Legia powoli i z mozołem wstaje z kolan

Autor wpisu: 17 września 2017 20:17

Legia wygrała mecz z Cracovią 1:0, a w zasadzie to zwycięstwo wyszarpała. Dla gospodarzy to o nie był mecz jakiegoś przełomu, ale kibice z Łazienkowskiej muszą się nauczyć cieszyć z małych rzeczy. Na przykład takich, że Legia w niedzielę na boisku była drużyną. I bardzo, bardzo chciała. I tyle? Na razie tyle. Od czegoś trzeba zacząć wstawanie z kolan.

Sezon niby się niedawno zaczął a Legia już w połowie września wygląda jak bokser po dwunastu rundach. W dwa miesiące bardzo wiele przeszła. Było przegranie Ligi Mistrzów, później Ligi Europy, ligowe wpadki z przeciętniakami, nawet bojkot ze strony kibiców, którzy uznali, że piłkarze nie są godni ich dopingu. Jakby tego wszystkiego było mało, w środę przeszło „tsunami” i zmiotło trenera Jacka Magierę, pół sztabu, odpowiedzialnego za transfery Michała Żewłakowa i jego brata Marcina zajmującego się w Legii skautingiem.

Teraz Legię ratować ma chorwacki nalot dywanowy. Nowy trener – Romeo Jozak i jego czterech najbliższych współpracowników mają zmienić nie tylko oblicze drużyny, ale także funkcjonowanie całego pionu sportowego w klubie. Przygotowanie teoretyczne Jozak i jego ekipa mają kosmiczne. Chorwat dał się już poznać jako facet z silną osobowością, jako ktoś, kto ma wielką pewność siebie i potrafi mądrze mówić. Tyle tylko, że jeśli nie będzie wygrywał, to nikt go nie będzie słuchał. U nas ceni się tylko tych proroków, którzy potrafią zamienić wodę w wino. I to najlepiej natychmiast.

Jozak – którego część mediów przyjęła z dużym sceptycyzmem – od razu musi udowadniać, że nie jest tylko teoretykiem, doktorem antropologii futbolu, którego niełatwa szatnia Legii zje na dzień dobry. Chorwat już po pierwszych treningach zdiagnozował sytuację: Legia nie jest ciężko chora, może mieć co najwyżej przeziębienie. I od razu określił, od czego trzeba zacząć leczenie: od głów piłkarzy. Do nich trzeba trafić. I pierwsze, co zrobił, to długo rozmawiał indywidualnie z piłkarzami.

Legia wyszła na mecz z Cracovią bardzo zmotywowana. Trudno powiedzieć, czy to efekt rozmów Jozaka z piłkarzami, czy też zadziałał efekt „nowej miotły”. U Chorwata wszyscy startują od zera, są niezapisanymi kartkami. Ci, którzy zawsze u Magiery mieli pierwszy „plac”, teraz muszą udowodnić, że na to faktycznie zasługują. A dla rezerwowych to szansa, żeby pokazać, że byli niesprawiedliwie oceniani, że mogą zmienić swój status i pozycję w drużynie. Widać to było np. po Kasprze Hämäläinenie, do którego przylgnęła opinia super rezerwowego, a przecież ten facet prowadził grę Lecha Poznań i ma większe ambicje, niż wchodzenie na zmiany. Fin z Cracovią brał grę na siebie częściej, niż to robił do tej pory. I zasłużył na pochwały. Zresztą trudno o którymkolwiek piłkarzu Legii powiedzieć, że się nie starał. To byłoby niesprawiedliwie. No i każdy z nich zdaje sobie sprawę, że w klubie żarty się skończyły. Ale co innego chcieć, a co innego móc.

W pierwszej połowie Dominik Nagy zaimponował świetnym dryblingiem w polu karnym Cracovii, Cristian Pasquato silnym strzałem, Armando Sadiku ciągiem na bramkę, ale goli to Legii nie przyniosło. A kibic z Łazienkowskiej zawsze jest bardzo wymagający, tu nikt nie ma cierpliwości do piłkarzy, którzy nie wygrywają. Więc już w przerwie poleciały do nich z trybun mocne „motywatory”.
Na pewno Jozaka czeka sporo pracy. I to nadal pracy nad sferą mentalną zawodników. Bo przecież ci piłkarze potrafią grać, ale zbyt rzadko to pokazują. Legii brakuje stabilności w poczynaniach na boisku. Długimi fragmentami gra wygląda tak, że po dobrej akcji jest fatalna. Za chwilę kolejna jest dobra, a następna znów słaba. Nierówno, nierówno, nierówno…
Legia parła do przodu, ale co rusz nadziewała się na groźne kontry Cracovii. Utrata gola wisiała w powietrzu, raz gospodarzy uratowała poprzeczka. Zespół Michała Probierza nie grał na Łazienkowskiej źle. Czyhał nie tylko na kontry, ale także zamykał Legię wysokim pressingiem, gdy tylko Arkadiusz Malarz miał wznowić grę z „piątki”. Było to dla Legii niewygodne, ale próbowała wychodzić spod krycia. Widać, że Jozak – jak na Chorwata przystało – chce, żeby jego drużyna jednak grała w piłkę, a nie wybijała ją na oślep, byle do przodu.

I tu znowu wracamy do kwestii mentalnych. Piłkarz, żeby grać na wysokim poziomie, musi umieć grać pod presją, wybierać trudniejsze, nieszablonowe rozwiązania. Ale do tego potrzebna jest pewność siebie, powrót wiary we własne umiejętności.
Po czym poznamy, że Jozak robi dobrą robotę? Po tym, że np. Hlousek zacznie przypominać jednego z najlepszych obrońców w lidze – bo takim był – i znów będzie wrzucać piłkę na nos, a nie w maliny. W meczu z Cracovią raz tak fatalnie zacentrował, że Romeo Jozak złapał się za głowę, zdziwiony, jak tak można schrzanić wysiłek całego zespołu.
W Legii na wyróżnienie zasługuje na pewno Michał Kucharczyk. Ten chłopak ma charakter. Dał dobrą zmianę, pokazał, co to walka i jak trzeba zasuwać, kiedy drużyna ma nóż na gardle. Strzelony gol przyda się też Thibault Moulinowi. Może przywróci mu radość z uprawiania futbolu. Legia potrzebuje go w równej, stabilnej formie, a on w tym sezonie za bardzo jest rozchwiany.

Cracovia to klub majętny i z ambicjami. Ale w lidze dołuje nieprzyzwoicie. Gdyby nie to, że Michał Probierz był wymarzonym trenerem właściciela klubu Janusza Filipiaka, mógłby wylecieć ze stanowiska wcześniej niż Magiera. Bo przecież nie po to Filipiak zatrudniał trenera z nazwiskiem, żeby się pałętać po strefie spadkowej i drżeć o ligowy byt. Oczekiwania są dużo wyższe. Probierz dostał duży kredyt zaufania, swobodę w personaliach drużyny, ale nawet jeśli zespół gra nieźle, to – bądźmy szczerzy – trenera na końcu bronią jedynie wyniki. Ta Cracovia na pewno kiedyś odpali. Tylko czy do tej pory Filipiaka nie poniesie temperament?

Klasę klubu poznaje się także po tym, jak się żegna z trenerami, których zwalnia. Przed meczem z Cracovią popłynęło kilkanaście ciepłych zdań pod adresem Jacka Magiery. A najważniejsze – oprócz wymienienia trofeów, były słowa: „Dziękujemy! Nie mówimy żegnaj, mówimy: do widzenia!”.
I jakoś trudno sobie wyobrazić, że Jacek kiedyś tu raz jeszcze nie wróci (tak jak wracał po trudnym rozstaniu choćby Jan Urban). W końcu Łazienkowska 3 to jego drugi dom.

Inne artykuły o: Cracovia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Z mieszanymi odczuciami obejrzałem ten mecz.Jedyny pozytyw to wygrana.Odrobina nadziei to gra Hamalainena i Kucharczyka.A reszta to nic nowego.Chaos,wynikający z braku zrozumienia pomiędzy poszczególnymi formacjami – to w dalszym ciągu to co Legia prezentowała w poprzednich spotkaniach.Powie ktoś,że trzeba czasu dla nowego trenera.Fakt,czas goni tę drużynę,ale tego czasu brak.W Legii nie ma zawodników,którzy by potrafili pokierować jej grą, brak takiego lwa,przywódcy stada.Bo w tej chwili to stado chodzi czasami przepraszam za dosadne słowa, jak stado baranów.A co spraw mentalnych, o których redaktor pisze,to nie róbmy z tych starych chłopów pensjonarek.Ci ludzie biorą ciężką kasę i ich psim obowiązkiem jest zapierdzielanie na boisku, a nie zabawy w stresy.Żewłakow,który jest jednym z winowajców tego co jest teraz w Legii,powiedział,że w klubie jest dwóch prawdziwych legionistów?Jeśli to są jego słowa,to klękajcie narody,dobrze być nie mogło i nie będzie.A co do powrotu Magiery-to ponoć w rozstaniach najpiękniejsze są powroty.Coś w tym musi być

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli