meczu nie złapał się nawet na ławkę rezerwowych, tym razem wyszedł w podstawowej „jedenastce” na lewym skrzydle. Grał tam ponad 20 minut i był to czas dla Legii stracony. Ale czy można się dziwić jeśli facet w pierwszym meczu na wiosnę gra na prawej obronie, w drugim nie gra w ogóle, w trzecim na lewej pomocy. Jest tu jakaś głębsza myśl? Jeśli tak to musi być bardzo głęboka, bo trudno ją w ogóle dostrzec.
Dopiero w drugiej części pierwszej połowy „Kuchy” zamienił się z Salvadorem Agrą, który przy drugiej linii też nic konkretnego nie zdziałał. Chyba że na minus, bo zaliczył jedną poważną stratę i dwa razy beznadziejnie faulował. Wyglądał na kogoś z obłędem w oczach, kto jest przemotywowany i tak się zapamiętał w walce, że zapomniał grać w piłkę. Zresztą zarówno Portugalczyk jak i „Kuchy” grając przy lewej linii cały czas przekładali piłkę na prawą nogę. Źle to wyglądało. A w tym czasie Dominik Nagy, który wcześniej cieszył się zaufaniem Sa Pinto siedział na ławce rezerwowych.
Skąd taka nerwowa gra Legii? Przecież to Lech był przed tym meczem w trudnej sytuacji. Bo nikt w Polsce – łącznie z samymi piłkarzami z Poznania i ich trenerem – nie wiedział na co tak naprawdę strać drużynę Nawałki. Sparingi beznadziejne, początek wiosny jeszcze gorszy i duże niezadowolenie w Poznaniu. Mecz z Legią to była ostatnia szansa na powrót do gry o mistrzostwo. Wszyscy jednak pytali, czy to na pewno jest drużyna na tytuł?
To co się dzieje od dłuższego czasu w Lechu jest mocno zastanawiające. Trener Nawałka nie domagał się wzmocnień w zimowym okienku, bo był przekonany, że ma wystarczająco silny skład. W Poznaniu takie przekonanie nie jest jednak powszechne.
W jednym z artykułów – opublikowanym na sport.pl – trafiłem na taki opis sytuacji w poznańskim klubie przed meczem z Legią: „zgliszcza” – napisał dziennikarz.
Lech, który na początku każdego sezonu jest wymieniany w gronie faworytów do mistrzostwa, zawodzi w ostatnich latach na całej linii. Przypomnijmy, że poprzedni sezon znów skończył za plecami Legii, która właśnie na stadionie przy Bułgarskiej przyklepała tytuł. A wszystko to odbyło się w atmosferze skandalu, bo meczu decydującego o mistrzostwie nie pozwolili skończyć kibice (Lech przegrywał to spotkanie).
Jeszcze przed końcem rozgrywek zwolniono Nenada Bjelicję. Decyzja może konieczna, ale jak tu przyjąć tłumaczenia, że Chorwat – uwaga! – „nie posiadał genu zwycięstwa” skoro dwa tygodnie później zdobył z Dinamem Zagrzeb mistrzostwo i Puchar Chorwacji, a dwa dni temu awansował ze swoją drużyną do 1/8 finału Pucharu Europy. Czyli Bjelica wygrywać potrafi – Lech niekoniecznie.
Kolejny sezon to robota saperska dla Ivana Djurdjevicia, o którym wiceprezes klubu i syn głównego udziałowca Lecha, Piotr Rutkowski mówił, że to trener na lata i że będzie go mocno wpierał w każdej sytuacji, bo Ivan to Lechita z krwi i kości. I co? No wspierał go do jesieni, a potem zwolnił. Zespół grał bez stylu, przegrywał, a trener winy porażek szukał u piłkarzy.
Potem był serial z zatrudnianiem Adama Nawałki i przeciągające się negocjacje. Ale panowie Rutkowscy byli pod ścianą. Ex-selekcjoner dopiął swego. Lech ma trenera, ale tanio nie będzie. Gorzej, że teraz – aż do meczu z Legią – nie było ani tanio ani dobrze. Lech przegrał oba mecze ligowe na wiosnę i cztery z pięciu zimowych sparingów, choć niektóre z nich grał z niżej notowanymi rywalami. Mecz z Legią może być takim na przełamanie.

Lech wygrał z Legią 2:0, ale – co jest tym bardziej dla zespołu z Warszawy bolesne – nie pokazał nic wielkiego. Żył z błędów Legii i to wystarczyło. Gratulacje dla Lecha, ale na dziś wielką ekipa to to nie jest.
Trener Sa Pinto w pomeczowej wypowiedzi robił dobrą minę do złej gry. Opowiadał coś o tym, że wygrał w Poznaniu zespół, który też nie stworzył wielu okazji i nie miał przewagi z gry. Bo jego zespół miał. No tak… A czego się spodziewaliście?
Najlepszy nad Wisłą nauczyciel szacunku zbyt długo przebywa w oparach absurdu. Słuchać się go na spokojnie nie da. Tak jak oglądać gry drużyny, którą stworzył.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Bohater felietonów Wiecha- Teofil Piecyk, powiedziałby o dzisiejszej Legii byle co, a nie drużyna. Sa Pinto stworzył nic- drużynę, napisał Pan redaktor. I tu się nie zgadzam,bo nic-to zupa mleczna..Smaczna, w smaku podobna do roztopionych lodów,można ją podać z malinami .Podawana na zimno.
    A to co zaserwował nam Pinto Sa ,ani smaczne, ani strawne ,ale zimne. Nie ma co się znęcać nad tym gościem, bo to i tak nic nie da. To taki facet,gdzie bufonada miesza się z chamstwem, pycha z prostactwem. Warsztatowo jak widać ,tragedia. taktycznie dno.Przez Łazienkowską przewinęło się wielu trenerów.Nie zawsze były to trafione obsady, ale to co wyrabia Mioduski- to przechodzi ludzkie pojęcie.Ten facet nie czuje piłki.Szkoda tej drużyny, ale jeśli kieruje nią dyletant, a trenuje ktoś ,kto nie nie wie o co w tej grze chodzi- to trudno mieć inne wyniki , niż ma obecnie Legia.Przykro patrzeć jak nieźli jak na polskie warunki piłkarze, grają padlinę.Lansowany zaciąg portugalski-nie sprawdził się,piłkarze którzy błyszczeli w innych drużynach Carlitos, Kante- grają słabo,albo wcale, bądź są po prostu wyrzucani z drużyny. Z tej mąki już nic upiec się nie da,zwłaszcza,że piekarz tak ją wymieszał,że zamiast wypieczonego ciasta , mamy zakalec. Trudno, się z tym pogodzić,ale taka jest rzeczywistość.No i co powiedzą teraz wielbiciele przybysza z Portugalii?Pewnie udadzą się do kościoła na Gorzkie Żale- wszak niebawem nastanie Wielki Post.

  • smutas

    Strasznie dużo uwagi w tym felietonie poświęcił redaktor Lechowi Poznań.To chyba z litości nad Legią.Nie dobija się leżącego.Lech jest bardzo słaby, Legia jak widać jeszcze słabsza.Zresztą Legia od kilku lat jest coraz gorsza.Ostatnie przebłyski to za Magiery.Lech takich przebłysków nie ma.Mistrzostwa Legia nie zdobędzie bo jest i bez formy i bez wiary.Bez wiary w swoje umiejętności, które u niektórych piłkarzy są duże.Straszne są wynalazki z Portugalii. Nie wiadomo po co ściąga się takich kopaczy,np Agrę.Zastanawiam się jak zareagują kibice, wielcy zwolennicy Sa Pinto.Czy powtórzy się sytuacja z października 2017 roku, wtedy też po porażce z Lechem w Poznaniu(3:0) było walenie z liścia.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli