Legia przećwiczona przez Viktorię. Badanie wykonane z zimną krwią, czyli mnóstwo pracy dla Jozaka

Autor wpisu: 1 lutego 2018 18:38

Jeśli mecze sparingowe są głównie dla trenerów, to po meczu z Viktorią Pilzno, Romeo Jozak ma zapewnione długie godziny pracy i analizy. Legioniści przegrali nawet jak na sparing boleśnie 1:5 i – szczerze mówiąc – w przeciwieństwie do poprzednich meczów testowych można się całkiem pogubić szukając choćby szczątkowych pozytywów. Niegdyś popularność w Polsce zyskał czeski serial „Nemocnice na kraji mesta”. Legia właśnie w takiej „nemocnice” przeszła bardzo bolesny zabieg.

No dobra, wynik idzie w świat – czyli w świat idzie przekaz: „za dobrze nie jest”. Ale zacznijmy od tego, że spróbujmy jednak dogrzebać się czegoś, co warto zapamiętać na plus.
Na pewno bramkę Kaspera Hamalainena przy stanie 0:3 – po ładnej kombinacyjnej akcji Eduardo, Krzysztofa Mączyńskiego w okolicach linii pola karnego. Ostatecznie piłka trafiła pod nogi „Hamy”, a ten świetnie uderzył efektownym rogalem. Na akcję dobrze się patrzyło, bo rozegrana z polotem, a na sam strzał z obawą spojrzałby każdy bramkarz, bo z gatunku „nie do obrony”.
To raz. Dwa? Generalnie ofensywna gra Fina na lewym skrzydle i z drugiej strony boiska Sebastiana Szymańskiego. Nie brakowało im szybkości, energii i chęci. Obaj mieli nakazane, by schodzić też do środka, robiąc miejsce na skrzydłach dla wchodzących ofensywnie Adama Hlouška czy Artura Jędrzejczyka. I nieźle to wychodziło. To właśnie po akcjach skrzydłami Legia miała, szczególnie w pierwszej połowie, najwięcej do powiedzenia pod bramką rywali. Choć tego „do powiedzenia” tak w zasadzie za wiele nie było.
Trzy? Oj… zaczyna być ciężko. Wciąż William Remy. W pierwszej połowie na defensywnym pomocniku, w drugiej po wejściu Cristiana Pasquato na stoperze. Nie traci zimnej krwi, nawet pod pressingiem nie zwykł pozbywać się piłki jak gorącego kartofla. Kombinuje, co zrobić z pożytkiem dla drużyny. Ale bywa, że się myli. Jedna z bramek padła po jego stracie – podobnie było w meczu z Atletico Nacional na Florydzie.
Cztery? No, nie przesadzajmy. Po 1:5? Ewentualnie – widać, że Jozak bardzo naciska na swych piłkarzy, by starali się być jak najbardziej elastyczni i wciąż zmieniali się pozycjami na boisku. Tak jak Szymański i Hamalainen schodzili ze skrzydeł do środka, tak Niezgoda, a potem Eduardo, starali się grać szeroko. Jakby Jozak zobaczył nagrania sprzed roku i rzucił: typ „Necid” nie! Zdecydowanie nie! Macie być elastyczni, szukać piłki, a nie czekać aż piłka poszuka was. Stąd może też dążenie do przestawienia zespołu na 4–3–3.

Plusy oczywiście w niczym pewnie trenerowi nie przesłonią mnóstwa minusów. Z jednym podstawowym i zasadniczym – wynik 1:5 jest skutkiem tego, że Legia (grając przecież żadnym eksperymentalnym składem) kompletnie, ale to kompletnie nie poradziła sobie z pressingiem Czechów. Piłkarze Viktorii wyszli bardzo wysoko i bardzo konsekwentnie nie zostawiając wolnych przestrzeni. Ani do rozegrania, ani do rozpędzenia.
Gdy zaś już odzyskali piłkę, ich kontry były zabójcze. I nie było odważnego, kto te kontry mógłby zatrzymać. Na końcu starali się Radosław Cierzniak i Arkadiusz Malarz, ale efekt tych starań był taki, że Viktoria nie strzeliła jeszcze więcej goli. A mogła.
Schemat traconych bramek? Powtarzający się. Trzy razy po błyskawicznym wyjściu Czechów ich lewą stroną, dogranie do środka, wykończenie z bliska. Dwa razy – to samo z prawej.
To ulubiona gra Viktorii. Na lekkie usprawiedliwienie legionistów trzeba dodać, że w Lotto Ekstraklasie nie przyjdzie im mierzyć się z równie trudnym rywalem. Tutaj takiego nie ma. Viktoria po jesieni prowadzi w czeskiej lidze z 14 punktami przewagi nad resztą. Na 16 meczów wygrała 15 i jeden zremisowała. Ma najmniej straconych goli – tylko 5 w tych 16 meczach. Wszystko to w rywalizacji np. ze Slavią czy Spartą, które kupują piłkarzy na poziomie 2-3 milionów euro za transfer (jeden). Do tego Viktoria awansowała do fazy pucharowej Ligi Europy.
Przeciwko Legii zagrała zaś w najlepszym składzie na jaki ją obecnie stać – takim, w jakim odnosiła wszystkie swoje jesienne sukcesy. Nic dziwnego w sumie, że piłkarze z Pilzna mylili się rzadko, a legioniści bardzo często.

Legia kilka sytuacji i tak miała, ale w decydujących momentach mylili się czy to Niezgoda, czy Kucharczyk, czy na sam koniec Mączyński – który najpierw sam sobie sytuację stworzył, a potem sam ją zmarnował. No, ale jako się wcześniej rzekło – i Viktoria nie wszystko wykorzystała.
Na pewno łatwość, z jaką Czesi wchodzili w obronę legionistów przy szybkich atakach, martwi najbardziej. Niestety, pełne błędów w defensywie były tez oba mecze na Florydzie, a i z Silkeborgiem (mimo wygranej 2:0) do paru rzeczy można się było przyczepić.
Na pewno wciąż za mało przekonuje Domagoj Antolić, który jeszcze w żadnym ze sparingów nie pokazał błysku, jakości, nawet momentami, mimo że od piłki nie stroni – to trzeba mu oddać. Nie przekonał znów także Cristian Pasquato, który jeszcze chwilę, a będzie bliski miana „piłkarza z jednym dobrym podaniem na mecz” i nie będzie to dobrą rekomendacją.

Cóż, sparingi z silnymi rywalami Legii powodów do chwalenia się nie przyniosły. Zostali Chińczycy z Shanghai Shenxin, z którymi Legia gra w piątek o 15.30. Oczywiście wystąpią ci piłkarze, którzy nie grali przeciwko Viktorii, czyli taki trochę wzmocniony (np. Miro Radoviciem) „drugi zespół”.
Potem powrót do Warszawy i już żadnego meczu aż do ligi z Zagłębiem Lubin (9.2.).

Legia – Viktoria Pilzno 1:5 (0:3)
Hamalainen 63′ – Kopic 16′, Krmenčik 17′, 33′, Chory 65′, Bakoš 86′
Legia (pierwsza połowa): Cierzniak – Jędrzejczyk, Pazdan, Astiz, Hloušek – Remy, Mączyński, Antolić – Szymański, Niezgoda, Hamalainen.
Legia (druga połowa): Malarz – Jędrzejczyk, Pazdan, Astiz (66. Pasquato), Hloušek – Remy (od wejścia Pasquato zmienił na pozycji Astiza) – Szymański (71. Kucharczyk), Antolić, Mączyński, Hamalainen – Eduardo.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Na razie to tylko usiąść i płakać.Zostało mało czasu,wyjazd na Florydę nieudany, pobyt w Hiszpanii też słabiutkie efekty.Koncepcje w defensywie Jozaka nikogo nie przekonują(chyba,że przeciwników).Jeśli Pilzno to szczyt nie do zdobycia dla mistrza Polski, to po co w ogóle grać?Nasza liga jest słaba,ale Czechy to nie Himalaje piłkarstwa, najwyżej Beskidy.Magiera też miał latem kiepskie sparingi,ale nie miał w dyspozycji wszystkich piłkarzy.Tu piłkarze niby są, Ale na razie zaciąg bałkański to żadne wzmocnienie.Poczekajmy, za tydzień będzie wiadomo, czy ta Legia to drużyna , z którą można się pokazać w Europie, czy tylko na krajowym podwórku.A nuż będzie dobrze!

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli